Nie inaczej było w poniedziałek. Grupa płocczan zebrała się, by zamanifestować sprzeciw wobec niszczenia polskiego sądownictwa. Zobaczcie zdjęcia z tego wydarzenia.
W poniedziałek po raz kolejny mieszkańcy Płocka przyjdą pod sąd, by zamanifestować swój sprzeciw wobec zmian w sądownictwie wprowadzanych przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. W środę uczczą pamięć ludzi "Solidarności".
W piątkowy wieczór grupa płocczan zebrała się na pl. Narutowicza, żeby protestować przeciwko temu, co rządzący Polską robią z demokracją. Głównie chodziło o psucie zasady trójpodziału władzy przez podporządkowanie sądownictwa politykom.
Podobnie jak mieszkańcy innych miast płocczanie będą protestować przeciwko psuciu polskiego sądownictwa.
Stowarzyszenie Wolne Miasto Płock już od kilku dni spotyka się przed sądami na placu Narutowicza, by przypominać o konstytucyjnej zasadzie niezależności tych instytucji i niezawisłości sędziów. W niedzielę wpisze się w akcję, która zapowiedziana jest w wielu miastach.
Około 30 osób we wtorkowy wieczór wzięło udział w łańcuchu światła przed płockimi sądami. Organizatorzy ze Stowarzyszenia Wolne Miasto Płock zbierali podpisy pod listem otwartym do marszałka Senatu, w którym wyrażają oburzenie "rasistowską postawą" senatora PiS Waldemara Bonkowskiego. W środę kolejne spotkanie na placu Narutowicza, o godz. 18.
W poniedziałek prezydent Andrzej Duda przedstawił swoje projekty ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Zdaniem opozycji nie mają one nic wspólnego z reformą wymiaru sprawiedliwości. - Oszustwo, znów oszustwo - komentował pod sądami Krzysztof Borkowski ze Stowarzyszenia Wolne Miasto Płock.
Początkowo prawie nikt nie wiedział, kto stoi za manifestacjami w obronie wolnych sądów. W końcu pojawiła się tabliczka z napisem "Wolne Miasto Płock". Ludzie podchodzili i pytali: kim jesteście?
W poniedziałek płocczanie po raz kolejny spotkali się w obronie praworządności. Rozwinęli kilkudziesięciometrową biało-czerwoną flagę i dziękowali sobie wzajemnie za obywatelską postawę. - Zwyciężyła siła argumentu, a nie argumenty siły - mówili. Ale mimo pewnego sukcesu, apelowali do siebie wzajemnie o czujność.
- Ja jestem tylko dzieckiem, nie powinno mnie tam być - mówi 14-letnia Oliwia, która stała się całkiem niechcący twarzą płockich protestów przeciwko rujnowaniu demokracji. Marcin Baczewski stanął samotnie przed sądem w Sierpcu, żeby dodać odwagi mieszkańcom swojego miasta. W niedzielę ramię w ramię z nim hasła skandowało już 100 osób.
Oliwka jest stałą uczestniczką protestów, raz już zabrała głos i mówiła, że tak jak jej rodzice przed 1989 walczyli o wolną Polskę, tak ona teraz nie pozwoli, by jej tę wolność odebrano. W niedzielny wieczór znów zabrała głos, żeby dać odpór hejterom, którzy zarzucają jej, że nie mówi od siebie, że ktoś jej te słowa dyktuje. - Wtedy to były moje słowa, ale w takim razie dziś posłużę się cudzymi - oświadczyła dziewczyna i łamiącym się głosem wyrecytowała "Hymn do miłości Ojczyzny" Ignacego Krasickiego. "O-liw-ka, Ol-li-wka!" - skandował tłum w podziękowaniu
W sobotę po raz kolejny płocczanie protestowali w obronie wolnych sądów. Trzymali kartki z napisem "3xNie". Mówili o zagrożeniu, jakim będą upolitycznione sądy, dzielili się obawami co do kolejnych kroków rządu - np. kontroli mediów czy internetu.
Tak właśnie - spacerowiczami i turystami - parę dni temu minister Mariusz Błaszczak określił większość tych, którzy wychodzą masowo na ulice, by protestować przeciwko ustawie rujnującej podstawową zasadę demokracji - trójpodział władzy. I zawłaszczającej sądy dla jednej, rządzącej władzy. Spacerujmy więc, a że to zdrowe zajęcie, niech będzie nas, "spacerowiczów", jak najwięcej!
Żeby tu być, zasugerowali mi też moi rodzice, ponieważ nie chcą ponownie przeżywać tego, co przed 1989 rokiem. A ja nie zamierzam do tego dopuścić! - wykrzyczała dziewczyna.
Denerwują mnie stwierdzenia, że protestują komuchy i ubecy, którzy się boją utraty stanowisk. Przychodzę na łańcuch światła z rodzicami, którzy protestowali w latach 80. i dziś wcale nie zawdzięczają pracy układom partyjnym - zapewnia 20-letnia Aleksandra Brzozowska, która w czwartek wieczorem zabrała głos w imieniu młodego pokolenia.
Polacy nie odpuszczają. W niemal całym kraju ludzie gromadzą się na placach, ulicach i protestują przeciwko rujnowaniu niezawisłości sądów i w ogóle demokracji. Tłumy gęstnieją z dnia na dzień. Najbardziej tam, gdzie są organizatorzy zgromadzeń. Ale nawet jak ich nie ma, ludzie sami podchodzą pod sądy, by od siebie postawić przy nich choćby skromną świeczkę.
W czwartek wieczorem w spontanicznym zgromadzeniu w Płocku wzięło udział ok. 500 osób. Już nie było tak cicho, jak w poprzednie dni. Ludzie śpiewali, wznosili okrzyki, żądając zawetowania przez prezydenta przegłosowanej przez większość sejmową ustawy, która de facto rujnuje sądy i obala trójpodział władzy, będący istotą demokracji. - W piątek niech będzie nas jeszcze więcej! - nawołują organizatorzy.
Ich autorem jest Wiktor Dąbkowski, płocczanin od lat mieszkający w Brukseli, pracujący dla europejskich agencji prasowych, relacjonujący najważniejsze momenty m.in. z życia Parlamentu Europejskiego, Komisji Europejskiej.
- Nigdy nie sądziłam, że czasy, które znam tylko z podręczników do historii, powrócą - mówiła w czwartek 20-letnia Aleksandra Brzozowska w czasie protestu w obronie sądów. Kolejne takie spotkanie odbyło się w Płocku na pl. Narutowicza. Tym razem przyszło o wiele więcej osób niż ostatnim razem - mogło być ich blisko 500. A wśród nich również młodzi ludzie, którzy wreszcie odważyli się zabrać głos.
"Wyjdźmy z domów, wstańmy z kanap! Spotkajmy się w czwartek 20 lipca przed sądem, wyrażając w ten sposób swój sprzeciw przeciwko demolowaniu naszego państwa i żądając prezydenckiego veta w sprawie uchwał niszczących i upolityczniających wymiar sprawiedliwości. Chcemy veta, bo chcemy wolnych, niezawisłych sądów! Chcemy zapisanego w Konstytucji trójpodziału władzy! Chcemy normalności" - zapraszają organizatorzy protestów; w czwartek o godz. 21 odbędą się one w Płocku i Płońsku.
Spotkali się już po raz drugi. Czy ostatni? To będzie zależało od tego, kiedy władza wycofa się z planowanych zmian w sądownictwie. Dopóki tego nie zrobi, ludzie, którzy chcą wyrazić swój sprzeciw, będą przychodzili codziennie o godz. 21 pod Sąd Okręgowy.
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.