Pisaliśmy w "Gazecie":
Przez godzinę szef Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński dyżurował przy telefonie w płockiej redakcji "Gazety". Oto fragment jego rozmów z czytelnikami.
Z telefonu do redakcji: Co Pan sądzi o ewentualnej koalicji PiS i PO? Donald Tusk mówił o tym niedawno, jakie jest pańskie zdanie?
- Jeżeli będziemy w stanie się porozumieć z PO, to oczywiście, że tak. Nie wydaje mi się, że uda się to z kimkolwiek innym. Pozostajemy w dobrych stosunkach, umówieni jesteśmy na rozmowy po kongresie PO. Na pewno nastąpił proces zbliżania się Platformy do nas i deklaracje, które padają, mają bardzo pozytywny charakter. Pewnie udałoby się nam uzgodnić program i razem rządzić. Są między nami różnice, ale nie takie, by uniemożliwiało to wspólną pracę nad tym, co dziś najbardziej potrzebne - naprawą rzeczywistości, w której żyjemy. Rzecz w tym, by uzyskać odpowiednie wyniki, a tu niebezpieczeństwo nie tyle w SLD, co w Samoobronie, bo tu przechodzą ich głosy.
Rozumiem, że w grę wchodziłaby koalicja po wyborach? Nie byłoby wspólnej listy kandydatów?
- Byłaby to koalicja po wyborach. Kierownictwo PO popiera ten punkt widzenia. Odwołujemy się do innego elektoratu. Próba pójścia razem w wyborach samorządowych zakończyła się niepowodzeniem. Wspólny wynik był prawie dwa razy niższy niż suma naszych wyników sondażowych. Nie wykluczam oczywiście, że do momentu wyborów zajdzie coś takiego w Polsce, że będziemy mieli do czynienia z takim nastrojem jak w latach 1995-97. Wtedy to po wyborze Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta cała ta prawa strona zjednoczyła się i odniósł sukces AWS. Ale w tej chwili jest inaczej, takie połączenie nie będzie skuteczne, przegralibyśmy na tym.
Kiedy dojdzie do wyborów parlamentarnych? Zgodnie z kalendarzem czy jeszcze w tym roku możemy się spodziewać elekcji, np. po referendum?
- Są cztery daty wyborów, o których się mówi. Jesienna jest najmniej prawdopodobna, ale niewykluczona. Kolejna w 2004 roku, czyli to, co zostało zapowiedziane, ale też nie ma żadnej gwarancji. Wiosna 2005 to stała zapowiedź SLD i wreszcie termin konstytucyjny, czyli jesień 2005. Nikt w Polsce panu nie powie, który z tych terminów jest najbardziej prawdopodobny. Choć szczególnie wiele wskazuje na 2004 rok.
Jak Pan skomentuje fakt, że PiS w Płocku pozostaje w koalicji w Samoobroną?
- To dla nas bardzo gorzka pigułka, patrzymy na tę decyzję z dużą rezerwą i mieszanymi uczuciami. Traktujemy ją jako mniejsze zło, wymóg sytuacji, a prezydent Płocka ma pewne granice swobody w swoich decyzjach, w których może się poruszać. Ale te granica są określone i pewnych rzeczy nie będziemy tolerować. Na pewno postawimy warunek: nie godzimy się, by we władzach lub na czele miejskich spółek stały osoby karane. I nieważne, że nastąpiło zatarcie skazania, a oni mają świadectwo niekaralności. To nie to samo.
Wszystkie komentarze