Pisaliśmy w "Gazecie":
Prezydent Płocka Mirosław Milewski bawił się na Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Elektronicznej Astigmatic do białego rana. W poniedziałek na konferencji prasowej zapowiedział, że druga edycja Astigmatika na płockiej plaży rozpocznie się 6 sierpnia 2004
Od piątku do niedzielnego poranka na dwóch scenach - na plaży i w Małachowiance - wystąpiło ponad 40 muzyków z całego świata. Wszyscy powtarzają: Jesteśmy zauroczeni Płockiem, chcemy tu wrócić.
Zagrożeń było wiele
Sam Milewski przyznał, że na początku nie był hurraoptymistą. Bał się korków, złej pogody, bójek, tego, że nie dojadą muzycy i nie dopisze publiczność... Bał się też trochę fanów muzyki elektronicznej.
W poniedziałek wyglądał na szczerze zachwyconego. Dziękował swoim urzędnikom, nawet tym, którzy nie wierzyli, że się uda, a także dziennikarzom, służbom ratunkowym.
- Przez dwa dni Astigmatika nasze ankiety, które były biletami wstępu, wypełniło 6,5 tys. ludzi. Ale łącznie plażę odwiedziło ok. 20 tys. osób. Na ulicy usłyszałem, że to była pierwsza impreza w Płocku, na której nikt się nie pobił - podsumowywał festiwal producent Cezary Tormanowski.
Pytany, co zagwarantowało sukces, wymienił fantastyczne miejsce u stóp skarpy, z górującą nad sceną podświetloną katedrą, i artystów: - Mieliśmy najlepszy skład wykonawców muzyki elektronicznej na świecie. Oni sami nie mogli uwierzyć w listę gości. Zazwyczaj festiwal buduje się na jednym supernazwisku i supportach. Tu były gwiazdy od góry do dołu.
To ich festiwal
- Astigmatic odbył się dzięki setce wolontariuszy - oświadczył na konferencji Tormanowski. - Genialni młodzi ludzie. Jeden z chłopców mówił, że nie może iść odpocząć do domu, kiedy dzieją się takie ważne rzeczy. Spał na podłodze w Domu Darmstadt, gdzie był sztab festiwalu.
W niedzielę wieczorem organizatorzy zaprosili wolontariuszy na pofestiwalową imprezę. - Przy pożegnaniu dziewczyny płakały. Po raz pierwszy w życiu ktoś mi dziękował za ciężką pracę - mówi.
Dla wolontariuszy nie było taryfy ulgowej. Nawet w środku nocy telefonował któryś z muzyków, że chciałby pójść na spacer po Płocku albo do restauracji.
- Po czterech dniach pracy zgraliśmy się jak najlepsi przyjaciele. Tylko żeby na pewno za rok też był Astigmatic. To najlepsza impreza. Harowaliśmy non stop, ale warto było - oceniają młodzi ludzie.
Specjalne podziękowania otrzymał Tadeusz Zombirt, dyrektor Małachowianki (tu mieściła się mała scena i kino). - Jestem w pozytywnym szoku, że to taki otwarty facet, oddał nam cały budynek, uwierzył i zaufał. Chętnie poszedłbym do tej szkoły na cztery lata - śmiał się producent.
Namiot kontra Astigmatic
W piątek ok. północy tuż przed występem Carla Craiga, gwiazdy festiwalu, w zielonym namiocie Lecha, zaraz za sceną, rozpoczęła się dyskoteka. Tormanowski opowiadał: - Nagle, bez pozwolenia i uprzedzenia właściciel namiotu odpalił techno. Właśnie przywiozłem artystów z Niemiec. Jacyś ludzie z namiotu uderzyli pięścią w nasz samochód. Droga była zablokowana. Przerażeni muzycy chcieli wracać. Straż pożarna nakrzyczała na mnie, że samochody zablokowały drogę ewakuacyjną, ale to były auta ludzi z tego namiotu. Zadzwoniłem do prezydenta. Dopiero po jego interwencji dyskoteka ucichła. Całe szczęście, bo Craig nie wystąpiłby, mając za plecami łomot. Ale kiedy o godz. 7 rano w sobotę zrobiliśmy zgodnie z planem przerwę w koncertach, dyskoteka znów ruszyła. A ze starówki posypały się skargi na Astigmatic. To był jedyny przykry incydent na festiwalu.
Wszystkie komentarze