24-31 lipca 2006
Pierwsza z dwóch piętnastotonowych stalowych konstrukcji miała wczoraj stanąć na murach nowo budowanego kościoła na Podolszycach Południe. Nie udało się, bo na wysokości drugiego piętra olbrzym urwał się i bezwładnie runął w dół
Tak opowiadają naoczni obserwatorzy, którzy skontaktowali się z "Gazetą"; proboszcz ks. Jerzy Ławicki zaprzecza.
Ale po kolei. W istniejącej od 1988 r. parafii św. Wojciecha budowa kościoła (dziś wciąż jeszcze jest tam tymczasowa kaplica) zaczęła się w połowie lat 90. Roboty nabrały tempa przed rokiem, powinny - jak zapowiada ks. Jerzy Ławicki - finiszować za cztery lata. Mury już stoją, do montażu przygotowane są dwie wykonane ze stali i uwieńczone krzyżami 17,5-metrowe konstrukcje, które będą przedłużeniem dwóch frontowych wież z cegły.
- W rezultacie kościół będzie w tym miejscu wysoki na 30 m - informuje ks. Ławicki. Dodaje, że to właśnie w wieżach będą trzy dzwony, pierwszy z nich o wadze 1,2 tys. kg został już zamówiony.
Jedna z dwóch ogromnych konstrukcji miała stanąć na murach wczoraj. Ale operacja się nie powiodła. - Po prostu na samym początku podnoszenia, jeszcze na ziemi, okazało się, że śruby w zaczepach są za słabe. Będziemy tylko musieli je wymienić i już - twierdzi proboszcz.
- Jak to? Byłem akurat na balkonie, oglądałem wszystko na bieżąco - relacjonował nam mieszkaniec Podolszyc. - I nagle zauważyłem coś niepokojącego: gdzieś na wysokości drugiego piętra konstrukcja zaczęła się obracać, urwała się z ramienia gigantycznego dźwigu i spadła. Na szczęście nikomu nic się nie stało, bo kiedy ludzie zobaczyli, że zaczyna się dziać coś niedobrego, zdążyli stanąć w bezpiecznej odległości.
- Co Ksiądz na to?
- Powtarzam, że nic się nie stało. Więcej będę mógł powiedzieć w przyszłym tygodniu, kiedy skończymy montaż wież.
Wszystkie komentarze