Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Spróbujmy namalować obraz polskiej szkoły. Małe samorządy załamują się pod ciężarem podwyżek. Rząd dał nauczycielom więcej zarobić, ale po pieniądze sięgnął do kieszeni gmin. Winą za kiepską kondycję finansową samorządy obarczają oświatę.

Przysłowiowy Kowalski rozumuje prosto: to przez nauczycieli nie zrobią mi drogi albo kanalizacji.

Kwietniowy strajk zakończył się utratą zaufania nauczycieli wobec rządu, samorządów i związków zawodowych. Nauczyciele nigdy nie czuli takiego osamotnienia. Rząd wziął ich głodem. Płynność finansowa wystarczyła na maksymalnie trzy tygodnie strajku.

Samorządy złudnie obiecywały rekompensatę finansową za strajk. Tylko kilka zdobyło się na odwagę powiedzenia, że nie ma możliwości prawnych wypłaty wyrównań.

Strajk podzielił związki zawodowe. Zakończył się – jeśli nie porażką – to wątpliwym sukcesem w postaci niewielkich podwyżek. Przekaz, jaki płynął z central związkowych w czasie strajku, z czasem obrócił opinię publiczną przeciwko nauczycielom. Rozczarowani młodzi nauczyciele zakładają nowy związek. Już zapowiedzieli, że nie będą bronić Karty Nauczyciela za wszelką cenę.

Ostatnie miesiące upłynęły pod znakiem histerii wokół edukacji seksualnej. W konsekwencji mamy do czynienia z typowo polską sytuacją, w której 16-letnia młodzież ma prawo do podjęcia aktywności seksualnej, ale okazuje się, że nie ma prawa do wiedzy na ten temat.

Ministerstwu udało się upchnąć dzieci w szkołach ponadpodstawowych. Nazwano to sukcesem. Jeśli tak mierzy się sukces, to system oświaty w Polsce stanął na głowie.

Niewątpliwym sukcesem jest wynik gimnazjalistów w badaniach osiągnięć PISA. MEN określił to dowodem na dobrze nauczającą polską szkołę. Tylko po co było likwidować gimnazja, skoro tak dobrze uczyły?

Co nas czeka w roku 2020? Próba odpowiedzi graniczy z wróżbiarstwem. Jeśli szkoła nie dostanie zastrzyku pozytywnej energii w postaci sensownych reform, to czeka nas wzrost nieufności i paraliż wynikający z lęku przed kuratoryjnymi kontrolami i wychodzeniem poza ramy edukacyjnej poprawności. Konieczna jest też zmiana w finansowaniu. Współistnienie równoległych roczników za kilka lat wyludni szkoły średnie i doprowadzi do fali zwolnień nauczycieli. Niedoinwestowane i zapchane podstawówki, szczególnie wiejskie, nie wytrzymają konkurencji z ich odpowiednikami w dużych miastach.

Palącą potrzebą jest też doinwestowanie nauczycieli i opracowanie sensownego planu rozwoju, awansu i motywowania. Po latach reform i ostatnich podwyżkach płacy minimalnej od 1 stycznia pensja zasadnicza nauczyciela kontraktowego po studiach wynosi tyle, co szkolnej woźnej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.