Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Był moment, że uzyskanie dofinansowań na remont placu i na zagospodarowanie urokliwego jaru wydawało się tylko kwestią czasu. Były konkurs na koncepcję nowego oblicza placu, pomysły na atrakcje na parowie, wizualizacje, padały konkretne sumy, podawano nawet konkretne terminy. I... nic z tego. Plac niszczeje, jar dziczeje.

Za mało zielonego

Remont placu Obrońców Warszawy najbardziej realny wydawał się w roku 2016. Miasto ogłosiło wtedy konkurs na koncepcję zagospodarowania tego miejsca, wszyscy cieszyli oczy planszami z najróżniejszymi pomysłami na urządzenie na nowo jednego z najważniejszych zakątków miasta. Pierwszej nagrody wprawdzie nie przyznano, ale autorzy najwyżej ocenionej propozycji opracowali koncepcję pokonkursową. Zakładała ona, że plac będzie się ciągnął od ul. Kolegialnej aż do schodów za pomnikiem Broniewskiego. Miał być jedną płaską powierzchnią ze szpalerami kasztanowców, fontanną i alejkami. W planie była też m.in. budowa kolejki szynowo-linowej, która miała zjeżdżać aż nad Wisłę. 

Pieniądze na remont pochodzić miały właśnie z unijnej kasy. Potrzeba było sporo. Ratusz zaplanował dwie wersje placu: jedną z podziemnym garażem, drugą bez. Wersja bez garażu może kosztować 19,5 mln zł, z garażem – blisko 36 mln zł. Tyle że to szacunki sprzed dwóch lat, więc teraz trzeba by dodać do tego ok. 20 proc.

Ale nic dodawać nie będziemy, bo ani remontu, ani pieniędzy nie ma. A to nawet nie dlatego, że miasto nie otrzymało unijnego dofinansowania, tylko że wcale się o niego nie starało. I właściwie... miało powody.

– Analizowaliśmy możliwości uzyskania pieniędzy na tzw. ożywienie społeczno-gospodarcze przestrzeni publicznej w Płocku, czyli po prostu na plac Obrońców Warszawy. Pod uwagę braliśmy zarówno program regionalny i możliwość starania się o środki na zakładanie terenów zielonych, jak i programy krajowe, w tym Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko [to w jego ramach przyznaje się dofinansowania z Funduszu Spójności – red.] – objaśniają w ratuszu. – Jednak warunki konkursu, jaki się pojawił w ramach tego programu, jego kryteria oceny oraz katalog wydatków kwalifikowanych mówiły, że składanie aplikacji nie ma sensu.

Otóż koncepcja placu Obrońców Warszawy nie spełniała podstawowych wymogów formalnych dotyczących tzw. nowej powierzchni biologicznie czynnej. Mówiąc prościej – nowy plac musiałby być w min. 70 proc. terenem zielonym, trawnikiem, łąką itp. To kłóciło się z koncepcją tego miejsca, z pomysłem, jaki miał być tu realizowany.

– Zagospodarowanie zostało także ujęte w Planie Inwestycyjnym Subregionu Płockiego (RIT), jest element wiązki projektów „Przywracanie funkcji społeczno-gospodarczych zdegradowanym obszarom na terenie Płocka i jego obszaru funkcjonalnego poprzez ich kompleksową rewitalizację”. Na podstawie analizy warunków konkursu przeznaczonego na projekty wpisane w RIT oceniliśmy, że mamy szansę – którą zresztą wykorzystaliśmy – na zdobycie dofinansowania innego projektu: renowacji nabrzeża wiślanego – dodają urzędnicy. – Natomiast projekt zagospodarowania placu Obrońców Warszawy nie spełniał warunków konkursu, wiedzieliśmy, że nie dostaniemy nawet minimalnej wymaganej liczby punktów. A co za tym idzie – dofinansowania. Dlatego w ogóle się o nic nie staraliśmy.

Za mało swojego

Śmiałe plany dotyczące jaru Brzeźnicy to z kolei rok 2015. – To będzie piękny teren łączący się z nowym nabrzeżem Wisły. Supermiejsce do wypoczynku, bo ciche i pełne przyrody – planowano w magistracie.

Miejsca było dość. Jar ma ok. 7 km długości, zaczyna się w Trzepowie, biegnie przez skraj osiedla Łukasiewicza, za stadionem Wisły i Skarpą, kończy się przy ul. Kazimierza Wielkiego i Wiśle. To aż 170 ha! Według koncepcji, która wygrała ogłoszony w 2013 roku konkurs na zagospodarowanie, miał tam być m.in. park przygód ze ściankami wspinaczkowymi, torem do uprawiania ekstremalnej jazdy na rowerach, pole do gry w paintball, park linowy. Na całej długości jaru miały stanąć siłownie pod chmurką, ambony do obserwacji ptaków, ścieżki zdrowia, piknikowe polany z hamakami, trasy rowerowe, które zimą wykorzystają amatorzy narciarstwa biegowego...

Na to wszystko potrzeba było 50 mln zł, no ale przecież był Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko. – Sięgniemy do kasy unijnej, która przewidziana jest na ochronę środowiska – taki był plan w ratuszu.

I tu, podobnie jak w przypadku placu Obrońców Warszawy: – Nie staraliśmy się o dotację, wiedząc, że nie spełniamy wymaganych kryteriów i aplikowanie o środki unijne byłoby nieracjonalną stratą czasu i pieniędzy – nie ukrywają urzędnicy.

Sprawdzali, czy pieniędzy na jar nie udałoby się zdobyć w ramach tzw. działania 2.5 „Poprawa jakości środowiska miejskiego”.

– Biorąc pod uwagę teren jaru i jego specyfikę oraz cele działania 2.5, które dotyczyły m.in. rozwoju terenów zielonych, wydawało się początkowo, że inwestycja wpisuje się w warunki konkursu i że możemy ubiegać się o dofinansowanie – objaśniają urzędnicy. – Wykonaliśmy dokładną analizę formalno-prawną, by wiedzieć, jakie musimy spełniać warunki. Przeanalizowaliśmy kryteria oceny merytorycznej, by wiedzieć, na jaką liczbę punktów możemy liczyć. W czasie naboru wniosków barierą nie do pokonania okazał się jednak brak prawa do władania całą nieruchomością. A do wniosku o dofinansowanie niezbędne jest przedstawienie dokumentów potwierdzających to prawo w formie aktu własności lub w formie umowy użyczenia na odpowiedni okres.

Kolejną przeszkodą był brak decyzji środowiskowej, czyli oceny oddziaływania inwestycji na otoczenie. Jej uzyskanie trwa zazwyczaj nawet kilkanaście miesięcy. A że decyzja taka jest potrzebna przy powstawaniu projektu technicznego, to takiego projektu również zabrakło. – Gdybyśmy mieli dokumentację techniczną, pozwolenie na realizację i dokumentację przetargową, moglibyśmy zdobyć aż 11 punktów – wyliczają w ratuszu. – Bez tych dokumentów o tych punktach nie mogło być mowy.

W urzędzie miasta tłumaczą: – Trzeba pamiętać, że przygotowanie aplikacji wiąże się z określonymi kosztami, dlatego ponoszenie ich w przypadku projektu, który nie spełnia kryteriów dostępu, kryteriów formalnych lub nie uzyskuje wymaganego minimum punktowego, jest nieracjonalne i nieuzasadnione ekonomicznie.

W ratuszu obiecują, że nie przestali myśleć o remoncie placu i zagospodarowaniu jaru: – Chcemy zrealizować te inwestycje. Na bieżąco analizujemy możliwości pozyskania dotacji. Jeśli pojawi się konkurs, którego warunki umożliwią złożenie wniosku o dofinansowanie, taka aplikacja zostanie przygotowana i złożona.

-----

Projekt „Future is Now – Przyszłość jest teraz” jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadna osoba działająca w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.