Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

We wtorek na scenie sali koncertowej przy Kolegialnej zadebiutowała Orkiestra Symfoniczna Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I st. w Płocku. To była historyczna chwila.

– Nie wszyscy mieliby odwagę podjąć się takiego wyzwania – zaznacza Grzegorz Dębski, wicedyrektor Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia w Płocku, jeden z opiekunów orkiestry, odpowiedzialny za sekcję dętą i dyrygent wtorkowego koncertu. – Cały plan szkoły musiał być do tego dostosowany, uczniowie klas IV, V, VI i VII musieli być do dyspozycji w jednym miejscu i w jednym czasie.

– Proszę w ogóle zebrać w jednym miejscu i okiełznać prawie 70 energicznych dzieci – dodaje ze śmiechem Michał Zawadzki, dyrektor płockich szkół muzycznych. – Skompletować sekcję skrzypiec, wiolonczeli, kontrabasów, fletów, obojów, klarnetów, fagotów, waltorni, trąbek, puzonów. Potrzebna była także tuba. No i oczywiście perkusja. Dzieci w tak młodym wieku, w tak szerokim instrumentarium, to jest naprawdę coś. Płockiej Orkiestrze Symfonicznej rośnie konkurencja!

Próba tutti

Wtorkowy wieczór był naprawdę wyjątkowy. Świątecznie przystrojona sala, w rogu wielka choinka – w końcu był to koncert noworoczny. Na widowni komplet. Na scenie zaprezentowały się szkolne zespoły: zachwycające i nagradzane na wielu konkursach chór ASBEEK i Zespół Wokalny składający się z uczniów wydziału wokalnego PSM w Płocku oraz Orkiestra Dęta PSM (licząca 40 uczniów grających wyłącznie na instrumentach dętych oraz perkusji).

Ale prawdziwą gwiazdą wieczoru byli oni – mali członkowie dziecięcej orkiestry, którzy po raz pierwszy wystąpili na scenie. Zagrali Vivaldiego, Haendla, Clarke oraz Kriegera.

Kiedy skończyli, publiczność zerwała się z miejsc, klaskała ile sił i domagała się bisów. Dzieci zachowały się jak profesjonaliści – nie było machania do rodziców i całusów przesyłanych babciom, po prostu – ukłoniły się, na znak dyrygenta ponownie usiadły. I zabisowały.

– Od początku zakładałem, że to będzie prawdziwe szaleństwo. I prawdziwy sukces – podkreśla Michał Zawadzki. – Że dzieciaki się zintegrują, pokochają to wspólne granie, że poczują moc orkiestry symfonicznej. I że będą chciały więcej, że zrodzi się w nich niedosyt muzykowania.

Próby zaczęły się właściwie niedawno, we wrześniu. Ale uwaga – to wcale nie było tak, że 60-osobowa orkiestra wyszła na scenę i zagrała. Na początku wszystkie sekcje próbowały osobno, pod czujnym okiem swych nauczycieli opiekunów – Anny Gruszczyńskiej, Martyny Kocik, Dawida Daszkiewicza-Dąbrowskiego, Grzegorza Dębskiego, Piotra Kelma i Adama Mieczykowskiego.

– Pierwsza próba tutti (wspólna) była 4 października – opowiada Grzegorz Dębski. – W powietrzu czuć było napięcie, nikt nie wiedział, jak instrumenty zabrzmią razem, jak to wszystko wyjdzie. Czy dzieci opanują język, w jakim mówi do nich dyrygent, czy będą wiedziały, na jaki gest podnieść instrument, przygotować go i jednocześnie ciało do wydania pierwszego dźwięku, na jaki gest nabrać oddechu. Ale po pierwszym dźwięku już wiedziałem – uda się.

Na wtorkowym koncercie dzieci zagrały barokową suitę, hity tej epoki, znane i lubiane utwory połączone w jedno i zaaranżowane specjalnie dla młodych wykonawców. – Każde z naszych dzieci indywidualnie gra już rzeczy trudniejsze, tu jednak najważniejsze dla nas było, by młodzi muzycy nauczyli się tego, co w orkiestrze najważniejsze. Słuchania siebie i współpracy – tłumaczy Grzegorz Dębski.

– Pan Dębski zawsze nam powtarzał – jeśli nie słuchacie siebie nawzajem, to jakbyście grali w nogę z zamkniętymi oczami – jeszcze przed koncertem rozmawialiśmy ze starszymi kolegami młodych muzyków, członkami działającej przy PSM Orkiestry Dętej: Joanną Nowak, Jakubem Krawczykiem i Wojciechem Kamińskim. Grają odpowiednio na klarnecie, perkusji i trąbce. Stoją u progu dorosłości i chcą związać swe przyszłe życie z muzyką (choć Joanna jeszcze się waha). Mówili: – Uczucia związanego z grą w dużej orkiestrze nie da się porównać z niczym. To ciężka praca, ale przychodzi czas, gdy wyraźnie słychać, że nastąpił ten cudowny moment zgrania, że wszyscy w pewnym sensie stanowią jeden instrument. Wtedy... wtedy po prostu jest moc!

Trzy godziny z trąbką

Próby poszły nadzwyczaj dobrze, na tydzień przed debiutem wszystko było opanowane, dzieci uczyły się już tylko całej koncertowo-orkiestrowej otoczki: jak wejść na scenę, jak się ukłonić, jaki jest porządek strojenia, jak trzeba przywitać się z dyrygentem, jak ustawić się w momencie oklasków. A potem był koncert.

– To było ogromne przeżycie – po wszystkim relacjonowała Amelia Kowalewska, 12-letnia trębaczka. – Szczególnie gdy wszyscy wstali i domagali się bisów, to była taka radość! Ciężka praca naprawdę się opłacała, udało się nam zgrać – bo to właśnie było najtrudniejsze. Grania w orkiestrze wcale się nie bałam, wręcz ucieszyłam się, gdy okazało się, że będę miała taką możliwość. Teraz będą ferie, ale już nie mogę doczekać się nowego repertuaru i nowych koncertów.

Mama Amelii, pani Iwona, dodawała ze śmiechem: – Wszyscy to bardzo przeżywaliśmy, emocje Amelii zawsze udzielają się całej rodzinie. Córka w ogóle uwielbia swój instrument i muzykę, trzy godziny ćwiczeń to dla niej czysta przyjemność. Gorzej z ćwiczeniem matematyki!

– Występ orkiestry był dla mnie bardzo doniosłym przeżyciem – dodawała Małgorzata Wiśniewska, mama Konrada, 12-letniego wiolonczelisty. – Orkiestra ma ogromną przewagę nad występami solistów, gdzie „każdy sobie rzepkę skrobie”. Jej koncert był zwieńczeniem godzin ciężkiej pracy, taką wisienką na torcie. Ale najważniejsze z tego jest to, że te mozolne próby przełożyły się na to, że dzieciaki miały radość z grania. To jest to, czego mi brakowało, kiedy takiej orkiestry nie było – co osobiście bardzo mnie dziwiło. Uważam, że oprócz ciężkiej pracy dzieci powinny bawić się muzyką, by była dla nich inspiracją do tworzenia nowych rzeczy, do eksperymentowania, dalszego poszukiwania. Słowa uznania i gratulacje dla pomysłodawców tego projektu, bo dla nas, rodziców, taki wspaniały występ to wielka satysfakcja i rodzaj nagrody za włożony wysiłek i poświęcony czas.

Jakie plany ma teraz wyjątkowa płocka orkiestra? Grzegorz Dębski mówi, że chcą zgrać się jeszcze bardziej, wprowadzić nowe utwory.

– A kiedy uda się nam powołać Ogólnokształcącą Szkołę Muzyczną II stopnia, będziemy mogli kontynuować przygodę z dziecięcą orkiestrą na jeszcze wyższym poziomie – zapowiada dyrektor OSM I stopnia Michał Zawadzki.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.