W Płocku każdy mur, słup, każda wolna przestrzeń są z góry skazane na reklamę. Miasto traci swój urok, zmienia się w afisz. Billboardy kradną mu duszę. Dlaczego, wychodząc z domu, jestem zmuszany do oglądania bloku reklamowego?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przeciętny Europejczyk ogląda dziennie ok. 500 obrazów. Duża część z nich to plakaty reklamowe. Natykamy się na nie niemal w każdym miejscu. Trywialne nagabywanie niczym pstrokata zaraza rozprzestrzeniło się po ulicach. Niezauważalnie wdarło się między ludzi, przybierając kształt billboardów najczęściej niemających nic wspólnego z estetyką. Chciane czy nie, agresywnie przyciągają naszą uwagę. Pchają się przez oczy do naszych umysłów, burząc postrzeganie miasta. Zachłannie zawłaszczyły przestrzeń miejską, odbierając nam wolność wizualną.

Piotr mimowolnym bohaterem reklam – obejrzyj galerię zdjęć

Zwykły spacer ulicami zamienia się w nieustannie emitowany blok reklamowy. W którąkolwiek stronę spojrzysz, w którąkolwiek stronę pójdziesz, zawsze coś krzyczy do ciebie: „spójrz na mnie” lub „kup mnie”, ewentualnie „promocja”. Ulice wyglądają jak infantylna bawialnia pełna chaosu niczym niepowiązanych ze sobą treści, których mimowolnie stajesz się bohaterem. Miasto powoli traci swój urok. Zamienia się w urbanistyczny afisz. Billboardy kradną mu duszę. Każdy mur, każdy słup, każda wolna przestrzeń są z góry skazane na reklamę. Wręcz nie mają prawa istnieć bez jej treści.

Dlaczego miejska przestrzeń, której wszyscy jesteśmy codziennymi użytkownikami, stała się tablicą ogłoszeń? Czy to, że żyjemy w kulturze obrazkowej, usprawiedliwia zniewolenie wzroku? Dlaczego, wychodząc z domu, jestem zmuszany do oglądania bloku reklamowego? Czy telewizja to za mało?

Uliczna fotografia na blogu Piotra Augustyniaka

Ten cykl fotografii jest próbą polemiki z bezpłciową miejską rzeczywistością zawłaszczoną przez billboardy. To błahe refleksje, powstałe w jednej chwili. Autoportrety, w których bezwiednie staję się bohaterem reklamy. Skutek nachalnego nagabywania, często graniczącego z absurdem. To bunt przeciwko miejskiemu komiksowi, w którym próbuje się nas zamknąć, a każdemu z nas przypisać rolę konsumenta, która swój wielki finał ma w sklepowej kasie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Super inicjatywa! Gratuluję kreatywności i zaangażowania! Faktycznie, gdzie się człowiek nie obejrzy tam reklamy. Naprawdę fajny pomysł na zwrócenie uwagi na ten problem.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Reklamy przerażające. Panie Piotrze jest Pan Wielki. Szacunek.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0