Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Pałac cudów” – to ironiczne określenie przylgnęło do bloku przy ul. Otolińskiej 23. Bo budynek z pałacem ma niewiele wspólnego. To stary, toporny hotelowiec. Brudna, odrapana elewacja, dykty w kilku oknach. Lata temu miasto przeznaczyło blok na lokale socjalne, dziś jest tu 97 mieszkań, choć niektóre z nich to już pustostany. W lokalach socjalnych zakwaterowani są najczęściej ci, którzy nie płacili za poprzednie mieszkania. Wśród nich zdarzali się też bardzo kłopotliwi lokatorzy i to za ich sprawą działy się tam istne „cuda”.

Wyrwane drzwi, umywalki, dziury w ścianach, a ściany czarne od brudu i napisów wszelkiej treści. Nie na darmo miasto zainstalowało w bloku kamery i wyposażyło go w ochronę. Na szczęście takie rzeczy zdają się przechodzić do historii, a opinia o mieszkańcach Otolińskiej 23 powoli się zmienia. Ci, którzy dewastowali klatki, w większości już tu nie mieszkają. A obecni lokatorzy chcą żyć w godnych warunkach. Zakasali więc rękawy i sami odnowili wnętrze swojego bloku.

Obejrzyj galerię zdjęć

Wszystko zaczęło się od czwartego piętra. – Mieszkańcy mieli pomysł, by odświeżyć swój korytarz. Zadeklarowali, że sami zrobią remont, potrzebowali tylko materiałów. Ustaliliśmy, że wystąpią z taką prośbą do administracji na piśmie, i tak zrobili – mówi Barbara Wiącek z Miejskiego Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej, do którego należy blok.

MZGM kupił potrzebne materiały – 60 l farby olejnej, 70 l emulsyjnej, rozpuszczalnik, szpachelki i przybory do malowania. Wszystko razem kosztowało 2,1 tys. zł.

W lutym ubiegłego roku lokatorzy wzięli się do pracy. Pomalowali pomazane wcześniej ściany, zaszpachlowali dziury, wypucowali podłogę, nawet sufit został odświeżony. Pracowali wspólnie przez pięć dni. Mówili nam wtedy, że swoim pozytywnym nastawieniem chcą zarazić innych mieszkańców bloku i zmienić jego zły wizerunek. I tak właśnie się stało. Za przykładem czwartego piętra poszły kolejne.

Pozytywnie zarażeni, pracowali do późna

Najpierw o materiały w administracji poprosiły trzecie i drugie, a potem pierwsze piętro (piąte jest wyłączone z użytkowania). Lokatorzy niedawno skończyli malować korytarze.

Tylko parter został w niezmienionym stanie. Toteż zaraz po wejściu do bloku wrażenia są jeszcze dość kiepskie. W oczy rzucają się zdewastowane skrzynki na listy, a raczej to, co z nich zostało. Uderza nieprzyjemny zapach z toalety. Po lewej stronie jest korytarz – ściany wymazane czarnymi napisami.

Otolińska 23 - na parterze wciąż 'pałacu cudów', ale wyżej...Otolińska 23 - na parterze wciąż 'pałacu cudów', ale wyżej... PIOTR AUGUSTYNIAK

Ale od pierwszego piętra sytuacja się poprawia. Znika brzydki zapach, nie ma napisów na ścianach – wszystkie pokryte są nową emulsyjną farbą. Wyżej jest podobnie. Po tym, jak mieszkańcy tego bloku pokazali swój zapał i dobre chęci, miasto postanowiło ich wesprzeć i dodatkowo na własny koszt wyremontowało klatki schodowe na odświeżonych piętrach.

Na trzecim piętrze spotkaliśmy panią Ewelinę. – Tak, wspólnie zrobiliśmy remont korytarza. Zaczęło czwarte piętro, a później było nasze i kolejne w dół. Sąsiadka wzięła na siebie zorganizowanie farb i pędzli, potem dogadaliśmy się z pozostałymi lokatorami – opowiada kobieta. Tłumaczy, że każdy malował swoją część. – Pracowaliśmy cały dzień, do późna. Chcieliśmy po prostu, żeby było czyściej. Ja mam trójkę małych dzieci i wolę, żeby miały lepsze warunki. Zresztą same widziały, jak pracujemy, wiedzą, że o pewne rzeczy trzeba dbać. Teraz jest tu inaczej.

Otolińska 23 - na parterze wciąż 'pałacu cudów', ale wyżej...Otolińska 23 - na parterze wciąż 'pałacu cudów', ale wyżej... PIOTR AUGUSTYNIAK

– Wcześniej korytarze wyglądały okropnie. Całe pomazane czarnymi napisami. A powypisywane były różne paskudne rzeczy. Czasem to i niektórzy lokatorzy tak niszczyli te ściany. Ale też przychodzą tu osoby z zewnątrz, np. bezdomni – mówi z kolei pani Marta, sąsiadka z tego samego piętra. Jej zdaniem właśnie dlatego sytuacja w bloku nadal jest niełatwa. Mówi, że najgorszy jest okres zimowy, kiedy w tym samym budynku zaczyna działać ogrzewalnia dla bezdomnych. – Niektórzy z nich przesiadują na klatce i brudzą. Mimo że mamy w bloku ochronę i kamery – przyznaje kobieta. – A my staramy się dbać o to, co mamy. Sprzątamy korytarze, sami myjemy podłogi, żeby było czysto.

– Najgorzej, jak ktoś inny to niszczy – zgadza się z przedmówczynią pani Ewelina.

Lokatorki prowadzą nas jeszcze do wspólnej łazienki, która też została wyremontowana. Dawniej trudno było to miejsce nazwać łazienką, było brudno, strach było wejść do środka. Teraz cieszą czyste, jasne kafelki, a na suszarce wisi świeże pranie.

Ponieśli trud, chcą godnie żyć

Ludzie mówią, że odmalowanie korytarzy nie zmieni diametralnie poziomu życia, ale od czegoś trzeba zacząć.

– Przeprowadziłam się tu sześć lat temu. Mam trójkę małych dzieci, a żyjemy wszyscy na 13 m kw. Proszę spojrzeć, stoją tu trzy łóżka i zostaje raptem niewielkie miejsce do zabawy dla maluchów – pani Ewelina pokazuje wnętrze ciasnego lokalu. – Owszem, mam zadłużenie. Ale jak mam płacić, skoro czynsz jest tu bardzo wysoki przy takich marnych warunkach? Trochę lepiej jest u sąsiadów, którzy mają chociaż dwa pokoje.

Piętro wyżej na korytarzu rozmawia dwóch chłopaków. Mieszkają po sąsiedzku. Oni także remontowali swój korytarz wspólnie z innymi lokatorami. – Pewnie, że się przyłączyliśmy. Wszyscy się tu dobrze znają. Chyba z trzy czwarte tutejszej młodzieży malowało ściany – mówi jeden z nich.

– To fajny pomysł. Coś takiego było tu potrzebne. Zmiana jest ogromna – dodaje drugi.

Na pytanie, jak im się mieszkało wcześniej, patrzą to na siebie, to w podłogę, uśmiechają się i kręcą przecząco głowami. A jak jest teraz? – Teraz jest trochę lepiej – mówią nieśmiało.

Przypomnijmy: mieszkańcy z czwartego piętra, którzy wyszli z inicjatywą, nie chcieli poprzestać na samym tylko odnowieniu korytarzy. Myśleli też o lepszym urządzeniu terenu przed blokiem. Stoi tam niewielki plac zabaw i przydałyby się nowe zabawki. MZGM miało i w tym pomóc.

– Niestety, na razie tak się nie stanie. Kilka urządzeń zabawowych miało być przeniesionych tu z terenu przedszkola na Skarpie. Okazało się jednak, że nie mają potrzebnych atestów – mówi Barbara Wiącek. Dodaje, że MZGM pozytywnie zareagował na pomysł mieszkańców z remontem i dał pieniądze na materiały, ale jednocześnie do sprawy podchodzi na chłodno. – Wykonali dużą pracę i to się liczy, jest ważne. Ale trzeba pamiętać, że ci lokatorzy w dużej mierze nie płacą za mieszkania. Mają zadłużenia – zaznacza Wiącek. Mówi, że spółka przygląda się też, jak mieszkańcy dbają o odnowione pomieszczenia: – Efekty są pozytywne. Widzimy, że lokatorzy dbają teraz o swoje korytarze i klatki schodowe. W końcu sami ponieśli ten trud.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.