Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nosi ona tytuł „Szacun. Andrzej Marszałek” i za kilka dni będzie miała swą premierę.

Opowiemy wam o człowieku, który okazał się dla nas bardzo ważny i o tym, jak tę książkę o nim pisaliśmy.

Był dzień jakich wiele. Mariusz, z pochodzenia płocczanin, kiedyś dziennikarz lokalnej „Wyborczej”, w warszawskim mieszkaniu pisze kolejny artykuł do portalu lotniczego. Nie jest łatwo, jego córka Helcia co i rusz podbiega, ciągnie tatę do zabawy.

Rafał, także były dziennikarz, w „swoim” Muzeum Żydów Mazowieckich w Płocku właśnie „zaklepał” kolejnego ciekawego gościa, tym razem znanego reportażystę.

Choć mieszkają w różnych miastach, mają kontakt ze sobą. Na jednym ze spotkań stwierdzają, że może warto zostawić po sobie jakąś pamiątkę. Kompilację ich wieloletniej pasji do piłki ręcznej, doświadczenia pracy ze słowem pisanym, fascynacji postacią „Bibana”.

* O co chodzi w Akademii Opowieści?

* Wyślij zgłoszenie konkursowe

* Zapoznaj się z regulaminem

Chłopców pierwszy mecz

Bo „Biban” to facet, który przez dwadzieścia sześć lat strzegł bramki pierwszej drużyny Wisły Płock. Niejedno pokolenie było świadkiem, jak dwadzieścia razy stawał na podium mistrzostw Polski.

Gdy jako szesnastolatek Andrzej Marszałek wchodził do seniorskiej bramki, Waldemar Kowalski sadzał swojego syna Rafała na najwyższej trybunie hali. Chciał, by zachwycił się szczypiorniakiem, którym Płock żyje od lat. Dopiął swego. „Szczypiorniak to gra, w której sześciu zawodników plus bramkarz chcą rzucić piłkę więcej razy do bramki rywali niż oni. W ciągu godziny. Swoją widowiskowością, bezpośrednimi starciami, rywalizacją kibiców na trybunach przyciąga kolejne pokolenia. Kreuje bohaterów pamiętanych latami” – wiele lat później napisze Rafał we wstępie do książki „Szacun...”.

Małego Mariusza do tej samej hali zaprowadził wujek. W książce wspomina to tak: „... do dziś mam problemy z przypomnieniem sobie, jaki był wynik meczu nafciarzy tydzień temu. A tamten pierwszy raz w Blaszak Arenie pamiętam doskonale: to był mecz ze Stalą Mielec, wygrany 27:23. Miałem wtedy dziewięć lat i »Biban« z miejsca znalazł się na mojej prywatnej liście największych autorytetów, spychając z pudła nawet Jana Pawła II. [...] Moje życie się zmieniało, przeżywałem wzloty i upadki, a »Biban« był zawsze taki sam. Charyzmatyczny lider, groźnie pokrzykujący na swoich kolegów w obronie. Mobilizujący ich do walki. Z zamkniętymi oczami i z chirurgiczną precyzją rozdzielający piłkę podaniami na kontrę do skrzydłowych. Podrywający Wisłę do walki udanymi interwencjami. Prawdziwy walczak”.

Czytajcie też: Grażyna Zielińska: Ja, taka mała Buba, i ten wielki wspaniały Hanuszkiewicz

Andrzej ciągle jest

Od tych pierwszych meczów mijają lata. Z Płocka wyruszają w świat kolejne gwiazdy. Na obczyźnie grają, kończą kariery, zostają.

Zmieniają się płoccy kibice. Zakładają rodziny. Jedni przestają mieć czas na kibicowanie, inni przeciwnie – biorą swoje pociechy na mecz, bawiąc się w sztafetę, przekazując pałeczkę z bakcylem piłki ręcznej.

Andrzej ciągle jest, z kolegami z drużyny sięga po kolejne sukcesy. Sześć mistrzostw, dziesięć wicemistrzostw, cztery trzecie miejsca, dziesięć Pucharów Polski, awanse do ćwierćfinałów w pucharach europejskich – teraz za czymś takim bardzo tęskni się w Płocku. I myśli się...

, czy powtórzy się ktoś taki, jak Andrzej Marszałek: nieustępujący przy spięciach boiskowych, mówiący mądrze prostymi słowami, bramkarski samouk z biedniejszych rejonów miasta.

Andrzej: – Zbierało się ze dwudziestu chłopa z Jaśminowej. Naprzeciwko w podobnej liczbie banda, przykładowo, z Pszczelej czy Bartniczej, i w ruch szły piąstki. Na parterze mieszkał gość, ksywa Telewizor, bo wiedział wszystko o wszystkich. Na górze wyglądała baba, która dzwoniła na milicję, bo pod jej oknami przesiadywaliśmy na ławce. Fakt, czasem było głośno, ale żeby od razu milicja? Zresztą, to była taka dzielnica, że mundurowi czasem bali się zapuszczać. Napis, że tu mieszka matka, która wypędziła syna. Stworzył go właśnie ten syn.

Czytajcie też: Mama, żona, Kurt Cobain... Najważniejsi ludzie w życiu Wojciecha Wojdy z Farben Lehre

Gwarant stabilności

Do dziś ma szacun swoich kolegów z podwórka, z których niejeden siedział w więzieniu. Ma też posłuch wśród swoich największych boiskowych przeciwników. Radosław Wasiak z Kielc (na zdj. poniżej trzeci z lewej): – Czasem twardo postępował ze swoimi rywalami. Na pograniczu faulu nawet, ale nie było w tym chamstwa.

Andrzej opiekuje się kolejnymi młodymi zawodnikami, wchodzącymi do pierwszego zespołu. Wiele osób zdobywa poczuciem humoru. Mariusz Jaroszewski, specjalista od odnowy biologicznej w płockiej Wiśle: – Na jakimś zgrupowaniu wchodziliśmy pod górę. Mija kolejna godzina, jesteśmy już trochę zmęczeni. Nagle słyszymy klakson, to auto pograniczników. A w środku siedzi roześmiany Andrzej i macha nam.

Nie ma wyjścia, Andrzej Marszałek staje się charyzmatycznym symbolem największych sukcesów płockiej piłki ręcznej. Gwarantem stabilności w zmieniającym się świecie. Wzorem dla kogoś takiego, jak wyżej podpisani. Dla dziesięcioletniego Mariusza stał się nawet ważniejszy od Jana Pawła II. Na prywatnej liście autorytetów zrównując się z naginającymi granice grawitacji Michaelem Jordanem i innym „wiślakiem”, Krzyśkiem Wróblewskim. Dla Rafała też był kimś zdecydowanie więcej niż tylko sportowcem. Był i jest.

Czytajcie też: Adam Mieczykowski: Dwa słowa, przez które nie zostałem drugim Fibakiem

Niech będzie książka

Andrzej i jego żona Iwona przystają na pomysł z książką. Ma to być rzecz nie dla statystyków, lecz portret człowieka, który ogromne sukcesy osiągnął ciężką pracą, charyzmą, prostotą, bez cynicznej zabawy w nieszczerego dyplomatę. Nie stronił od papierosów, kawy, alkoholu. Zarazem treningi łączył z rozwożeniem mięsa, by utrzymać rodzinę.

Nie bał się starć z największymi twardzielami, na arenach sportowych i poza nimi, gdy chronił ciężarną żonę przed atakiem kiboli.

Nie odstępował na krok dopiero co narodzonej córki, która często chorowała: zapalenie płuc, oskrzeli, opon mózgowych, tak do trzeciego roku życia. Wspominał: – Nawet gdy byłem lekko przeziębiony, spałem w masce, by jej nie zarazić. Tak była mało odporna. Sporo było tych zarwanych nocy, co odbijało się na treningach. Ale ona jest najważniejsza.

DOMINIK DZIECINNY

Opowieść o mieście

Nie wszystko można opublikować. Podczas rozmów z naszym bohaterem czasem trzeba było negocjować. Dużo wspomnień, śmiechu, spostrzeżeń. Ostatecznie autorom, tak sądzimy, udało się pokazać i ocalić wiele, oddając to w formie reportażu książkowego. Przez pryzmat historii jednego człowieka powstała opowieść o mieście, jakiego już nie ma – z jednym sklepem, jedną pizzerią, jednym miejscem do wieczornego tańczenia. O ludziach, którzy mieszkają teraz w różnych krajach lub już nie żyją.

Jest też Andrzejowa dewiza prawdziwego zespołu: – Pomagaliśmy sobie nie tylko na boisku. Jeśli ktoś czegoś potrzebował, nie trzeba było dwa razy powtarzać. Jak Artur Góral się budował i trzeba było wykopać dół pod szambo, pomagali wszyscy. Po wszystkim był grill, integracja. Gdy któremuś z zawodników rodzi się dziecko, obowiązkowe jest pępkowe. Przy remontach czy przeprowadzkach wychodzą ukryte talenty.

Opowieść o sukcesach, kłótniach, emocjach. O tym, że Andrzej ciągle żyje piłką ręczną, trenując dziewczyny w płockiej Szkole Mistrzostwa Sportowego ZPRP. O jego zderzeniu z Dariuszem Patorą, młodym zawodnikiem Wisły, który przez to umiera. Andrzej, zanim o tym opowie, pomilczy, potem spyta: – To co, zajaramy?

Czytajcie też: Krzysztof Bandych: Stawiam na... Nie, nie na De Niro. Raczej na Siadaczkę i Kazika

Do przodu

To banalne pytanie też musi paść. No więc, Andrzej, jak to jest być żywą legendą polskiej piłki ręcznej, cieszyć się nieustającym szacunem kibiców? W odpowiedzi wbija w ziemię zakłopotany wzrok. Coś tam mamrocze pod nosem, wreszcie mówi: – Dajcie spokój z tą legendą, nie przepadam za tym. Trudno mi o tym mówić, jestem normalnym gościem.

Iwona śmieje się, że on w duchu docenia, kim jest w oczach fanów. Tylko wstydzi się o tym mówić. Andrzej odrywa wzrok od podłogi: – Od czasu, kiedy mnie kopnięto, tłumaczę sobie, że nie trzeba żyć przeszłością. Tylko brnąć do przodu. Nie pięknie mówić, tylko coś tam robić. Zresztą, nigdy nie nosiłem głowy wysoko, wiedząc, że może zostać ucięta.

Iwona dziękuje, że odkurzyliśmy Andrzeja. Daj spokój, dziewczyno, to my dziękujemy.

TOMASZ NIESŁUCHOWSKI

Czytajcie też: Beata Jaszczak: Jacek jest gadatliwy i otwarty. Znalazł do mnie klucz

PREMIERA KSIĄŻKI

Na premierę książki „Szacun. Andrzej Marszałek” Mariusza Piotrowskiego i Rafała Kowalskiego, zapraszamy do Książnicy Płockiej - 2 marca o godz. 17. Spotkanie, z udziałem autorów publikacji i jej głównego bohatera, poprowadzi Renata Kraszewska. Mają też być osoby, z którymi „Biban” występował w drużynie „nafciarzy” i w reprezentacji Polski. On i autorzy mają podpisywać egzemplarze książki również w Orlen Arenie 5 marca, od 16.30 do 18, przed meczem szczypiornistów Orlen Wisły i Paris Saint-Germain Handball w ramach rozgrywek Ligi Mistrzów.

W obu przypadkach „Szacun...” będzie można kupić (cena to 8 zł). Książka na co dzień będzie do nabycia w Książnicy i w księgarni-kawiarni Czerwony Atrament.

AKADEMIA OPOWIEŚCI

Kim jest najważniejszy człowiek w Twoim życiu? Napisz nam. Weź udział w konkursie z nagrodami. Akademia Opowieści Dużego Formatu czeka na opowieści. Może to właśnie wasz bohater będzie tak interesujący, że pozna go cała Polska. Dajcie mu szansę, przecież zasługuje na to.

Walcz także o nagrody – 5, 3 i 2 tysiące złotych. Dwanaście najlepszych opowieści opublikujemy na łamach Dużego Formatu. Na prace czekamy do 31 marca. Szczegóły konkursu znajdziecie w serwisie wyborcza.pl/akademiaopowiesci

By pomóc w pracy nad waszymi opowieściami, wyruszyliśmy w Polskę, by razem uczyć się opowiadania i pisania o najważniejszych osobach w naszym życiu. Planujemy też pomoc redaktorów i reporterów Dużego Formatu w przygotowaniu wybranych tekstów do druku na łamach. Nasi dziennikarze Mariusz Szczygieł, Michał Nogaś i Włodzimierz Nowak zapraszają na warsztaty Akademii.

Zapoznaj się z harmonogramem spotkań i regulaminem i wyślij zgłoszenie konkursowe wyborcza.pl/akademiaopowiesci

 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.