Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Obejrzyj płockich symfoników w plenerze

Adam Mieczykowski: Nasze marzenie to nowa sala

Emocjonalni, pełni pasji - tacy są muzycy płockiej orkiestry

Działalność orkiestry sięga tak naprawdę 1975 r. Wtedy dzięki działaczom Płockiego Towarzystwa Muzycznego powstała najpierw Orkiestra Kameralna Płockiego Towarzystwa Muzycznego. Stało się to głównie dzięki Marcinowi Kamińskiemu – muzykowi, kompozytorowi, który przyjechał do Płocka ze Śląska, by objąć stanowisko dyrektora Państwowej Szkoły Muzycznej. Do powstania orkiestry przyczynił się też Franciszek Dorobek, zasłużony płocczanin, historyk, muzykolog, teatrolog, nauczyciel i organizator oświaty.

Dyrektorem OKPTM został Kamiński. Ale orkiestrze daleko było wówczas do miana symfonicznej. Pisał o tym Kazimierz Askanas w „Notatkach Płockich”: „Założona w Płocku orkiestra symfoniczna a raczej jej zarodek posiadający tylko część niezbędnych instrumentów i teamu muzyków był w owym czasie w zupełnym letargu. Brak było ludzi, instrumentów, a przede wszystkim chęci pracy (...)”. Askanas wspominał, że orkiestra powstała „na gruzach” dawnej orkiestry Ludowego Instytutu Muzycznego, który z kolei założył szkołę muzyczną w naszym mieście.

W 1977 r. orkiestra, po przejściu pod państwowy mecenat, rozpoczęła działalność jako Płocka Orkiestra Kameralna. A w 1998 r. przekształciła się w Płocką Orkiestrę Symfoniczną, której patronem rok później został Witold Lutosławski.

Jedną z ważniejszych osób w historii orkiestry jest Hanna Witt-Paszta, jej była dyrektor i zasłużona płocczanka. Absolwentka Akademii Muzycznej w Katowicach – od początku lat 70. przez ćwierć wieku uczyła w Państwowej Szkole Muzycznej w klasie fortepianu. W 1990 r. objęła stanowisko dyrektora POS i szefowała orkiestrze przez 9 lat. To właściwie pierwsza dyrektor orkiestry symfonicznej, bo w taką POS przekształciła się właśnie za jej kadencji. Hanna Witt-Paszta również pamięta mizerne początki zespołu. W rozmowie z „Wyborczą” wspominała nawet, że orkiestra została powołana wręcz cudem. Tym bardziej że w tym samym czasie powstał płocki teatr, który na starcie miał znacznie lepiej – otrzymał choćby własny budynek, a aktorzy zaproszeni do Płocka dostawali mieszkania.

„We wspaniałą przyszłość teatru wierzyli wszyscy. W powodzenie pomysłu »orkiestra« wierzyło może kilkunastu zapaleńców. Bo też było to przedsięwzięcie karkołomne. Orkiestra startowała, nie mając prawie nic. Próby odbywały się w przypadkowych, wynajmowanych salach, halach, często nieogrzewanych. Rzadko w szkole muzycznej, gdzie wobec małej wtedy liczby klas tzw. sala koncertowa zajęta była przez cały tydzień łącznie z sobotą i niedzielą” – opowiadała Hanna Witt-Paszta. Gdzie więc odbywały się koncerty? Zgodnie z relacją byłej dyrektor orkiestra koncertowała w sali teatru, wynajmowanej na dni. Ale to z kolei komplikowało pracę teatru, a dla muzyków problemem była akustyka – orkiestra budowała tam specjalne ekrany odbijające dźwięki.

Na początku w orkiestrze grali absolwenci, uczniowie i nauczyciele płockiej szkoły muzycznej. Była to niewielka grupa pasjonatów. Brakowało wielu instrumentów, a także samych muzyków – warunki pracy nie były zachęcające, nie było mieszkań dla osób spoza Płocka, zatrudniało się ludzi na pół etatu, a fundusze na działalność były niepewne. „Najważniejsze jednak, że brak było, niestety, publiczności!” – przyznawała była dyrektor. Był nawet taki czas, na początku lat 90., kiedy orkiestrze groził koniec. Pojawiły się głosy wątpiące w sens jej istnienia, ludzie pytali, po co im orkiestra, skoro jest teatr.

W życiu POS wiele się zmieniło od 2004 r. po przeprowadzce do nowej sali koncertowej Państwowej Szkoły Muzycznej. O nową siedzibę dla muzyków starał się Jacek Boniecki, który dyrektorem POS był od 1999 r., ale odszedł po kilku latach pracy w Płocku. To stanowisko w 2004 r. zajął Adam Mieczykowski, który z powodzeniem szefuje POS do dziś.

Kto pod koniec lat 70. pomyślałby, że płocka orkiestra kiedyś hucznie świętować będzie swoje 40-lecie, grając z najlepszymi światowymi muzykami? Dziś w skład POS wchodzi 50 utalentowanych artystów, dla których muzyka to życiowa miłość. Orkiestra współpracuje z najwybitniejszymi muzycznymi twórcami (polskimi i zagranicznymi), prowadzi cykl stałych koncertów symfonicznych, uczestniczy w festiwalach także za granicą i od 15 lat organizuje w Płocku Letni Festiwal Muzyczny. I co najważniejsze – widownia POS na koncertach liczy nawet 500 osób, a bilety na niektóre koncerty wyprzedają się z dużym wyprzedzeniem. Wielu płocczan to już stali słuchacze, którzy nie wyobrażają sobie, by Płock nie miał swojej orkiestry.

Hanna Witt-Paszta podkreślała, że powstanie i przeżycie zespół zawdzięcza swoim niestrudzonym założycielom oraz grupie młodych i upartych muzyków, którzy grali mimo wielkich trudności. „Wierzyli, że kiedyś ich wytrwałość przyniesie efekty, że uda się zachęcić społeczność Płocka do słuchania i tej mniej znanej muzyki”. Dziś podtrzymuje dobre zdanie o płockiej orkiestrze. – Nie wiem, jakie inne miasta mają jeszcze tak młodą i sympatyczną orkiestrę jak Płock. W POS zawsze panowała świetna atmosfera. Orkiestra przezwyciężyła ciężki czas i dziś jest płocką perełką – mówiła w czwartek podczas konferencji prasowej w ratuszu poświęconej 40-leciu POS.

Wspaniały koncert na wspaniały jubileusz

Z okazji swojego 40-lecia POS przygotowała jubileuszowy koncert, który odbędzie się już dziś. Do wspólnego występu zaprosiła japońskiego skrzypka – Seiji Okamoto, który zajął drugie miejsce w XV Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Henryka Wieniawskiego.

To muzyczny geniusz – gra na skrzypcach od 3. roku życia. Ma 22 lata i liczne nagrody na koncie. M.in. jako pierwszy Azjata zdobył I nagrodę na 19. Międzynarodowym Konkursie im. J. Sebastiana Bacha w Lipsku. Koncertował w Niemczech, Austrii, Włoszech, Chorwacji, USA czy w Korei Płd.

Seiji Okamoto twierdzi, że jest szczęśliwy z powodu swojej wizyty w Płocku, tym bardziej że wspólnie z płocką orkiestrą zagra utwór swojego ulubionego kompozytora – koncert skrzypcowy D-dur Johannesa Brahmsa.

Koncert będzie miał trzy części. Otworzy go Mała Suita Witolda Lutosławskiego – ten utwór grany był 40 lat temu na pierwszym koncercie orkiestry. Po przerwie odbędzie się część oficjalna wieczoru. A w programie części trzeciej są: Uwertura do opery „Wilhelm Tell” – Gioacchino Rossini; Tańce słowiańskie nr 2 op. 71 i nr 8 op. 46 – Antonin Dvorák; Die lustigen Weiber von Windsor – Otto Nicolai, Marsz węgierski z opery „Potępienie Fausta” – Hector Berlioz. Początek – godz. 19, miejsce – sala szkoły muzycznej. Zostało jeszcze trochę wejściówek – po 25 zł.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.