Nie o każdego Kaja chce walczyć jakaś Gerda. Ile trzeba mieć w sobie uczuć, by poświęcić najlepsze czerwone trzewiki i ruszyć w niebezpieczną podróż w poszukiwaniu nabzdyczonego kumpla, który bezwiednie układa z lodu napis: Wieczność. Emocjonalna ślepota uniemożliwia spojrzenie na innych. Zapatrzenie tylko w swoje plemię zasnuwa nieostro tło. Wyłącza zmysły, zagłusza krzyk Gerdy.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W 1844 roku Hans Christian Andersen napisał baśń o "Królowej śniegu", podzieloną na siedem opowiadań. Każdy o niej słyszał, ale nie każdy ją widział, bo i sam autor nie przygotował gotowego scenariusza dramatycznego. Jego baśń wraca jednak do teatru nieustannie. I w zależności od możliwości technicznych oraz pomysłów realizacyjnych staje się fantastyczną wędrówką do zamku stu lodowych sal.

Przyjaźń, według wielu, ważniejsza jest od miłości. Przyjaźń jako jedyna nie oczekuje wdzięczności. Może być wstępem albo doskonałym zakończeniem miłości. Andersen dziecięcą przyjaźnią i wiarą w zwycięstwo dobra nad złem wypełnia cały utwór.

Kiedy ciało obce dostaje się do worka spojówkowego, staramy się, aby kłucie i łzawienie przerwać jak najszybciej. Próby ratownicze niejednokrotnie pogłębiają uraz i trzeba specjalistycznych działań, by wbity materiał usunąć, a później zakryć oko i podawać krople. Widzenie bez plamek, światłowstrętu i bólu nie zawsze powraca.

Okruch czarodziejskiego lustra wbija się w pole widzenia Kaja. I zmienia się świat Kaja, a dla świata zmienia się Kaj, który nagle oszalał na punkcie nieznajomej kobiety, złej, a może tylko samotnej, widzianej przez sen. Kaj podłącza swoje sanki do imponujących nowością i wielkością sań i jedzie w nieznane. Nikt z pragnieniem wyrwania się Kaja z dotychczasowego kręgu nie może wygrać, nawet Gerda. Potrzeba zmiany dobrej czy złej jest w chłopcu silniejsza niż racja stanu faktycznego.

Królowa śniegu z Teatru Narodowego otuliła zauroczonego chłopca niedźwiedzim futrem i pocałowała. Kaj poczuł się szczęśliwy i doceniony. Jego serce zamarzło do głębi i nie dostrzegł w swoim postępowaniu nic złego. Mroźny minus udawał plus.

Nie o każdego Kaja chce walczyć jakaś Gerda. Ile trzeba mieć w sobie uczuć, by poświęcić najlepsze czerwone trzewiki i ruszyć w niebezpieczną podróż w poszukiwaniu nabzdyczonego kumpla, który bezwiednie układa z lodu napis: Wieczność. Emocjonalna ślepota uniemożliwia spojrzenie na innych. Zapatrzenie tylko w swoje plemię zasnuwa nieostro tło. Wyłącza zmysły, zagłusza krzyk Gerdy.

Sopelki lodu roztapiają się jak w baśni Andersena pod wpływem łez, litera po literze, z tą różnica, że nie widać nadziei. Dzieci wracają do domu i spostrzegają, że są już dorośli. Ale lustro utkwiło w oczach wielu ludzi. Jeden odzyskany Kaj wiosny nie czyni. Znowu spadł śnieg, ściska mróz, zaciska się pętla. Czas odnaleźć w sobie Gerdę.

------

Autor jest prezesem Okręgowej Izby Lekarskiej i Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem