Tak - lub bardzo podobnie - wygląda status uchodźcy w oczach przeciętnego Polaka.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

PWN właśnie opublikowało najnowszą książkę Zygmunta Baumana "Obcy u naszych drzwi". Profesor skończył pracę nad nią przed rokiem. Siłą rzeczy nie dotknął więc problemu Brexitu czy przyczyn wygranej Donalda Trumpa (nie mówiąc też o naszym polskim piekiełku, którego kulminację przeżyliśmy wiosną w Białymstoku).

Niemniej zawarta w książce analiza paniki imigracyjnej jest warta szczególnej uwagi.

Politycy i media skutecznie wykorzystują niepokoje społeczne do własnych celów. Wieszczą upadek i zagładę sposobu życia, jaki znamy, praktykujemy i cenimy. Kryzys migracyjny stał się już rodzajem politycznie poprawnego hasła. Siła oddziaływania przekazów medialnych doprowadziła nad krawędź paniki, która jest - ni mniej, ni więcej - rozprzestrzeniającą się w dużej grupie ludzi obawą, że dobro społeczeństwa jest zagrożone.

Migracja nie jest zjawiskiem nowym. Towarzyszy nowoczesności od jej zarania. Jej kierunki też się zmieniają. Nie zawsze był to Zachód. Nowoczesność tworzy "ludzi zbędnych", bez szans na zatrudnienie we własnym kraju, opuszczających "jałowe ziemie" i poszukujących "zielonych traw" (przykład: emigracja zarobkowa Polaków). Nowoczesność tworzy też "odrzuconych", nieakceptowanych z powodu konfliktów społecznych i politycznych, jak choćby destabilizacja Bliskiego Wschodu.

Emigranci ekonomiczni cieszą lokalnych biznesmenów, ponieważ tworzą tanią siłę roboczą. Chwilę później społeczeństwa przygarniające zaczynają doświadczać kruchości swej egzystencji i niepewności co do swojej nowej pozycji społecznej i przyszłości.

W tym momencie na scenę wkraczają media i politycy, umiejętnie akcelerując nastroje i wykorzystując materiał wybuchowy do własnych celów.

Uchodźcy budzą też strach z powodu swej "obcości". Nie znamy ich. Są dla nas nieprzewidywalni, w odróżnieniu od ludzi, których spotykamy na co dzień. Obcy może unicestwić to, co cenimy, zburzyć to, co zbudowaliśmy. O "swoich wrogach" wiemy wszystko, o obcych nic. Nie wiemy nawet, jak zinterpretować ich zachowanie.

Paradoksalnie pojawienie się obcych okazuje się dla wielu ludzi zbawienne. Szczególnie dla tych, którzy w swoich ojczyznach byli marginalizowani, spychani na najdalszy plan. Ci subiektywnie odczuwający prześladowanie, obrażani, ośmieszani, uciskani przez swoich i pozbawieni nadziei, w lot odkrywają pojawienie się gorszych od siebie - złych obcych. To pozwala im odzyskać ludzką godność i resztki szacunku do samego siebie, bo emigranci zostali zepchnięci jeszcze niżej niż oni sami, pozostali wypchnięci spod prawa. To daje okazję do rewanżu. Przecież tym, co ratowało od wzajemnej nienawiści białych obywateli USA, usytuowanych najniżej w hierarchii klas społecznych, tzw. white trash ("białe śmieci"), była obecność czarnoskórych podludzi.

Stąd już całkiem blisko do nastrojów ksenofobicznych, rasistowskich i szowinistycznych. Z tego kotła uprzedzeń i rewanżyzmu pełnymi garściami czerpią populistyczne partie polityczne. Co więcej, rosnące poparcie tych partii zachęca również umiarkowanych polityków do sięgnięcia po język demagogii.

Bauman dokonuje nie tylko analizy przyczyn kryzysu migracyjnego. Zastanawia się też nad etycznym wymiarem zjawiska. Jego zdaniem, poza nielicznymi "karnawałami moralności" - takimi jak eksplozje zbiorowego współczucia (wywołane np. publikacją słynnego zdjęcia zakrwawionego, siedzącego w karetce chłopca) - wolimy żyć w świecie ostrego podziału na "nas" i na "nich".

W dobie tak wielkiego kryzysu powinności moralne okazują się zbyt trudne do wypełnienia. Nie potrafimy być świętymi i dlatego zawieszamy naszą moralność na kołku. To nas zawstydza. Szukamy więc usprawiedliwienia i z łatwością akceptujemy słowa polityków odczłowieczające przybyszów: emigranci jako źródło zarazków i chorób (Jarosław Kaczyński), emigranci ekonomiczni - "faceci z iPhone'ami, wykorzystywanie dzieci w dotarciu do Europy" (prezydent Czech Miloš Zeman).

Zygmunt Bauman przypomina również, że żyjemy jednocześnie w dwóch rzeczywistościach - "offline" i "online".

Pierwsza diametralnie różni się od drugiej. Realna rzeczywistość, jak obrazowo określa ją Bauman, jest gestem Poncjusza Piłata, umyciem rąk od odpowiedzialności. Świat wirtualny natomiast jest wylęgarnią lęków, uprzedzeń i nienawiści, uśpieniem w sobie moralności, spuszczeniem ze smyczy najgorszych emocji. Zdaniem Baumana wzorem współczesnego przywódcy ostrzegającego przed zagrożeniami jest papież Franciszek, który nie boi się mówić: "Wielu z nas, w tym ja sam, straciło orientację. Nie zwracamy już uwagi na świat, w którym żyjemy. Jesteśmy obojętni. Nie chronimy tego, co Bóg stworzył dla nas wszystkich, nie jesteśmy nawet w stanie zadbać o siebie nawzajem! [...] Kultura wygody sprawia, że myślimy wyłącznie o sobie i stajemy się nieczuli na krzyk bliźnich. Żyjemy w mydlanej bańce, która choć piękna, jest nietrwała. Daje nam ulotną i pustą iluzję, której konsekwencją jest obojętność na innych. Prowadzi do globalizacji obojętności. W zglobalizowanym świecie popadliśmy w zglobalizowaną obojętność. Przywykliśmy do cierpienia bliźnich. Mnie to nie dotyka, mnie to nie dotyczy, to nie moja sprawa!".

Czy istnieje jakaś szansa dla ludzkości pogrążonej w kryzysie? Bauman w to wierzy.

Mówi, że odpowiedzią jest zasada wzajemnej gościnności Kanta. Przecież ludzie nie będą mogli się rozprzestrzeniać bez końca, "będą musieli ścierpieć się obok siebie". A zatem czy zwykła ludzka gościnność stanie się panaceum na konflikty i wojny?

We współczesnych uszach brzmi to tyleż naiwnie, co mało prawdopodobnie. A może wręcz przeciwnie - to jedyny sposób, aby przetrwać.

***

Zygmunt Bauman, "Obcy u naszych drzwi", przeł. Weronika Mincer, PWN, Warszawa 2016

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Autor tego artykułu powinien przedstawić sylwetkę "swojego bohatera" AUTORA KSIAŻKI, którego czyny, postępowanie i słowa stanowią dla niego wzór(?) : Na początek troche filmów You Tube: 1. "Kim Jest Zygmunt Bauman? "; 2. "Bauman wygwizdany na UWr - CAŁOŚĆ TYLKO TUTAJ"; I życiorys dostępny na wikipedii: "Urodził się w Poznaniu w 1925 w rodzinie polskich Żydów, jako syn Zofii i Maurycego (...). Po rozpoczęciu wojny we wrześniu 1939 wraz z rodzicami uciekł przed frontem do ZSRR. Wstąpił do Komsomołu i w 1943 rozpoczął studia na uniwersytecie w Niżnym Nowogrodzie (...) Wkrótce potem został zmobilizowany i wcielony do moskiewskiej milicji, w której służył przez kilka miesięcy, regulując ruch na ulicach jako „inspektor ruchu drogowego”. Po zdaniu egzaminu maturalnego w wieku lat dziewiętnastu (1944) wstąpił do 1 Armii Wojska Polskiego. Pełnił funkcję oficera polityczno-wychowawczego, służąc w szeregach 4 Dywizji Piechoty im. Jana Kilińskiego. Wziął udział w bitwie o Kołobrzeg, w której został ranny oraz w bitwie o Berlin. W tym samym roku podpisał zobowiązanie do współpracy jako agent-informator Informacji Wojskowej o pseudonimie „Semjon”. Część zachowanych raportów określa „Semjona” jako bezwartościowe i niechętne do współpracy źródło informacji, z kolei według innych był dobrze wyszkolonym i cennym analitykiem. W czerwcu 1945 wraz z całą 4 Dywizją Piechoty został wcielony do Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW). Od 6 czerwca 1945 w ramach 5 Samodzielnego Batalionu Ochronnego w Bydgoszczy pełnił funkcję zastępcy ds. polityczno-wychowawczych (KBW), a od grudnia 1945 funkcję starszego instruktora ds. polityczno-wychowawczych Wydziału Bezpieczeństwa Wewnętrznego (WBW) w Bydgoszczy. W styczniu 1946 wstąpił do PPR. 6 lipca 1946 objął funkcję starszego wykładowcy ds. polityczno-wychowawczych w Samodzielnym Pułku Szkolnym KBW w Warszawie, od 1 lipca 1947 funkcję starszego instruktora wyszkolenia polityczno-wychowawczego w Wydziale Wyszkolenia Politycznego Zarządu Polityczno-Wychowawczego KBW, 10 lutego 1948 został szefem tego wydziału, 20 grudnia 1948 został szefem i jednocześnie zastępcą Wydziału I, Oddziału II, a 10 lipca 1949 został mianowany szefem Oddziału Propagandy i Agitacji w Zarządzie Politycznym. Zgodnie z treścią wniosku awansowego z 1950 r. w okresie tym: Jako Szef Wydziału Pol-Wych operacji bierze udział w walce z bandami. Przez 20 dni dowodził grupą, która wyróżniła się schwytaniem wielkiej ilości bandytów. Odznaczony Krzyżem Walecznych. 16 marca 1953 został zwolniony z pełnionych funkcji i z zawodowej służby wojskowej z powodu więzi z obcą klasowo i ideologicznie rodziną, w związku z czym stwierdzono jego „nieprzydatność do dalszej służby w wojsku”. (...) (...)W atmosferze antysemickiej nagonki został zmuszony do opuszczenia Polski.(...)
już oceniałe(a)ś
3
0