W ostatni poniedziałek okazało się, że to drukarnie zatruwają benzenem nasze powietrze. Potwierdziły się moje głęboko skrywane przypuszczenia - czytanie może być groźne dla zdrowia.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od kilkudziesięciu lat walczę z alergią. Jakichże to diagnoz nie stawiali lekarze! Nikotyna, gluten, roztocza, nabiał. Niektórzy nawet sugerowali, że mam alergię na pracę albo na żonę.

Pół życia eliminuję zagrożenia. Przestałem przebywać w towarzystwie palących (oni w moim nie), piję napoje tylko produkowane z ziemniaków i winogron, nie jeżdżę na Roztocze (wybacz, Jacku). Praca? Jaka praca? Wiadomo - nauczyciele to nieroby. Żonę dawkuję według przepisu lekarza. A alergia jak była, tak jest. Trzeba było komina na horyzoncie, żeby przekonać się, iż odpowiada za nią farba drukarska i miłość do książek.

Nie ma rady. Domową bibliotekę oddam w dobre ręce. Ostatnią przeczytaną książką będzie "Zrozumieć alergie. Poradnik dla zaawansowanych", a potem już tylko "Idiota" - ale to w audiobooku.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem