I co ja mam teraz o tym wszystkim myśleć? Co dalej? - zapytała po obejrzeniu "Wołynia" moja znajoma, mająca ukraińskie korzenie. Wbrew pozorom nie są to pytania banalne. I chociaż film jest rzetelnie zrobiony, to czy Smarzowski zdołał udźwignąć ten trudny dla Polaków i Ukraińców temat, przekonamy się wkrótce.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tuż po premierze film nie zantagonizował ideologicznie zwaśnionych Polaków. Każdy wziął z niego coś dla siebie. Ci z prawej ucieszyli się, że "Wołyń" rozbija mit o Polakach jako o narodzie sprawców, ci z lewej zauważyli ostrzeżenie przed pełną nienawiści nacjonalistyczną ideologią, rodzącą się ze współistnienia na sztandarach narodu i religii.

Pytanie - co dalej po "Wołyniu"? - nabiera dodatkowego ciężaru, ponieważ badania pokazują, że połowa Polaków nic nie wie o tym, co się wydarzyło na Kresach, a z tych, którzy wiedzą, połowa ma mgliste lub błędne pojęcie. Efektem tego są coraz częściej pojawiające się recenzje, opinie i wywiady, wyraźnie polaryzujące stanowiska. Ukraińcy, mający kult UPA (porównywalny do tego, jakim u nas otacza się "żołnierzy wyklętych"), negują odpowiedzialność całej formacji za zbrodnię wołyńską, zrzucając ją na poszczególnych członków lub na chłopów. Polskie środowiska prawicowe usztywniają stanowisko, widząc jedynie martyrologię i to, jak Ukraińcy depczą polskie symbole narodowe. Z ichniejszym hymnem na ustach i z udziałem duchownego grzebią Rzeczpospolitą. Liberałowie zaś, hołdując swoiście pojętej politycznej poprawności, akcentują, że film posłużył narodowcom do zorganizowania tygodniowej imprezy, albo że nie ma co rozdrapywać ran i skupiać się na narodowych klęskach.

"Wołyń", co wszyscy podkreślają, nadrabia historyczne zaległości polskiego kina. Niemniej jednak, budowanie własnej opinii, opierając się wyłącznie na filmie, jest ryzykowne. Warto pamiętać, że to "tylko" film fabularny - artystyczna wizja historii.

"Wołyń" nie jest wolny od uproszczeń. Bez nich, siłą rzeczy, nie mieściłby się w kanonie sztuki filmowej. Mamy więc piekło ludobójstwa, "dobrego" Ukraińca, który zabija własnego brata po tym jak ten każe mu zabić polską żonę. "Dobrego" Ukraińca mordują w końcu Polacy. Sowiecka partyzantka pokazana jest dość przyjaźnie, a główna bohaterka Zosia ratuje życie tylko dlatego, że przyłącza się do kolumny niemieckich żołnierzy. Co prawda, ten "bałagan historyczny" dobrze oddaje sytuację na Wołyniu, ale mnogość odniesień i oczywista niemożność ukazania przyczyn społecznych, politycznych i religijnych konfliktu na "skrwawionych ziemiach" odbiera pełne zrozumienie kontekstu.

Oczywiście trudno oczekiwać od "Wołynia", że cofnie się do czasów genezy i rozpalenia się ukraińskiego mitu narodowego. Trudno żądać, że skupi się na karygodnych błędach akcji rewindykacyjno-polonizacyjnej, wyburzającej prawosławne cerkwie przez Polskę. Trudno wymagać analizy roli cerkwi prawosławnej czy greckokatolickiej w ugruntowaniu antypolskich postaw wśród ukraińskich elit nacjonalistycznych i prostych ludzi. Wreszcie, trudno dziwić się Smarzowskiemu, że nie wyjaśnił widzom, iż plan depolonizacji (czytaj - rzezi na Polakach) Ukraińcy uszczegółowili pomysłami podpatrzonymi w czasie Holocaustu. Film fabularny nie może przejąć funkcji dokumentu, a z takimi zarzutami wobec "Wołynia" spotkamy się tu i ówdzie.

Poza niewątpliwymi atutami "Wołyń" ma ten jeden, najważniejszy - inspiruje. Smarzowski wykonał dobrą robotę, bo chyba nikt dotąd na taką skalę nie pobudził ludzi do przemyśleń i zainteresowania się historią konfliktu ukraińsko-polskiego i historią Kresów w ogóle. Od kolejnej rzezi może uchronić nas jedynie wiedza. Dlatego też warto zadać sobie nieco trudu i dowiedzieć się tego, czego "Wołyń" nie pokazał. To nie narody i religie mordują. Robią to ludzie.

Wiedząc jak wielką moc ma siła przekazu dobrze nakręconego filmu, warto równolegle sięgnąć po sprawdzone opracowania historyczne i reportaże. Sięgając po nie, jesteśmy w stanie bardziej zobiektywizować nasze osądy. Rocznica zbrodni wołyńskiej i premiera filmu sprawiły prawdziwy wysyp publikacji na ten temat. Wśród nich znajdziemy zarówno wysoko oceniane książki historyczne, m.in. Grzegorza Motyki "Wołyń '43" i "Od rzezi wołyńskiej do akcji Wisła", jak i wspomnienia wpisujące się w nurt humanistycznej opowieści o ludobójstwie w ogóle.

Spośród reportaży jednym tchem czyta się "Sprawiedliwych zdrajców. Sąsiadów z Wołynia" Witolda Szabłowskiego. Szabłowski pisze jak wielkie może być zło i jak wielkie potrafi być dobro. Ze wspomnień tych, którzy pamiętają można dowiedzieć się, że ludzie często modlili się już tylko o to, aby zginąć od kuli - bo szybciej i nie boli tak jak od maczugi, kosy, orczyka albo siekiery. Ukraińcy bestialsko mordowali Polaków, ale i ratowali, narażając własne życie. W ten sposób przeżyli Kamila Hermaszewska i półroczny Mirek - późniejszy pierwszy polski kosmonauta. Dzięki ukraińskim sąsiadom zachowali życie Włodzimierz Sławosz Dębski i Aniela. Oni poznali się w trakcie obrony kościoła w Kisielinie. Dziesięć lat później urodził się im Krzesimir, wybitny polski jazzman, kompozytor filmowy i autor przebojów "Czas nas uczy pogody" i "Dumka na dwa serca" z filmu "Ogniem i mieczem". Ukraińcy uratowali też babcię Leona Popka, który już jako naukowiec i historyk Instytutu Pamięci Narodowej, poświęcił swoje życie, aby zbadać zbrodnię wołyńską w Ostrówkach i w Woli Ostrowskiej. To w tych wioskach doszło do jednej z największej liczebnie rzezi na Polakach.

Co dalej po "Wołyniu"? - wszystko zależy od nas. Smarzowski bierze odpowiedzialność wyłącznie za swój film, ale to my będziemy pracować na oczyszczenie (lub nie) relacji sąsiedzkich.

***

Dziękuję Jarkowi Mazurowi z Kolbuszowej za dobrą rozmowę po filmie. Nie bierze on odpowiedzialności za mój tekst i chylę czoła przed jego ogromną wiedzą w tej materii.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem