Wyobraźcie sobie taką sytuację: pomiędzy budynkami, na podwórku, które daje przestrzeń w ciasnocie blokowiska, powstaje nowy blok. Potem otacza go płot, który wyrywa szmat ziemi ze wspólnej przestrzeni. Dotychczasowi mieszkańcy muszą obchodzić to naokoło. I są coraz bardziej źli na tych za płotem...
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pewnie wielu z czytelników ma teraz wrażenie, że wie, o którym miejscu mowa. Bo takich sytuacji w Płocku nie brakuje. Akurat ta przytoczona dotyczy ul. Kutrzeby, gdzie Miejskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego wystawiło blok pomiędzy blokami Mazowieckiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Budowa była trudna, momentami hałaśliwa i stwarzała uciążliwości dla mieszkańców. Ale w 2014 r. miasto oddało z pompą mieszkania w nowym budynku - komunalne i chronione. Czyli dla osób znajdujących się w naprawdę trudnej życiowej sytuacji. To dlaczego ludzie dookoła zgrzytali zębami? Nie, nie z powodu sąsiedztwa, a płotu, który otaczał i wciąż otacza działkę wokół budynku.

Klatka jak w zoo

Pośrodku otwartego osiedla przy Kutrzeby powstała swoista klatka. I ona przeszkadza, zaburza przestrzeń, ingeruje w życie osiedla. Ludzie potracili ulubione skróty do sąsiadów z innych budynków, do przychodni, do sklepu, na przystanek autobusowy. Muszą nadkładać drogi, żeby obejść całą tę zagrodę. Mimo często otwartej furtki w płocie mają poczucie, że dla nich teren przy bloku MTBS jest niedostępny. Ale już mieszkańcy tegoż bloku mogą (i muszą, bo przecież fruwać nie będą) poruszać się po przestrzeni poza ogrodzeniem.

Złość rodzi złośliwości. - O, takie biedne towarzystwo, chore, za darmo dostaje mieszkania, a proszę, jakie auta parkują pod oknami za tym swoim płotem - takich uwag nie szczędzono nowym lokatorom, choć oni o ogrodzenie przecież nie prosili.

Prezes MTBS Mirosław Kłobukowski nie widzi jednak w tym nic niestosownego. - Przecież to jest nasza działka, a prawo własności jest święte - mówił nie tak dawno w rozmowie z "Wyborczą". - A na nasz plac zabaw za ogrodzeniem zapraszaliśmy dzieci z osiedla.

Kolejny przykład takiej klatki niczym w ogrodzie zoologicznym - blok przy ul. Dobrzyńskiej 11, należący do spółdzielni Komunalnik. W pewnej odległości od niego biegnie chodnik dla pieszych. W ub. roku spółdzielnia go "zaaresztowała i wsadziła za kratki". Bo postanowiła ogrodzić teren wokół swojego budynku razem z częścią ogólnodostępnej drogi na pieszych, która na tym terenie leży. Efekt? Ludzie, żeby dojść do pobliskiej apteki, zmuszeni byli schodzić na ruchliwą jezdnię.

Coraz więcej osiedli w Płocku powstaje za płotami. W ofertach deweloperów jako jeden z atutów danej lokalizacji występuje nieodmiennie zapowiedź, że osiedle bądź blok będą ogrodzone. Bo "ludzie tego chcą" - uzasadniają ci, którzy budują mieszkania na sprzedaż. Naprawdę?

Moda wykreowana

Światło na ten popyt na osiedla twierdze rzuca dr hab. nauk społecznych Jacek Gądecki. W wywiadzie dla "Gazety Prawnej" sprzed roku na pytanie: " Dlaczego Polacy wybierają zamknięte osiedla? Lubią życie za ogrodzeniem?" odpowiada: - Obecnie to raczej kwestia popytowa. Na rynku pierwotnym trudno jest teraz znaleźć inną ofertę - ci, którzy chcą kupić mieszkanie z pierwszej ręki, są w pewnej mierze na nie skazani. Pytanie, czy to jeszcze jest wybór. Może już konieczność? Poza tym wszystkie programy rządowe preferują nowe inwestycje deweloperskie, lokowane daleko i realizowane pod miastem - tam, gdzie grunty są najtańsze. Grodzenie jest wtedy dodatkowym wabikiem na klienta, ma być - zgodnie z deklaracjami sprzedawców - gwarancją bezpieczeństwa.

Jednym słowem - skoro reklamy kuszą "prestiżem" zamknięcia, to chcemy być tym zamknięciem w pewien sposób wyróżnieni. Lepsi.

"Pierwsze grodzone osiedla powstały w Polsce w 1997 roku. Były reakcją na totalny brak prawa do własności prywatnej, występujący w systemie realnego socjalizmu. W krajach skandynawskich takich osiedli nie ma w ogóle, a w Berlinie czy Paryżu istnieje ich kilka" - to fragment artykułu pt. "Getto prestiżu, czyli o urbanistycznej klęsce" na portalu Planergia.pl.

Moda na zamknięte osiedla przyszła do nas z USA - tam była podyktowana właśnie względami bezpieczeństwa. To zresztą podkreślają niemal wszyscy badacze zjawiska - bezpieczeństwo jest wymienianym na pierwszym miejscu powodem, które wskazują mieszkańcy zza krat.

Niestety, żaden płot nie jest w stanie powstrzymać złodzieja. 30-latek z Płocka, który mieszka na zamkniętym osiedlu w aglomeracji warszawskiej, skarżył się w ub. roku rodzinie, że mimo bramy na pilota, strażnika w budce, domofonów itp. zabezpieczeń jednej nocy złodzieje ukradli rowery ze wszystkich prawie piwnic.

Artur Orłowski mieszka na zamkniętym osiedlu przy Armii Krajowej, niedaleko Lidla. I wcale to zamknięcie go nie zachwyca. - Żyjemy tu jak w jakiejś fortecy - opowiada. - Jeszcze niedawno wjazdu na nasz teren bronił szlaban. Po obu jego stronach było dość miejsca, żeby ktoś mógł swobodnie wejść lub wyjść. Ale kiedy sąsiadowi ukradli drogie auto z podziemnego garażu, szlaban został zamieniony na przesuwną bramę i teraz jesteśmy już szczelnie zagrodzeni z każdej strony. Jest co prawda furtka, ale bez domofonu. Jeśli więc przychodzą goście, muszą dzwonić na komórkę, żeby im otworzyć pilotem bramę. No bo schodzić z kluczem do tej furtki to raczej się nikomu nie chce.

Czy dobrze jest żyć w getcie?

Gettoizacja - to termin ukuty właśnie na opisanie zjawiska zamkniętych osiedli. Co o nich sądzą sami płocczanie?

Katarzyna, 27 lat: - Mieszkam w Płocku na osiedlu półzamkniętym, czyli otoczonym płotem z trzech stron i ze szlabanem z jednej strony. Wcale mi to nie przeszkadza. W Warszawie na studiach też mieszkałam na ogrodzonym osiedlu i było spoko. W takich miejscach jest czyściej, bo pan administrator sprząta, mieszkańcy raczej starają się nie śmiecić, a nikt z zewnątrz nie przychodzi, nie rzuca papierów, puszek czy butelek po piwie. Dzieci mogą się bezpiecznie bawić na placu zabaw.

Artur Orłowski doszedł jednak do innych wniosków. - Trudno powiedzieć, czy plusy i minusy się równoważą - płocczanin chwilę się waha, ale zaraz dodaje: - Owszem, mniej ludzi niepożądanych wchodzi, ale np. złomiarze nie mają żadnych problemów, opracowali jakiś patent, że kijem dotykają taki przycisk wewnątrz ogrodzenia, który otwiera im bramę, i swobodnie buszują. Rodzice puszczają małe, kilkuletnie dzieci swobodnie, bo przecież na ogrodzonym podwórku jest bezpiecznie. A dzieciarnia szaleje na swoich rowerkach, różnych zabawkach i niedawno o mało takiego malca nie potrąciłem podczas wyjeżdżania z garażu. Nawet miałem o to scysję z sąsiadem, bo przecież nie można dziecka tak całkiem bez opieki zostawiać. I wie pani, tak w sumie razem z sąsiadami doszliśmy do wniosku, że to grodzenie to nie jest wcale dobry pomysł. Zaczęło się to jakieś 10 lat temu i wydawało się, że rozwiąże wiele problemów, ale życie pokazało coś innego. Generalnie wszystko zależy od ludzi, którzy na osiedlu mieszkają. Jeśli nie mają zamiaru przestrzegać pewnych zasad, to żaden płot ich tego nie nauczy.

Zerwane więzi

To jest jeden z największych problemów wynikających z grodzenia, na jakie wskazują specjaliści. Już w 2007 roku w "Dużym Formacie" ukazał się wywiad z profesor Marią Lewicką i jej ówczesną doktorantką Katarzyną Zaborską z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Obie panie były akurat po badaniach ankietowych, które przeprowadzone zostały na dziewięciu stołecznych osiedlach zamkniętych. Przepytały prawie 300 mieszkających tam osób. Stwierdziły, że między mieszkańcami osiedli zamkniętych i otwartych narasta niechęć.

Maria Lewicka mówiła: - Zaczyna się od tego, że gdy w środku blokowiska wyrośnie nagle nowe zamknięte osiedle, zmienia ono życie dotychczasowych mieszkańców. Na trasie wytartego skrótu do autobusu czy do osiedlowego sklepu wyrasta płot i trzeba nadkładać drogi. Teren osiedla otwartego traktowany jest jako gorszy, tu mieszkańcy zamkniętego wyprowadzają psy, a ich goście parkują swoje samochody, żeby uniknąć nużącej rozmowy z ochroniarzem. Dzieci z osiedla otwartego nie mogą korzystać z placu zabaw na zamkniętym, ale dzieci z zamkniętego chodzą bawić się na otwarte, bo tam jest fajniej. Nic dziwnego zatem, że osiedla otwarte, położone w sąsiedztwie zamkniętych, też zaczynają się grodzić.

Katarzyna Zaborska dodawała: - Ludzie z osiedli strzeżonych to w pewnym sensie miejska elita. Zarabiają lepiej niż przeciętna, mają wyższy status społeczny. Za murem pozostają ci, których jeszcze na takie mieszkania nie stać. Może to powodować wzajemne antagonizmy. Z psychologii wiadomo, że wystarczy dowolny podział, według jakiegokolwiek kryterium. Wystarczy nazwać jednych ludzi grupą A, a drugich grupą B, żeby pojawiła się wzajemna niechęć - podnoszenie wartości własnej grupy i deprecjonowanie drugiej. Takim naturalnym kryterium podziału na "my" i "oni" jest oczywiście płot lub strażnik broniący dostępu osobom obcym.

Panie, pytane o przyczyny tego pędu do grodzenia, odpowiadały m.in.: - (...) pojawia się potrzeba prywatności. W Polsce zaczyna ona graniczyć z obsesją. Znikły tabliczki z nazwiskiem na drzwiach. Nie wiemy, jak się nazywamy. Kiedy stoję pod klatką koleżanki i zdarzy się, że zapomnę numeru drzwi, muszę dzwonić do niej na komórkę. (...) Umieściłam takie pytanie w ankiecie: czy znajomi, którzy mnie odwiedzają, powinni mieć obowiązek legitymowania się w portierni? Wiele głosów było za. Znam osiedla, na których trzeba pokazać portierowi dowód tożsamości. I znam osoby, które nie lubią odwiedzać swoich znajomych, bo to uciążliwe.

Pani Marzena jest żywym dowodem na prawdziwość tych stwierdzeń. Dołożyła sporo pieniędzy do mieszkania syna, który mieszka na osiedlu "za płotem" na płockim Zielonym Jarze. - Właściwie wcale go nie odwiedzam, bo to ponad moje siły - dzwonić telefonem, prosić o otwarcie furtki albo zapamiętać i wklepywać kolejny długi kod.

Gminy do niedawna miały bardzo małe, a właściwie nie miały możliwości zapobieżeniu zjawisku. Za deweloperami stało przychylne im Prawo budowlane, a sądy rozstrzygały wszelkie spory na ich rzecz. Szansę na rozwiązanie problemu samorządy dostrzegają w ubiegłorocznej ustawie krajobrazowej. I przygotowują się do wprowadzenia opartych na niej przepisów lokalnych.

Koniec z grodzeniem?

--- W Krakowie urzędnicy przygotowują właśnie koncepcję uchwały krajobrazowej. Chcą w niej m.in. zapisać zakaz stawiania płotów na wszystkich budowanych osiedlach, które grodzą się, utrudniając komunikację pieszą i samochodową, uniemożliwiając przemieszczanie się ludzi i zmuszając ich do nadkładania drogi. Płotów nie będzie można też stawiać w miejscach, w których będą psuć przestrzeń publiczną i zakłócać poruszanie się np. między sąsiadującymi osiedlami. Ograniczenia będą też dotyczyć rodzaju ogrodzeń. Urzędnicy chcą wyrzucić z miasta ogrodzenia z blachy i betonowych prefabrykatów. Także istniejące już ogrodzenia, które utrudniają komunikację czy współżycie społeczne, trzeba będzie zlikwidować. Ich właściciele dostaną rok na dostosowanie się do nowych przepisów.

--- Warszawa też się przygotowuje do rewolucji. - Grodzenie w Polsce nie jest skutecznie regulowane i przybiera nieraz dewastujące przestrzeń formy. Dzięki nowym narzędziom będziemy mogli wykluczyć stosowanie do budowy ogrodzeń najszpetniejszych materiałów. Standardy ich wykonania będą mogły dotyczyć wszystkich: od firm, przez osiedla, po domy jednorodzinne, o ile ogrodzenia te będą widoczne z przestrzeni publicznej - mówi Wojciech Wagner z Urzędu Miasta w Warszawie. I dodaje, że trudno w stolicy opracować jedno kryterium dla wszystkich osiedli i odgórnie zakazać grodzenia. - Ale na pewno zakaz stawiania płotów będzie dotyczył tych miejsc, w których ogrodzenie przecina szlaki komunikacyjne, oraz tzw. ogrodzeń wtórnych, które często powstają na osiedlach budowanych w PRL-u jako otwarte - wyjaśnia.

--- W Łodzi Biuro Architekta Miasta pracuje nad kodeksem krajobrazowym. Także w tym przypadku mają powstać lokalne regulacje dotyczące ogrodzeń. Tyle że zakaz ich stawiania będzie dotyczył raczej szpetnych, całkowicie zasłaniających widok murów i blaszanych płotów.

--- W Płocku ratuszowi urzędnicy przygotowują się właśnie do ogłoszenia przetargu na analizę do uchwały o ochronie krajobrazu. Ma to być bardzo bogaty w treści dokument, zawierający m.in. unormowanie reklam w mieście, ale także płotów. Ratusz jest przeciwnikiem grodzenia osiedli. Nie dał zgody na otoczenie płotem planowanego przez Miejskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego Osiedla Kleeberga. Zwycięzca przetargu zostanie zobowiązany m.in. do zinwentaryzowania Płocka pod tym względem, tak by móc wskazać, gdzie ogrodzenia zaburzają przestrzeń publiczną. Stosowną uchwałę poprzedzą konsultacje społeczne.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Zabaczcie co było w tym miejscu 3 lata temu. O..rane psie pole. To jestesmy my - Polacy. Lepiej mieć za oknem pole do wyprowadzania psów niż, żeby sąsiad ze stwardnieniem rozsianym miał kawałek trawnika za oknem.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Robią ogrodzenia i monitoringi na osiedlach nowoczesnych dla bezpieczeństwa mieszkańców jest dwudziesty pierwszy wiek podnoszenie standartów życia przeważnie na Podolszycach robią ogrodzenia a wielka płyta, skarpa nie będzie ogrodzona każdy w spółdzielni płaci czynsz to niech wam zrobią
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Mnie nie przeszkadza , że się grodzą, mnie przeszkadza, że ich goście parkują na parkingu obok mojego , nieogrodzonego bloku. Mieszkańcy zza siatki mają pod blokiem garaże, na terenie za szlabanem miejsca parkingowe z numerem mieszkania do którego przynależą. Lokatorzy starszych bloków( ta sama spółdzielnia) mają trudność ze znalezieniem odrobiny miejsca na parkingu.
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    wijek 1959, wieśniactwo się grodzi wszędzie, z centrum Warszawy włącznie.
    już oceniałe(a)ś
    1
    2
    Ta "afera" z Kutrzeby to dla mnie typowy przykład bólu 4 liter... Nie chcę mi się wierzyć, że komuś tak przeszkadza to, że musi nadrobić 10m (idąc tą logiką, to i przez bloki powinny być skróty po skosie). Może denerwować sam płot z założenia, że niepotrzebnie dzieli przestrzeń, że szpeci itp, ale... właśnie, wg mnie wielu nie podoba się co innego. Stoją stare bloki, wszyscy przyzwyczajeni i nagle bach! Stawiają nowy blok pośrodku i jeszcze go ogrodzili płotem! Zaczyna się bezsensowna irytacja. A co, to przede mną się tak grodzą? Teraz mam być jak jakiś złodziej, a ci za płotem to lepsi? Co za potwarz! Wstyd przed gośćmi! Jak to jest, że oni jak vipy mają płot, szlaban, full "szpan", a ja nie, a przecież nie płaciłem mniej. Jeszcze patrzcie jakie auta stawiają! Zwykła czysto-ludzka zawiść. Jestem spokojny, że jakby i pozostałe bloki ogrodzić płotem to wielu nie miałoby już większego problemu. A tak kłuje w oczy, tamci mają ekskluzywną siatkę z promocji w Obi, a ja mieszkam jak za prl-u... Grodzenie idealnym wyjściem nie jest, powinno się w tym zachować umiar, ale mi specjalnie nie przeszkadza i widzę w tym sens. Wielu deweloperów grodzi dla zasady, aby w prosty sposób sztucznie podbić cenę, zainteresowane mieszkaniami. Te płotki zazwyczaj nie chronią przed niczym, ale jeśli ogrodzenie jest szczelne, albo na terenie jest jakaś budka z ochroną to dla mnie super. Chociaż nie złazi się wieczorami dzieciarnia i nie popisuje przed wszystkimi na około, bo przecież tacy nigdy nie zostaną u siebie, gdzie matka ich przez okno zruga. Dlatego problemu z grodzeniem nie mam. Nie jest dobre, ale i zakłócanie spokoju, robienie syfu i dewastowanie na osiedlach też nie jest... dla mnie więc remis. Na pewno mieszkanie na ogrodzonym osiedlu ma u mnie pierwszeństwo. Każdy w 1 kolejności myśli o swoim komforcie.
    już oceniałe(a)ś
    0
    2
    to chyba na tych wiejskich podolszycach wiesniactwo sie grodzi
    @wijek1959 Ty swoim komentarzem też się odgrodziłeś. Od "wiesniactwa" cokolwiek to znaczy. Co prawda nie fizycznie, tylko mentalnie, ale mechanizm jest identyczny. Wygląda na to, że też chcesz czuć się lepszy. Tak jak ci za płotami. Czyli tak naprawdę odgrodziłeś się od ludzi, z którymi bardzo wiele cię łączy i nie są to dobre cechy...
    już oceniałe(a)ś
    1
    1