Podróże mnie otworzyły, nauczyły samodzielności, bo każda kultura jest inna - mówi Adrianna Snochowska, malarka z Płocka. Mieszkała w Irlandii, Kambodży, a od 1,5 roku - w Zakopanem. Zastanawia się nad powrotem do rodzinnego miasta. Wierzy, że znajdzie tu ludzi, z którymi da się stworzyć coś twórczego.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Adrianna opuściła Płock zaraz po skończeniu szkoły średniej - chodziła tu do ekonomika. Najpierw wyjechała do Szczecina, gdzie ukończyła studium marketingu i reklamy, a niedługo potem przeniosła się do Irlandii.

Z Aleksem do Kambodży

- Chciałam od życia czegoś więcej, ale nie do końca wiedziałam, co z nim z robić. Na początku planowałam zostać w Irlandii jakieś dwa lata. Mieszkałam w małej miejscowości Ballycastle i pracowałam dorywczo w różnych miejscach, w knajpkach itp. Nie przypuszczałam, że zostanę tam aż siedem lat! - opowiada artystka.

Udało jej się trochę zarobić i w końcu było ją stać m.in. na lepsze farby czy płótna. - Malowałam od zawsze, ale było to dodatkowe zajęcie. Jestem samoukiem. W Irlandii znalazłam w końcu pracę na pełny etat, poznałam męża. To właśnie mój mąż Alex mocno sugerował, żebym skupiła się tylko na malarstwie. Na początku bałam się tego, ale nie żałuję. Mąż cały czas mnie w tym wspiera - mówi Adrianna.

W Irlandii sprzedała swój pierwszy obraz, miała tam też dwie wystawy. W końcu pojawił się pomysł wyjazdu do Kambodży. - Alex jest muzykiem i projektuje strony internetowe. Wcześniej w Kambodży już mieszkał, więc przeprowadziliśmy się tam na dwa lata. Niełatwo było mi się przystosować, bo to zupełnie inny świat niż w Europie. Tam w oczy rzuca się bieda. Na początku byłam negatywnie nastawiona do otoczenia, ale kiedy tego świata dotknęłam, poznałam jego historię, weszłam w to środowisko - bardzo się zmieniłam. Doceniam to, co mam i nie zadzieram nosa - opowiada o swoich doświadczeniach Adrianna. I chwali mieszkańców Kambodży, że są pomocni i oddani: - Pamiętam, jak kiedyś wybraliśmy się z mężem na wycieczkę motocyklową. Zabrnęliśmy na jakieś pustkowie, gdzie udało nam się znaleźć zaledwie jedną, ubogą chatę. Ludzie, którzy w niej mieszkali, zaprosili nas do siebie, podzielili się z nami jedzeniem.

"W Polsce nie ma tej energii"

Malarka z Płocka rodem w Kambodży pracowała m.in. w szkole, prowadziła z dziećmi twórcze zajęcia. - W Polsce praca jest ciężka i trudno ją znaleźć. Trzeba mieć pokończone różne szkoły, a to i tak nie zawsze daje zatrudnienie. Tam po prostu pokazałam swoje port folio, to, co potrafię, i zostałam przyjęta. To był bardzo produktywny czas, z dziećmi malowaliśmy, gotowaliśmy. Prowadziłam też warsztaty malarskie dla dorosłych - Adrianna twierdzi, że i sama się tam wiele nauczyła. - Otworzyłam się bardzo na świat artystyczny. W Kambodży skończyłam kilka kursów, ale w twórczości najważniejsze są dla mnie emocje. Malując, od jakiegoś czasu nie robię szkiców, zaczynam od różnych plam. Czasem nie wiem, co mam namalować i nagle myślę o czymś, co utkwiło mi w głowie. Na przykład kobieta w chuście z dzieckiem, którą widziałam w Kambodży. Bardzo mnie ten widok poruszył. W mojej twórczości chodzi właśnie o takie chwile.

Inspiruje ją także muzyka. To jej mąż wprowadził ją w różnorodny muzyczny świat - jazzu i ambientu i innych gatunków.

Około półtora roku temu Adrianna Snochowska przeprowadziła się z Aleksem do Zakopanego. Bo - stwierdziła - skoro ma wybrać miejsce do życia, to takie, które lubi. - Kocham góry. No i przyjemnie jest znów mówić po polsku. Choć muszę przyznać, że tutaj wszystko jest bardziej powolne, nie ma tej energii, a pole do działania jest ograniczone. Ludzie są mniej chętni do różnych inicjatyw, nawet kiedy proponuję, że zrobię coś za darmo. To mnie trochę rozczarowuje. Ale za to bardzo się cieszę, że będę miała indywidualną wystawę w Płocku - w głosie malarki wyczuwa się wyraźnie entuzjazm.

W Płocku też może być ruch

Mówi, że tęskni za Irlandią i Kambodżą, że ciągnie ją do tych miejsc. Bo poznała tam mnóstwo ciekawych ludzi. Ale z drugiej strony chciałaby gdzieś się osiedlić i zorganizować grupę osób, które robią to co ona. Może nawet w Płocku.

- Mam tu rodzinę, wielu wspaniałych przyjaciół, za którymi tęsknię. Czasem myślę o powrocie tutaj. I wyobrażam sobie, że w Płocku również może być ruch i działanie - zapala się do pomysłu Adrianna. - Gdybym wróciła, to chciałabym przyciągnąć do siebie ludzi, żeby wspólnie robić ciekawe, artystyczne rzeczy. Może odezwałabym się do Młodzieżowego Domu Kultury, do Płockiej Galerii Sztuki? Dlaczego tam? Bo w tych miejscach organizują warsztaty. Nie, nie chodzi o pieniądze. Zarabiam na swoich obrazach - okazuje się. że z malarstwa można żyć, choć nie jakoś rozrzutnie. A nawet raczej skromnie, mnie to wystarcza.

Malarka sprzedaje swoje obrazy głównie za granicą, za "ceny dostosowane do zagranicznego rynku", jak to określa.

Wystawa

W niedzielę o godz. 17 Wieża Ciśnień zaprasza na wernisaż wystawy malarstwa Adrianny Snochowskiej "Z pamiętnika". Zobaczymy na niej różne, pełne kolorów prace artystki inspirowane m.in. jej podróżami do Irlandii i Kambodży.

Podczas wernisażu zagra DJ set Alex Leonard

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem