Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po okazałej inauguracji rundy wiosennej tydzień temu i zwycięstwie z Górnikiem Zabrze (4:2) piłkarze nożni Wisły Płock podchodzili do pojedynku z Zagłębiem ostrożnie. – Będzie to trudniejsze spotkanie od tego z Górnikiem – zgodnie podkreślali.

Potwierdził to pierwszy kwadrans meczu, w którym najgroźniejszą okazję do strzelenia  mieli goście, a bliski zdobycia gola był Bartłomiej Pawłowski. – Gdybyśmy objęli prowadzenie, ten mecz mógłby się ułożyć inaczej – przyznawał smutno trener Zagłębia Mariusz Lewandowski.

– Pierwsze 15-17 minut było złe w naszym wykonaniu, mieliśmy dużo szczęścia, że goście nie wykorzystali znakomitej sytuacji – dodawał szkoleniowiec Wisły Jerzy Brzęczek. Po słabszym okresie Wisła zdołała się otrząsnąć, zaczęła stwarzać sytuacje, ale żadna z nich nie zakończyła się zdobyciem gola.

Po przerwie płoccy piłkarze zaczęli od mocnego uderzenia. Po zaledwie trzech minutach gry ze świetnego podania Konrada Michalaka skorzystał Jose Kante, który uderzył z pierwszej piłki na bramkę rywali. I Wisła prowadziła 1:0. Płocczanie, którzy prezentują wyborną dyspozycję, znakomite przygotowanie i grają futbol ładny dla oka, nie rezygnowali z podwyższenia wyniku. Ale w 60. minucie o mały włos, a straciliby gola.

Po rzucie rożnym i strzale głową Arkadiusza Woźniaka piłkę zmierzającą do płockiej bramki w ostatniej chwili wybił Adam Dźwigała, czym wyręczył, wciąż niepewnie się czującego w swoich obowiązkach, niemieckiego bramkarza Wisły.

Nie czekając na przykrą niespodziankę ze strony rywali, piłkarze Wisły dążyli do strzelenia drugiego gola. Na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry ta sztuka im się udała. Drugie trafienie w tym spotkaniu zaliczył Jose Kante, który wykorzystał podanie tym razem od Arkadiusza Recy. Minutę później wynik mógł podwyższyć Konrad Michalak, który dostał piłkę od Nico Vareli. Wydawało się, że pomocnik Wisły jest na spalonym, ale sędzia liniowy nakazał grać dalej. Chyba tylko to sprawiło, że zaskoczony takim obrotem sprawy Michalak, który miał przed sobą już tylko bramkarza Zagłębia, pogubił się. I akcja nie zakończyła się strzeleniem gola. Wiślacy mieli jeszcze jedną okazję, po dośrodkowaniu z rzutu wolnego lot piłki przedłużył Reca, a tę sytuacje strzałem zakończył Oskar Zawada. Piłkę jednak bez problemu złapał bramkarz.

– Cieszymy się ze zwycięstwa – nie krył radości trener Brzęczek. Dla jego zespołu był to szósty z rzędu ligowy mecz bez porażki. Świetna forma zespołu i jeszcze lepsza dyspozycja strzelecka Jose Kante - tylko w dwóch ostatnich meczach strzelił cztery gole (w tym sezonie ma już na koncie sześć trafień) - rozbudza marzenia o miejscu Wisły premiowanym awansem do europejskich pucharów.

– I to jest największe niebezpieczeństwo. Przypominam, że w rundzie jesiennej mieliśmy serię czterech porażek. Musimy zachować pokorę – podkreśla trener Jerzy Brzęczek. – Przed nami jeszcze wiele spotkań, jesteśmy w niezłej dyspozycji. Czekamy na to, co się wydarzy w kolejnych spotkaniach. Teraz mamy trochę radości, ale za chwilę zaczniemy przygotowywać się do wyjazdowego meczu z Pogonią Szczecin, który również będzie dla nas trudny. Patrząc na ostatnie mecze szczecinian, jest to obecnie jedna z najlepiej grających drużyn w ekstraklasie.

Wisła Płock – Zagłębie Lubin 2:0 (0:0)

Bramki: Jose Kante dwie (48., 87.)

Wisła: Thomas Dahne – Cezary Stefańczyk, Adam Dźwigała, Igor Łasicki, Arkadiusz reca – Giorgi Merebaszwili (80. Nico Varela), Dominik Furman, Damian Szymański, Konrad Michalak, Semir Stilić (88. Oskar Zawada), Jose Kante (89. Damian Rasak).

Zagłębie: Dominik Hładun – Sas Balić, Rafał Pietrzak, Bartosz KOpacz Ż, Alan Czerwiński, Adam Matuszczyk, Filip Jagiełło, Filip Starzyński (61. Paweł Żyra), Bartłomiej Pawłowski, Arkadiusz Woźniak (Krzysztof Janus), Jakub Mares (77. Patryk Tuszyński).

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.