Dziękujemy, dziękujemy - skandowała publiczność. - Jeszcze jeden, jeszcze jeden - krzyczeli ludzie. Aż wreszcie smutną wiadomość przekazał Marcin Paweł Jabłoński z POKiS-u: - Oni już nie wyjdą, to był ostatni raz. Możemy zacząć płakać.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wtedy popłynęło: - Sto lat, sto lat, niech żyją, żyją nam.

Ktoś dorzucił znane: - Płock żąda dostępu do morza.

Jabłoński ostatecznie rozwiał złudzenia: - This is the end.

Kolejka gigant, tłum przed sceną - pożegnalny koncert Lao Che na zdjęciach. "Oni już nie wyjdą, to był ostatni raz" [GALERIA] >>

Zabrakło tylko jednego - nikt nie wyszedł, aby oficjalnie może nawet nie tyle pożegnać, co po prostu podziękować członkom grupy chociażby za promocję miasta poprzez muzykę, „płockie smaczki" przemycane w takich piosenkach, jak „Wojenka" (ostatnio zajęła 2. miejsce w "Polskim topie" Radia 357) czy „Baśń tysiąca i jednej nocki" („Koniec baśni, koniec nocki, do gniazda wracam, gdzie powiat płocki. Kominy jak minarety…").

Życie jest jak tramwaj. Trzeba wiedzieć, kiedy wysiąść

Niby to było pożegnanie, ale czysto muzyczne, bez wplatanych wspomnień czy komentarzy między kolejnymi piosenkami. Dopiero w 20. minucie koncertu można było usłyszeć refren, który równie dobrze może kojarzyć się z pożegnalną notką z 13 listopada 2019 r.: „Życie jest jak tramwaj. Trzeba wiedzieć, kiedy wysiąść".

Czy ktoś jeszcze pamięta, że w pierwszym rzucie ogłoszonych pożegnalnych koncertów z trasy „No to Che!" zabrakło Płocka, a „Płock żądał dostępu do koncertu"? W POKiS-ie uspokajali, aby „wstrzymać się z inwazją na inne miasta". Ostatecznie po perturbacjach związanych z pandemią to właśnie w Płocku 7 maja 2022 r. Lao Che zawinęło do portu (a jak to powiedział w sobotę Hubert „Spięty" Dobaczewski - był to „powrót do macierzy").

To nie przeszkadza fanom wierzyć, że tak jak inne zespoły odchodzą i wracają, z Lao Che stanie się podobnie.

W kolejce

Podczas pożegnalnego koncertu zabrzmiały piosenki z różnych albumów, ale zespół do końca pozostał wierny temu, że nie zagrał ani jednej z płyty „Powstanie Warszawskie". Wiele refrenów zaśpiewała sama publiczność, która zgodnie z oczekiwaniami dopisała. Kolejka przed koncertem była niesamowita (także z racji tylko jednego wejścia), rozciągała się od ul. Gradowskiego po ul. Warszawską, aż za wieżę ciśnień.

- Spora jest…

- Kilometrowa…

Matka do dziecka: - Z tatą byliśmy na wielu koncertach Lao Che, ale nigdy nie było takiej, jak ta dzisiejsza.

Ostatecznie koncert, który miał rozpocząć się o godz. 19, miał 30-minutowe opóźnienie.

Wielki hałas dla Budynia

Pod koniec perkusista Michał Jastrzębski wspominał zmarłego 12 kwietnia Jacka „Budynia" Szymkiewicza, muzyka, autora wielu tekstów i piosenek, wokalistę m.in. zespołu Pogodno (Szymkiewicz wraz z Jastrzębskim i Rafałem Boryckim z Lao Che stworzyli zespół Monofon). Miał prośbę do zgromadzonych: - Zróbcie ostatni wielki hałas dla Jacka.

W ten sposób w plenerowych warunkach fani odśpiewali fragment „Orkiestry" zespołu Pogodno: „Górnicza hutnicza orkiestra dęta robi nam paparara".

Ostatnie pięć minut Lao Che w Płocku

To nie „Wojenka" zabrzmiała na sam koniec koncertu (tę z kolei śpiewali wszyscy, a była to jedyna tego wieczoru piosenka z nawiązaniem do Płocka), tylko „Polak, Rusek i Niemiec" z fragmentem „Naszych dusz nie uratuje nawet Chrystus Plus" już na wyproszonym bisie. Takie było „ostatnie pięć minut Lao Che w Płocku".

"Spięty" przedstawił skład zespołu, po czym powiedział: - Dziękujemy bardzo… Lao Che, lat 23.

Będziemy pamiętać

Przypomnijmy: w 2019 r. grupa ogłosiła, że zawiesza działalność i wyruszyła w pożegnalną trasę "No to Che!". Z powodu pandemii trwała ona dłużej niż planowano. Swoją muzyczną podróż kapela zakończyła w sobotę, w rodzinnym Płocku. "Nasza przyjaźń tu się zaczęła, a prawdziwa przyjaźń nigdy się nie kończy. To był ważny i intensywny czas dla nas wszystkich. Pinezek wbitych w mapę koncertową nikt chyba nie jest w stanie zliczyć" - napisali na Facebooku członkowie grupy i podziękowali fanom.

W piosence „Idzie wiatr" "Spięty" śpiewał: „Kto tam będzie pamiętał mnie albo mój brak".

Będziemy pamiętać i dzięki za wszystko. I jeszcze jedno, panowie, żegnamy się, ale nadziei nie tracimy. Nie bądźcie tacy uparci i samolubni. Wracajcie, bo te piosenki nie zasługują na to, aby zabrzmiały ostatni raz. Nawet jeśli w sobotę było zacnie, a wy zaczęliście nowe projekty. Lepiej posłuchajcie próśb ludzi, których pełno w internecie: „Lao Che powinni nadal grać i tworzyć. Szkoda życia, chłopaki… Wracajcie"

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem