Zieleni nam trzeba, zieleni! Potrzebujemy jej, nawet je郵i wielu z nas nie ma takiej 鈍iadomo軼i. Ona jest po prostu 篡ciem. Zapraszamy na kr鏒ki spacer po P這cku i okolicy - do miejsc, kt鏎e daj nam si喚, witalno嗆, ukojenie.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Spacer subiektywnie wybraną trasą jest podpowiedzią dla was, czytelnicy.

Zapraszamy was do zgłaszania zielonych miejsc z klimatem (listy@plock.agora.pl). Spośród zaproponowanych wybierzemy te, które wejdą na naszą listę - na nie zagłosujecie potem w plebiscycie.

Dobrze nie jest, ale…

Płock, jak zdecydowana większość polskich miast, przez kilka dekad stawiał na beton. Od kiedy Unia Europejska zaczęła nas wspomagać europomocą, w całym kraju ruszyły inwestycje z betonem i asfaltem w roli głównej. Powstały autostrady, które ciągną się przez pustki, przy tych traktach zamiast drzew wyrastają co najwyżej punkty z fast foodami i stacje paliwowe, w upalne lata sztucznie chłodzone klimatyzacją.

Beton rozlał się na miejskie i wiejskie skwery, dawniej całe zielone, choć niejednokrotnie zaniedbane. No bo przecież drzewa, krzewy, trawa wydawały się takie nudne i przaśne, takie stare od Piasta Kołodzieja, a beton - o, to już całkiem inna sprawa... Kostka polbrukowa była jak powiew nowoczesności i lepszego świata. Nawet górale wykładali nią swoje podwórka przed pensjonatami dla turystów, żeby być bardziej „w trendzie", choć ci, którzy wybierali się w góry, szukali w nich raczej żywej przyrody.

Owszem, zastąpienie krzywych chodników nowymi, równymi nawierzchniami miało i ma swój poważny sens, ale - jak w Płocku - ta nowinka wyrugowała nasze piękne stare drzewa, dla których kiedyś przy tych potłuczonych już płytach zostawiano dość miejsca, by deszcze mogły docierać do korzeni. Idolem każdej rodziny stało się auto, przynajmniej jedno na familię - Płock jest w czubie miast pod względem liczby samochodów. Drzewa uliczne okazały się zawalidrogami, bo ograniczały miejsca parkowania, blokowały możliwości poszerzania jezdni. No to je w miastach wycięto, szły pod topór tysiącami. Zrobiło się miejsce na ścieżki rowerowe, tak zalane letnim żarem, że trzeba mieć końskie zdrowie, by się nimi poruszać.

Ten trend, ogólnoświatowy zresztą, rozwój przemysłu i próby wprowadzenia w błędne czyny biblijnego „czyńcie sobie ziemię poddaną", wszystko to sprawiło, że natura dała nam solidnego kopniaka. Mamy globalne ocieplenie. Pogoda jest coraz bardziej ekstremalna. Trąby powietrzne niszczą wszystko jak inne surmy niszczyły mury Jerycha. Na tych „cudnych" betonowych placach można sobie zrobić jajecznicę (to akurat nie jest przenośnia, ale empirycznie udowodnione fakty), tak bardzo latem nagrzewają się nieocienione betonowe płyty. Spaliny duszą, a w Płocku dodatkowo osnuwa nas nieznośny smród z petrochemii. Kiedy już miasta na Zachodzie połapały się, że trzeba zmian, i wielkie arterie zaczęły zamieniać w zielone aleje spacerowe, u nas w najlepsze trwał zachwyt nad betonem. Do tego, o ironio!, lasy „osiągnęły wiek rębny", więc wielkie cięcia drzew rozlegają się i w miastach, i poza nimi.

Sytuacja doszła do takiego punktu, że dłużej nie da się udawać, że wszystko jest OK.

Samorządy, pod ostrzałem swoich wyborców wkurzonych demolowaniem zieleni, ruszają teraz do naprawiania własnych szkód. I to jest jednak dobra wiadomość, bo lepiej późno niż wcale. Ale często miasta decydują się na ruchy pozorowane, tu się posadzi pięć drzew, tam 12, tymczasem trzeba nam naprawdę wielkiej rewolucji. Odważnej, wbrew niechęci wielu wciąż mieszkańców do drzewa za oknem, wbrew ich żądaniom wykorzystania każdego skrawka ziemi pod parking.

Każde nowe nasadzenie witam jednak z radością. Fakt, drzewo rośnie wolno; kiedy oglądam stare płockie widokówki, widzę znane mi ulice z dopiero co wsadzonymi młodymi drzewkami. Po nas przyjdą następne pokolenia - niech one się cieszą tym, co dziś jest sadzone.

Parki nasze nieliczne

W miastach trudniej jest o zieleń naturalną, dlatego od wieków stawiano na urządzanie parków - miejsc rekreacyjnych z alejkami spacerowymi, dużą ilością roślin, także drzew. Taki park od podstaw powstał na Podolszycach Północ, a choć od jego założenia minęło już kilka dziesiątków lat, to wciąż rośnie wzwyż, bo co to za wiek dla drzew!

Park Północny
Park Północny  Fot. Tomasz Niesłuchowski / Agencja Wyborcza.pl

Mieszkańcy tego osiedla pokochali to miejsce - młodzież gromadzi się na ławkach ustawionych w zielonych zakątkach, bo lubi być osłonięta przed wzrokiem dorosłych; rodziny z dziećmi spacerują, stają przed tablicami edukacyjnymi, poznają nazwy gatunków flory i fauny. Odkąd powstał w parku plac zabaw, pełno tam śmiechu i gwaru. Seniorzy z kolei lubią przysiąść na ławeczce, z dala od zapełnionych po brzegi parkingów, patrzeć na kwiaty, które zostały tak dobrane, że zalewają teren kolorami niemal przez cały rok; róże zachowują kwiaty nawet po przymrozkach. Drzewa bardzo wielu gatunków osiągnęły już niezłe rozmiary; dobrze się tam oddycha i odpoczywa.

Plac Obrońców Warszawy w Płocku
Plac Obrońców Warszawy w Płocku  TOMASZ NIESŁUCHOWSKI

Ja jednak bardziej lubię pl. Obrońców Warszawy, choć trudno go nazwać parkiem. Miłe jest mi nawet jego pewne zaniedbanie, staromodna fontanna, która była wielką atrakcją dzieciństwa, ale nade wszystko uwielbiam potężne kasztanowce sadzone przez przodków. To spokojne, dobre miejsce z klimatem. Pięknie jest patrzeć na dzieciaki zbierające jesienią kasztany albo na grupy młodzieży, które obrzucają się stertami padłych na trawniki liśćmi. Nie ma piękniejszej muzyki niż szelest tych uschłych liści pod nogami - i wcale mi nie przeszkadza, że nie są od razu sumiennie sprzątane.

Piękne jest nasze płockie „miejsce magiczne", czyli park na Tumach, w okolicy katedry. Tu splatają się dwa klimaty, ten płynący z natury i ten, który bije od historycznych budowli.

Wzgórze Tumskie
Wzgórze Tumskie  TOMASZ NIESŁUCHOWSKI

Pomnikowe drzewa nie są oczywiście tak stare jak mury bazyliki czy opactwa pobenedyktyńskiego, ale też przywołują pamięć dawnych lat i dawnych płocczan. Widok na Wisłę i ląd na jej lewym brzegu daje w tym otoczeniu prawdziwe ukojenie. Cudowne miejsce.

U mariawitów w ogrodzie
U mariawitów w ogrodzie  Fot. Tomasz Niesluchowski / Agencja Wyborcza.pl

Miło jest też pospacerować alejkami dalej na zachód - aż do parku za klasztorem mariawickim (ach, jakże piękny jest ogród mariawitów!) i potem do parku na Zdunach. To naprawdę zielony szlak.

Topola czarna z parku na Zdunach
Topola czarna z parku na Zdunach  FOT . PIOTR HEJKE

Miejsca niewielkie, a jakże miłe

Każdy z was ma na pewno taki ulubiony zakątek w Płocku. I to niejeden. Dla mnie jest nim np. moje podwórko na Zielonym Jarze, między jednymi z ostatnich w mieście blokami budowanymi w systemie wielkiej płyty. To było już ponad 30 lat temu, system się walił i klasa robotnicza, której nie płacono na czas, miała w głębokim poważaniu utrzymanie jakiegokolwiek porządku na placu budowy. Pozostały po niej tony materiałów budowlanych i osprzętu. Wszystko to nadal tkwi pod ziemią. Jedyną zaletą były właśnie duże place między ustawionymi w nieregularne czworokąty szarymi blokami, których na szczęście nikt nie myśli zapełniać kolejnymi budynkami.

Z czasem cały ten bałagan rozplantowano i pojawiły się ekipy do sadzenia drzew i krzewów. Wielu sąsiadów posadziło też swoje, pod balkonami. Dziś z balkonu mam od wiosny do jesieni morze zieleni. Trawniki z właśnie rozkwitłymi mleczami wyglądają apetycznie jak jajecznica ze szczypiorkiem. Jesienią robi się „na bogato" - od purpury i złocistości liści. Nikt nikomu w okna nie zajrzy, bo ta „kotara" wszystko przesłania. Kiedy na dworze jest upał, można śmiało przysiąść na ławce w cieniu bez obaw, że się człowiek rozpuści jak śniegowy bałwanek. Prawie 30 dorodnych już drzew, od jarzębin po sosny, świetnie zapełnia przestrzeń i oczyszcza powietrze.

Miejscem niewielkim, ale jakże uroczym, jest stworzony przez Mieczysława i Beatę Kamińskich włoski zakątek za ich kamienicą przy Nowym Rynku 10, gdzie mieści się sezonowa kawiarnia Pierwsza Kawa. Choć podwórko nie jest ogromne, znajduje się tam mnóstwo drzew i innych roślin, pośród których ukrywają się ogrodowe ozdoby i specjalnie zaaranżowane budowle-ruinki z kamienia i czerwonej cegły. Tam się odpływa od miejskiego zgiełku, który zostaje tuż za bramą. Wielość zieleni sprawia, że człowiek uczciwie odpoczywa, a kawa smakuje jak nektar.

Kawiarnia Pierwsza Kawa
Kawiarnia Pierwsza Kawa  IREK CIESLAK

Natura naturalnie

Nasze miasto ma takie miejsca, o których wiedza była do niedawna tajemna, tylko dla okolicznych mieszkańców. Teraz coraz częściej docierają tam osoby z odległych adresów i - oczarowane - z całych sił starają się obronić je przed zakusami odebrania im ich walorów.

Kto był kiedyś w jarze Rosicy? Kto poczuł jego baśniową atmosferę? Rosica, niewielka rzeczka, płynie sobie wąwozem na wschodzie Płocka pośród drzew i zarośli. Jakież to niezwykłe bogactwo! Tu jest i łęg olszowy, tu rośnie trzmielina, czeremcha, kwitnie czarny bez, dumnie wznoszą się topole, klony, dęby, graby... Długo można by wyliczać gatunki roślin, jakie spotkacie w jarze Rosicy, ale i fauna ma tam licznych reprezentantów. Dzięcioł, piecuszek, zięba, kukułka, pełzacz, polna myszka czy kuna albo jeż to tylko niektórzy z lokatorów jaru.

Park nad Rosicą. Prawda, że ładny?
Park nad Rosicą. Prawda, że ładny?  TOMASZ NIESŁUCHOWSKI

Po drugiej stronie miasta takim naturalnym siedliskiem przyrody jest jar Brzeźnicy. Można się spierać, który z jarów jest piękniejszy, zasobniejszy, bardziej magiczny i zaczarowany. Albo pogodzić się przy zdaniu, że oba są niezwykłe. Głównie przez swoją dzikość, która jest ich zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Bo tereny zawłaszczają śmieciarze, lumpiarze i osoby podejrzanego autoramentu, które zostawiają po sobie „krajobraz po bitwie". Po każdym śmieciobraniu gromadzą się stosy przeróżnych śmieci, aż serca bolą. Cóż, nie ma tam monitoringu, nie zapuszczają się służby miejskie. Pewnie byłoby lepiej, gdyby miasto urządziło tam oświetlone alejki spacerowe, tylko czy ta cywilizacja na pewno posłuży naszym skarbom natury?

Jar Brzeźnicy
Jar Brzeźnicy  Fot. Irek Cieslak / Agencja Wyborcza.pl

Za miasto! Mazowsze też ma się czym pochwalić

Płocczanie, chcąc odpocząć od wyziewów petrochemii, często uciekają z miasta, choćby na kilkugodzinną wyprawę. Mamy to szczęście, że w pobliżu są spore kompleksy leśne, w których, niestety, ostatnio powietrze drży od pił drwali, którzy potężne drzewa z pionu sprowadzają do poziomu. Pocięte i ułożone w wielkie sągi drewniane kłody płaczą żywicznymi łzami i pachną tak, że aż się w głowach kręci. To nas wkurza niewyobrażalnie! Bo tak jest i w Łącku, w Grabinie, w okolicach Soczewki i w Brudzeńskim Parku Krajobrazowym, i w lasach w okolicach Słupna. Wszędzie!

A jednak kochamy nasze lasy, ukryte w nich rezerwaty, czmychające spod nóg zające, sarny, które przebiegają drogę, dostojne łosie, których trochę strach. I mamy swoje ulubione miejsca.

Dla przykładu - jedną z ulubionych tras spacerowych płocczan jest droga za szlabanem (to naprzeciwko jeziora w Grabinie). W każdej porze roku ustawiają się przed nim dziesiątki samochodów, których pasażerowie ruszają w stronę ukrytego pośród drzew wiaduktu kolejowego. Jedni krokiem spacerowym, inni marszowym, z kijkami lub biegnąc. Zimą szlak zdobią śniegowe bałwany lepione przez rodziców i dzieciaki. Tłumy są nieraz tak wielkie, że trzeba się przeciskać. Za to powietrze - balsamiczne!

Mnóstwo ludzi uwielbia też Krzywy Kołek - tam, gdzie rozlewa się Skrwa Lewa, na drewnianym mostku wychodzą najlepsze zdjęcia. Uroczysko jest zaskakująco piękne, w wodzie psocą ryby, a wszystkiego strzeże para białych jak śnieg łabędzi. Droga prowadzi w lasy pełne grzybów, tu w naturze można zanurzyć się po same uszy.

Bardzo wielu spacerowiczów widuję także w Łącku - na trasie do leśnej kapliczki, przed którą filmowy Bohun walczył na szable z Wołodyjowskim. Auto trzeba zostawić na parkingu. Jedni od razu kierują się na spory pomost wychodzący w jezioro, innym dech zapiera ogromne drzewo z wielką dziuplą, którego jedna osoba na pewno nie jest w stanie objąć, a i dwóm byłoby trudno. Takich olbrzymów jest tam więcej. Miejsce szczęśliwie ominęły zabiegi cywilizacyjne, ścieżka nad jeziorem jest pełna powalonych pni i naturalnych wykrotów. Na każdym kroku widać bobrzą robotę. To niezwykłe, jak sprawnie i skutecznie potrafią te zwierzaki pościnać całkiem okazałe pnie. Kolejne zaczarowane miejsce.

Piszcie, proponujcie!

Nasz spacer oczywiście nie objął wszystkiego, co mamy do dyspozycji. Ale nie takie jest jego zadanie, bo to wy, czytelnicy, macie wskazać wasze ulubione miejsca z klimatem - po pierwsze w Płocku, po drugie na Mazowszu. Jesteśmy pewni, że dzięki temu dowiemy się o czymś nowym, interesującym, wartym nie tylko zobaczenia, ale i będącego wzorem do powielania albo inspiracją. Czekamy na wasze zgłoszenia, opisy: listy@plock.agora.pl.

Supermiasta 2022
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Wi璚ej
Komentarze
Zaloguj si
Chcesz do陰czy do dyskusji? Zosta naszym prenumeratorem
Jar Rosicy jest zasypywany przez deweloper闚 i rozje盥瘸ny przez motocykle i quady. Za par lat jugo nie b璠zie, bo planowane jest po陰czenie Czwartak闚 z Popie逝szki i osiedle na zachodnim brzegu jaru. Mamy bobry i 簑rawie na bagnie pomi璠zy Wis陰, Grab闚k i mostem Solidarno軼i. Tam te wchodzi deweloperka, a motocykle to prawie codzienno嗆. W Jarze Brze幡icy szykuje si ?rze幡ia?, bo Orlen b璠zie jakikolektor budowa. Lisie 毒鏚liska pomi璠zy Parcelami i Borowiczkami, tak瞠 ma bypod zabudow. Jar Ma貫j Rosicy przy uj軼iu do Wis造, zamieni siz betonowy parking i jak捷 przysta. Przy okazji jakie ?dziwy? z granicami dzia貫k wysz造. Warunki 鈔odowiskowe s coraz gorsze, a np. w sp馧dzielniach nic sinie zmienia. Podej軼ie do zieleni jest gorsze ni w PRL-u. Nie ma inwentaryzacji ro郵in i wszystko jest ci皻e w jednym terminie, na jeden, kaleki spos鏏. Zieleni zajmuj si ludzie z przypadku, kt鏎ych wiedza ogranicza si do ?zielonym do g鏎y?. P豉cimy na utrzymanie zieleni, a otrzymujemy notoryczny ha豉s kosiarek i pi spalinowych. Jak juw這darze puszczaj te kosiarki, to mo瞠 chocia do cholery ka膨 najpierw uprz徠n望 teren, bo ?kosiarz? nie wnika i szatkuje ka盥 butelk, foli czy ci庵nikiem mia盥篡 co szklanego. 如ieszy im si gdzie? Trawnik im ucieknie? Nie szanujemy tego co mamy, nie widzimy dalej ni tu i teraz. Nast瘼ne pokolenia maj przekichane. M鏬豚ym tak d逝go, ale wiele os鏏 nawet nie potrafi czyta lub nie rozumiej tego co czytaj. Przyk豉dem s pojemniki na 鄉ieci BIO, gdzie jak w馧 stoi ?bez folii?. I co? Pakujca貫 worki. Ludzie opami皻ajcie si!!!
ju ocenia貫(a)
0
0