To nie było łatwe zadanie - spośród tak wielu korzyści, jakie mamy dzięki pieniądzom z Unii Europejskiej, wybrać i przedstawić finałową dwunastkę, spośród której Wy, czytelnicy, wybierzecie naszą "Złotą Gwiazdę". Dziękujemy za Wasze zgłoszenia i podpowiedzi.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

`Nasz cykl trwa już wiele miesięcy, przedstawiamy w nim różnorakie projekty, które zostały zrealizowane dzięki unijnym dotacjom. Nie ma w Polsce takiej gminy, takiego miasta, które by dzięki temu wsparciu nie zmieniły się na lepsze, wygodniejsze do życia, piękniejsze. Wszędzie są też ludzie i instytucje, które mogły rozwinąć skrzydła, korzystając z finansowej pomocy UE.

W swoich zgłoszeniach najczęściej wskazywaliście na konkretne inwestycje, które służą całym społecznościom. Dzięki którym żyje nam się lepiej i ciekawiej. To po prostu widać gołym okiem.

Trochę się spieraliśmy, układając plebiscytową listę – o to, co ważniejsze, co spektakularnieejsze, przydatniejsze w Płocku i innych miastach północnego Mazowsza. Bo wybór to niełatwa sprawa, zwłaszcza że oznacza pominięcie ważnych rzeczy. Nie „załapało się" np. płockie nabrzeże, choć bulwary nadwiślańskie zyskały zupełnie nową jakość. Albo zrewitalizowane tereny zielone. A przecież tzw. miękkie projekty edukacyjne, dzięki którym nauczyciele i uczniowie mogli doskonalić swoje kompetencje i umiejętności, poznawać więcej świata, też są bardzo cenne.

Czasem unijna kasa, dobrze wykorzystana, służy jakiejś stosunkowo niewielkiej grupie ludzi. Trochę niewidzialnych, na pozór mało ważnych, bo starych i schorowanych. Jeden taki projekt, jako reprezentatywny dla wielu podobnych, wsparty wieloma zgłoszeniami – musieliśmy więc uwzględnić.

Ciekawe, że patrząc codziennie na swoje miejscowości, widząc ich przemiany, powoli zapominamy, że jeszcze niedawno było całkiem inaczej, czyli gorzej. To bardzo dobrze, że nasza normalność zyskała nowy wymiar i tak szybko ją zaakceptowaliśmy. Zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy – co spośród rzeczy i działań za unijną kasę zasługuje na najwyższe uznanie. Głosujmy!

Głosowanie właśnie się zaczęło. Zakończymy je 6 marca. Wyniki poznamy 17 marca podczas specjalnej uroczystości.

Zagadka duchów rozwiązana

Tak, chodzi o Małachowiankę. Choć przyjęty umownie rok jej powstania – 1180 – nie jest może bardzo precyzyjny, to nie podlega sporom, że ta szkoła jest najstarszą z istniejących w Polsce. Całe pokolenia absolwentów napawało i napawa to dumą, ale też wszystkie pokolenia nauczycieli, uczniów i pracowników żyły w jej murach w symbiozie z... duchami. W najstarszym skrzydle ukryci w załomach grubych murów słyszeli skrzypnięcia drewnianej podłogi, jakby pod naciskiem czyichś kroków, czasem przemknął dziwny cień, drzwi biblioteki same się otwierały i zamykały, czasem sama przewracała się karta jakiejś otwartej książki…

Wszystko wyjaśniło się, kiedy, w dużej mierze dzięki unijnym funduszom (dofinansowanie – 25 mln zł, koszt całej inwestycji – 30 mln), doszło do remontu najstarszych części szkoły.

Prace zaczęły się w 2012 r. Te właściwe poprzedziły badania archeologiczne, które przyniosły mnóstwo ciekawych odkryć. Łącznie z tym, że kiedyś pod kolegiatą św. Michała był cmentarz, znaleziono mnóstwo kości naszych przodków, być może także krewnych piastowskich władców. Nic dziwnego, że podłoga skrzypiała…

Zawilgocone mury zostały osuszone, powstało tajemnicze muzeum na bazie naukowych odkryć na terenie Małachowianki, z obowiązkową ścieżką dydaktyczną, a w auli, dawnej kaplicy, odsłonięto i zrewitalizowano wspaniałe freski – ok. 1912 roku wykonał je Władysław Drapiewski, twórca polichromii w zabytkowej płockiej katedrze. Komunie te malowidła były nie w smak, ale ówczesna dyrekcja kazała je ukryć pod warstwą tynku – z nadzieją, że kiedyś znów ujrzą światłe dzienne. Małachowianka i jej unikalne muzeum są jedną z najpoważniejszych atrakcji turystycznych miasta, do ich zwiedzania ustawiają się zawsze długie kolejki, także płocczan.

Droga, która dała oddech

Dlaczego Płock, siedziba petrochemicznego giganta, nie ma obwodnicy, to wielka tajemnica poszczególnych rządów od lewa do prawa. Doczekał się jej choćby daleko mniejszy i mający niewielkie znaczenie gospodarcze Gostynin, a miasto, przez które przez lata przetaczały się niebezpieczne ładunki – nie. Co tam starania lokalnego samorządu, by taką inwestycję wpisać do planów rządowych, co tam protesty mieszkańców! Odmowy, a co najwyżej złudne obietnice, że może kiedyś, to była jedyna reakcja.

Tymczasem przez centrum przejeżdżały wielkie cysterny i pojazdy, korki blokowały miasto i w ogóle żyć się nie dawało. Miasto budować poza swoimi granicami nie ma prawa, więc w ratuszu powstał inny pomysł: zbudujemy obwodnicę wewnętrzną. Ba, ale za co, taka inwestycja to ogromne koszty. I tu w sukurs przyszły unijne pieniądze.

Pierwszy odcinek, oddany w 2014 r., kosztował 43 mln zł, z czego 30 mln dołożyła UE. Dwa kolejne etapy – za ponad 97 mln zł – też wsparła Unia. Kwotą ponad 76 mln zł.

Ta droga przywróciła Płockowi oddech. Ciężki transport już nie pomyka przez środek miasta. Odcinki obwodnic spięte systemem rond i wiaduktów udrożniły wiele skrzyżowań, Bielska, ulica wylotowa, przestała być pułapką, gdzie w wielkich korkach na długo utykali kierowcy. Dojazd do pracy w Orlenie czy w innych zakładach w przemysłowych częściach miasta skrócił się do kilkunastu minut. I choć nadal czekamy na trasę szybkiego ruchu w pobliżu Płocka, bo cytując klasyka – ona nam się po prostu należy – to na pewno łatwiej jest żyć.

Mocarz wśród beneficjentów

Domyśliliście się już, że chodzi o płocki Wojewódzki Szpital Zespolony? Już nieco ponad rok temu informowano, że łączna pomoc unijna dla placówki na Winiarach wyraża się kwotą 119 mln zł, a szpital jest jednym z największych beneficjentów unijnej pomocy w całym regionie.

Na co poszły te pieniądze? Wyliczanka byłaby długa, więc podajmy tylko przykłady. Powstał więc np. nowy pawilon (i został wyposażony w nowoczesny sprzęt) dla oddziałów neurologicznego, nefrologicznego z ośrodkiem dializ, dziecięcego, onkologicznego oraz apteki szpitalnej i zakładu bakteriologii.

Utworzona została pracownia hemodynamiczna, a wyposażenie jej w nowoczesny, skuteczny sprzęt uratowało życie niejednego zawałowca.

Przebudowany i doposażony został oddział chorób płuc i gruźlicy. Kupione zostały nowoczesne aparaty RTG, mammograf, tomograf i inne ważne urządzenia, bez których trudno dziś o dobrą diagnostykę i leczenie. Pieniądze szpital wykorzystał też m.in. na cyfryzację czy budowę farmy fotowoltaicznej, która obniża koszty związane z energią elektryczną.

Wiecznie niedofinansowana sfera zdrowia dzięki funduszom unijnym dostała potężny zastrzyk energii. Zresztą nie tylko w Płocku. A kiedy wybuchła pandemia, która postawiła przed szpitalami nowe zadania, do których nie były przygotowane, decyzją samorządu Mazowsza szpital na Winiarach dostał unijną kasę nie tylko na sprzęt ochronny, ale i na utworzenie izolatek dla zakażonych pacjentów, zaopatrzonych w węzły sanitarne, łazienki.

Drogi odnowy

Program zrównoważonej mobilności miejskiej to był prawdziwy kombajn. Na jego realizację Unia dołożyła aż nieco ponad 103 mln zł (koszt całości to prawie 166 mln zł).

Płock od zawsze narzekał na niedoinwestowane drogi, dziury, kałuże jak jeziora po większych deszczach, kiepskie czerwoniaki, które jak smok wawelski ziały czarnym dymem.

W zakresie miejskiej komunikacji publicznej zostały więc np. zakupione nowe autobusy niskoemisyjne, pasażerowie dostali nowe wiaty. W ramach programu zbudowane zostały kolejne, bezpieczne ścieżki dla rowerzystów. No i przeprowadzone gruntowne remonty ważnych płockich ulic. Fakt, bywało to uciążliwe, bo drogi na miesiące były wyłączone z ruchu – także po to, żeby najpierw wymienić pod nimi całą podziemną infrastrukturę, tak by wkrótce po zakończeniu prac nie trzeba było znów ryć nawierzchni z powodu awarii wodociągu czy kanalizacji. Przeobrażenia przeszły m.in. ulice Łukasiewicza, Mostowa, Kolejowa czy w końcu al. Kilińskiego. Przy nich są nowe chodniki, oświetlenie, trasy rowerowe. Powstały ronda, które udrożniają ruch.

Miejskie drogi przez ostatnie lata stanowiły jedno z głównych zadań inwestycyjnych władz Płocka. Dziś już nie pamiętamy, jak było jeszcze przed dekadą, ile to razy narzekaliśmy, że po mieście jeździ się fatalnie. Dziś nawet przyjezdni chwalą to, co powstało, w dużej mierze dzięki unijnemu wsparciu.

Miliony ukryte pod ziemią

A dokładnie – 346 milionów! Z tego aż 204,5 mln zł dała nam UE. Kto je „ukrył"? Oczywiście Wodociągi Płockie, które realizują ogromny program związany z uporządkowaniem gospodarki wodno-ściekowej w mieście.

Przebudowana w 2013 r. oczyszczalnia ścieków w Maszewie pozwala oczyszczać nieczystości z całego miasta do takiego stanu, że wodę ściekową można bezpiecznie oddać Wiśle; dzięki temu miasto nie musi uiszczać bardzo wysokich opłat za zanieczyszczanie środowiska. W 2015 zbudowany został pod dnem rzeki kanał, którym do oczyszczalni płyną ścieki także z lewobrzeżnych osiedli; ich mieszkańcy nie muszą już korzystać z przydomowych szamb.

Prezes Wodociągów Andrzej Wiśniewski niedawno w rozmowie z naszą redakcją wyliczał: – Od 2010 r. do dziś zbudowaliśmy 41 km miejskiej sieci kanalizacyjnej oraz 18 przepompowni, niezbędnych w tym układzie, bo przecież ścieki same pod górę nie popłyną. Przebudowane zostały dwie największe przepompownie – przy ul. Jasnej i Mazura. W tym roku kończymy szeroko zakrojoną modernizację kolektorów ściekowych.

I dodawał: – Bez wsparcia Unii Europejskiej nigdy nie byłoby nas na to stać. My przez 10 lat wydaliśmy jeden najwyższy w historii miasta roczny budżet inwestycyjny Płocka!

Trzeba tu jeszcze wspomnieć o rozdzielaniu kanalizacji na ogólnospławną i deszczową. Ta ostatnia likwiduje zjawisko „oceanicznych" kałuż na ulicach, jakie po każdej ulewie były zmorą płocczan.

Chopin powrócił

Zajrzyjmy teraz do Sannik, gdzie także odnajdziemy unijne miliony. Dokładnie – w pałacu, w którym lata temu wakacje spędził u szkolnego kolegi Fryderyk Chopin i gdzie nasiąkał mazowieckimi melodiami. Był to rok 1828, Frycek miał zaledwie 18 lat, a pałac należał do rodziny Pruszaków, z których synem Kostkiem młody Chopin się przyjaźnił. Miesięczny pobyt w Sannikach zakończył się nawet plotkarskim skandalem, bo po wyjeździe gościa guwernantka okazała się być w ciąży i podejrzewano, że jej sprawcą był właśnie on. Tyle że utalentowany chłopak tłumaczył zdziwiony, że na tę pannę nie miał apetytu, bo mu się zwyczajnie nie podobała.

Piękny obiekt z pasjonującą historią warto było ratować! Powstało Europejskie Centrum Artystyczne im. Fryderyka Chopina w Sannikach, które w 2015 r. podpisało umowę finansowania projektu pod nazwą „Rewaloryzacja Zespołu Pałacowo-Parkowego (…)", wycenionego w całości na ponad 20 mln zł. W tej kwocie ponad 16,5 mln zł dołożyła UE. Która zresztą wspierała także późniejsze inwestycje i działania Centrum.

Obecnie (choć pandemia, jak wszędzie, nieco wyhamowała działania) pałac i jego otoczenie kwitną. W domu pracy twórczej zatrzymują się artyści, nierzadko ze swoimi studentami. Pięknie odnowiony zabytek jest miejscem bardzo ciekawych wystaw i koncertów z wykonawcami z najwyższej półki. 10-hektarowy park kryje wiele rzeźb i niespodzianek, jest wspaniałym miejscem do spacerowania czy maszerowania z kijkami.

Niewątpliwie posiadanie takiego obiektu tchnęło w mieszkańców Sannik, dawnej wsi służebnej, w której wyrabiano dla księżego dworu sanie, większe ambicje. I w 2018 r. Sanniki uzyskały prawa miejskie.

Rucia byłaby szczęśliwa

Rucia, czyli Halina, drobna wielka kobietka wciąż niedostatecznie doceniana w Płocku, była faktyczną twórczynią, kustoszką i szefową (ale też tragarzem i sprzątaczką, która w dodatku za swoją harówkę ponad siły nie dostawała żadnego wynagrodzenia) muzeum przy Towarzystwie Naukowym Płockim. Po drugiej wojnie muzeum zostało TNP odebrane i upaństwowione. Dziś popularna niegdyś w mieście Rucia byłaby szczęśliwa, widząc, jak za sprawą unijnego wsparcia Muzeum Mazowiekie pięknie się rozwija.

Ze zgłoszenia tej kandydatury do plebiscytu: „Wsparcie UE zaowocowało nieprzekładalnymi na finansowe zyski efektami – zakrojoną na ogromną skalę ochroną cennych zabytków, wzrostem świadomości historycznej mieszkańców regionu i kraju, umacnianiem tożsamości, zarówno tej lokalnej, płockiej, jak i narodowej. Sprawiło także, że nasze miasto podniosło – i to bardzo! – swą turystyczną atrakcyjność".

Wymieńmy, co mamy dzięki UE

To wystawa „Sztuka dwudziestolecia międzywojennego – art déco" w zrewitalizowanej pięknie i dostosowanej do muzealnych potrzeb kamienicy przy Kolegialnej 6. Wystawa budzi zachwyt zwiedzających z całej Polski. Unijne dofinansowanie wyniosło tu 3,5 mln zł.

Skansen Osadnictwa Nadwiślańskiego w Wiączeminie Polskim (3,5 mln wsparcia unijnego) to w ostatnich latach ulubione miejsce wycieczek do danego świata Olendrów, dawnych osadników, którzy swoje życie związali z rzeką. Skansen jest oddziałem Muzeum Mazowieckiego.

Spichlerz, kolejna muzealna placówka, dzięki 14 mln wsparcia z UE mieści w sobie dział etnografii. Tu zwiedzających ściągają dwie wystawy: „Kultura Mazowsza w ludowej wizji świata" i „Sztuka Dalekiego Wschodu. Skarby buddyjskiej Azji". Obejrzeć można m.in. słynną „Wielką falę w Kanagawie". W oryginale!

Także 14 mln zł UE dołożyła do nowego skrzydła muzeum przy Tumskiej 8, w którym można prześledzić „X wieków Płocka". A jest to wystawa równie interesująca dla płocczan, jak i licznych turystów z zewnątrz.

Muzeum Żydów Mazowieckich w dawnej małej synagodze przy ul. Kwiatka zostało zainicjowane przez społeczników, ale doszło do skutku dzięki 7,7 mln unijnego wsparcia. Dzięki tym pieniądzom można było budynek wykupić, wyremontować, urządzić w nim ciekawą multimedialną wystawą. To miejsce wielu spotkań z ciekawymi ludźmi i twórcami.

Wsi spokojna, wsi wesoła...

Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu znane jest głównie ze swego niesamowitego skansenu, choć należy do niego także Muzeum Małego Miasta w Bieżuniu i sierpecki zabytkowy ratusz. Skansen to stale rozwijająca się dawna mazowiecka wieś, z chatami krytymi strzechą, dworem, kościołem, polami, sadem, żywymi zwierzętami, a nawet karczmą.

Zapraszają tam na żniwa, miodobrania, wykopki, na lekcje i na przejażdżki bryczkami. Na koncerty i warsztaty. Na Boże Narodzenie i Wielkanoc.

W skansenie wszyscy czują się swojsko i dobrze i żal wyjeżdżać. Ale wcale nie trzeba, można sobie pomieszkać w dawnych wiejskich klimatach, w dodatku bardzo nowocześnie. Bo od 2015 r. jest tam – blisko Skrwy, pośród drzew – Centrum Kulturalno-Rekreacyjne, które kosztowało w sumie 43 mln zł, ale 85 proc. tej sumy pochodzi z funduszy unijnych. Budynki swoją architekturą nawiązujące do wiejskich stodół (teraz to niezwykle modny trend w budownictwie jednorodzinnym) mieszczą pokoje hotelowe, salę widowiskową, bar, restaurację, kawiarnię. A do tego także część spa z basenem.

Dodajmy, że UE dołożyła się także, kwotą ponad 800 tys. zł, do remontu i modernizacji zabytkowego ratusza, który stanie się niebawem miejscem muzealnych wystaw i wydarzeń kulturalnych.

Uwolnione centrum miasteczka

Gąbin jest uroczy, ale poruszanie się po nim było koszmarem. Dla pieszych, bo strach było przejść na drugą stronę, kiedy wąziutkimi uliczkami sunęły wielkie jak potwory tiry, Dla kierowców, bo ciężki transport mocno upośledzał ruch. Dla mieszkańców w centrum, bo w domach wszystko aż się trzęsło, kiedy niedaleko przejeżdżały setki wielkich pojazdów. Do tego wypadki, kolizje…

I choć o obwodnicy Gąbina mówiło się od dawna, to zawsze był ten sam powód, że inwestycja pozostawała tylko w planach. Ale i tu udało się w końcu rozpocząć budowę. Zaczęła się w 2018 r. i trwała zaledwie 16 miesięcy. Całość kosztowała słono, bo ponad 46,5 mln zł, ale Unia pomogła, dokładając 36,5 mln. Co prawda to tylko część obwodnicy, która uwalnia miasto od przeciążenia komunikacyjnego z jednej, zachodniej strony, ale te 4,6 km nowej drogi, z trzema rondami, nowymi skrzyżowaniami, ścieżkami rowerowymi itd. dało już wymierną korzyść zarówno dla samych gąbinian, jak i licznie odwiedzających ich w sezonie letników. Kolejny odcinek obwodnicy jest już zapisany w umowie z samorządem Mazowsza.

Nowa historia starego budynku

Zapraszamy teraz do Ostrowi Mazowieckiej. Eklektyczny budynek z czerwonej cegły, zwany popularnie Jatkami, powstał w roku 1903. Od początku jego przeznaczenie było jasno określone – był tam targ mięsny. Boksy sprzedażowe były na górze, a na dole, w piwnicach składowano lód i tak stworzono chłodnie. Mięso i ryby sprzedawano tam do 2003 r.

Tyle że budynek coraz bardziej się degradował, a pomysłów na jego wykorzystanie nie było. Pieniędzy zresztą też nie. Aż do 2017 r., kiedy to samorząd Mazowsza podpisał z miastem umowę na dofinansowanie ratowania Jatek i nadania im nowej funkcji. Kulturalnych. Koszt przekraczał 4 mln zł, z funduszy unijnych Ostrów na ten cel uzyskała ponad 3 mln zł dofinansowania.

Dziś Jatki to znaczące miejsce na kulturalnej mapie miasta. Przestrzenią 250 m kw. zarządza Miejski Dom Kultury. W podziemiach mieści się galeria sztuki, która na nowe wystawy zaprasza co miesiąc, na górze odbywają się zajęcia, spotkania, konferencje, seanse filmowe. Obiekt jest nowocześnie wyposażony, choć nie zatracił swojego pierwotnego charakteru.

W ub. roku Jatki zajęły pierwsze miejsce w konkursie „Najlepsza renowacja roku na Mazowszu", organizowanym przez samorząd województwa. Nagroda została przyznana za „za staranny kunszt konserwatorski i projektowy oraz przywrócenie użyteczności obiektu".

Fascynujące miejsce dla małych i dużych

Tym razem pędzimy do Ciechanowa. Jedną z charakterystycznych budowli miasta jest niewątpliwie wieża ciśnień o kosmicznym kształcie. Właściwie był to zbiornik wyrównawczy, z racji swej architektury bardzo ciekawy. Do użytku oddano go w 1977 roku, a zespół projektantów otrzymał wtedy nagrodę III stopnia Ministra Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych. Tyle że w praktyce obiekt słabo się sprawdzał, więc z użytku wieżę wyłączono już trzy lata później. Metalowa konstrukcja marniała, nie pomogło jej nawet wpisanie w 2014 r. do wojewódzkiej ewidencji zabytków nieruchomych techniki.

Przełomowy okazał się rok 2017, kiedy została przejęta przez miasto. A ono z powodzeniem postarało się o pomoc unijną na jej renowację oraz na ratowanie zabytkowej kamienicy w centrum (ten wspólny wspólny projekt został wyceniony na ponad 10 mln zł, dofinansowanie unijne wyniosło ponad 50 proc. tej sumy).

Czytamy na stronie Parku Nauki Tourus: „Konstrukcja została wzmocniona, oczyszczona i pomalowana, na torusie pojawiło się nowe poszycie z blachy tytanowo-cynkowej. Wieża została podświetlona, a wokół niej powstała fontanna. Pomysł na inwestycję nie skupiał się tylko i wyłącznie na wieży, lecz na uczynieniu z niej punktu wyjścia dla parku nauki. Obok powstał więc nowoczesny dwukondygnacyjny budynek. Ponadto zagospodarowano otaczającą przestrzeń".

Obiekt wszedł w skład parku, który jest jest fascynującym miejscem. Czekają tam naukowa przygoda, doświadczenia, odkrycia. Placówka, chociaż w mniejszej skali, przypomina Centrum Nauki Kopernik w Warszawie. Powstałe wokół wieży eksplartorium nauki i techniki z nim współpracuje.

Bardzo ważny mecenat

A właściwie „Mecenat", bo tak się nazywa Prywatny Dom Opieki Społecznej w Płocku. Jego współwłaścicielka i dyrektorka Małgorzata Alabrudzińska sięgnęła po unijne fundusze, dokupiła sporo sprzętu i dzięki temu… Zresztą niech opowiedzą o tym osoby, które uczestniczą w pewnym projekcie i ich życie bardzo się zmieniło. Oto dwa maile ze zgłoszeniem.

„(...) jestem opiekunką w DPS Pensjonat Mecenat w Płocku. Chciałabym wyrazić ogromne zadowolenie z inwestycji unijnej, świadczonej przez DPS Mecenat. Usługi opiekuńcze wykonywane w ramach Projektu Płock świadczone ze środków unijnych przez ww. DPS zyskały ogromne poparcie osób starszych wymagających pomocy oraz ich najbliższych rodzin. Dla naszych podopiecznych to zapewne ogromna pomoc w realizacji codziennych czynności, a dla nas opiekunek całkiem nowe doświadczenie i nauka. Uważam, że fundusze unijne zostały tu wykorzystane w sposób niepowtarzalny, pomogły osobom starszym, często schorowanym i samotnym, w pokonywaniu trudnosci dnia codziennego, gdzie przy pomocy doświadczonych opiekunek bariery życiowe osób starszych choć na chwilę zostały poszerzone i być może jeszcze raz zobaczyli, że z pomocą opiekunki mogą więcej zobaczyć, poczuć a często zwyczajnie po raz pierwszy od lat po prostu ujrzeć świat....nie tylko przez okno. Dla mnie najważniejszą unijną inwestycją okazał się Projekt Płock, usługi opiekuńcze świadczone przez DPS Mecenat".

„Od 2020 roku jestem podopieczną DPS Mecenat w ramach projektu. Mam 65 lat, znaczny stopień niepełnosprawności i z uwagi na stan zdrowia jestem osobą niechodzącą, a samodzielnie z wózka inwalidzkiego korzystać nie mogę. Mieszkam sama w bloku na 2. piętrze bez windy. Projekt, o którym dowiedziałam się od pielęgniarki, spadł mi jak z nieba. Opieka, jaką zostałam otoczona przez pracowników DPS, zlikwidowała wiele moich problemów. Często po prostu nie miał mi kto pomóc – czy zrobić zakupy, czy wykupić lekarstwa, a nawet wyjść do lekarza, czy po prostu na spacer na świeże powietrze. Jest to nieoceniona pomoc dla takiej osoby jak ja, której renta, po opłaceniu rachunków, lekarstw i jedzenia nie wystarcza już na opłacenie takiej opieki prywatnie. Zakończenie tego programu pozostawi takie osoby jak ja bez pomocy, zdanych tylko na siebie, a osoba w moim stanie nie może nawet zadbać sama o podstawowe rzeczy dla siebie. Bardzo mi zależy na nagłośnieniu tej sprawy, bo nie jestem jedyną podopieczną w programie, która zostanie sama, z rzeczami, które dla zdrowej osoby wydają się błahe, jednak dla osoby niesamodzielnej są to problemy nie do przejścia bez pomocy z zewnątrz".

embed
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem