Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dwa lata, które minęły od śmierci Moniki, spędziłem w dużej mierze na racjonalizacji odchodzenia. Chciałem znaleźć jakąś nieodwracalną siłę, jakiś nieubłagalny wyrok, który pcha nas w ramiona otchłani. Bo przecież nie może to być błahy zbieg okoliczności, koleje losu, przypadek. Być może istniał jakiś ruch ręki, jakieś słowo, jakieś działanie albo zaniechanie działania, żeby ocalić Monikę. Chciałoby się w to uwierzyć wobec innych żyjących, którym skończył się czas, wobec nas samych.

 

Z drugiej strony jednak wiara w fatum, okrutny los, wydaje się mniej okrutna niż świadomość, że jakaś nasza decyzja pozwala wyminąć śmierć, uciec od niej chociaż na chwilę.

Ale gdzie szukać tego fatalizmu? W naturalnej konstrukcji człowieczeństwa? W tym, że każdy musi umrzeć? W rozrzutności życia? W niedbałości o sprawy doczesne? W wierze, że zapas życia, jaki nam został, nie wyczerpał się jeszcze i jeszcze długo się nie wyczerpie?

Ci, którzy znali Monikę, opowiadają o jej zdumiewającym pragnieniu życia na własnych zasadach. Każdego dnia żyła na 200 proc. Jeśli angażowała się w coś, to bez reszty. Zawsze mówiła, że woli żyć krótko i intensywnie niż długo i na pół gwizdka. Była niecierpliwa wobec losu i prowokowała go. A ten zatriumfował w chwili najmniej spodziewanej.

Kilka dni po pogrzebie oglądaliśmy z Singersami filmy z występów Moniki. Cóż za widok. Miałem nieodparte wrażenie, jakbym obserwował jakąś niewidzialną rzeczywistość, której siła dotknęła mnie, gdy czasu już nie da się odwrócić.

O artystach młodo zmarłych mówi się: "gdyby żył, ileż jeszcze by zrobił" albo "tyle możliwości niezrealizowanych przepadło". Też tak z początku myślałem. Teraz już wiem, że siła Moniki nie skończyła się wraz z jej śmiercią. Monika nieustannie nas inspiruje. Nie ma próby, koncertu, żebyśmy nie odwoływali się do niej, do jej wielkości i piętna, które odcisnęła na wszystkich, z którymi śpiewała.

Niespodziewana śmierć osób bliskich budzi w nas trudną do wysłowienia ambiwalencję: nie możemy przyjąć do wiadomości ich nieistnienia, a zarazem nie możemy sobie ich obecnego istnienia wyobrazić. Pewnie dlatego, że ich śmierć przenosimy na własną, która jest niezbędna i niemożliwa zarazem.

Ale nadal żyjemy. Cieszmy się z tego i śpiewajmy razem z tymi, których nie ma. To możliwe. Przekonajcie się sami.

„Dla Ciebie, bez Ciebie… Monice Vox Singers i przyjaciele", 20 listopada 2021 r. (sobota), koncert wspomnieniowy w sali widowiskowo-sportowej w Maszewie Dużym, godz. 19, bilety po 10 zł, organizator: Urząd Gminy Stara Biała.

Robert Majewski jest dyrygentem chóru Vox Singers

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.