Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Ratujmy Płockie Powązki" - raport specjalny: zapowiedzi, relacje, zdjęcia >>

Przypominamy: MSWiA wydało już zgodę na kwestę prowadzoną jak co roku w ramach akcji Stowarzyszenia „Starówka Płocka" i płockiej „Gazety Wyborczej". Zbiórka na nekropoliach będzie połączona z możliwością dokonywania wpłat na konto bankowe stowarzyszenia. Zezwolenie obejmuje okres od końca października do 31 grudnia.

Kwestarze będą mogli zbierać datki nie tylko w okolicy Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego, ale nawet do końca roku.

Jasieńka

Harcerz Antolek Gradowski, którego w 1921 r. pośmiertnie uhonorował Krzyżem Walecznych marszałek Józef Piłsudski, miał kilkoro rodzeństwa. Jedną z jego sióstr była zmarła w wieku zaledwie trzech lat Jasieńka, która spoczywa na płockim cmentarzu przy Kobylińskiego (z kaplicą). Aby odszukać ten nagrobek, wystarczy zaraz po wejściu na cmentarz skręcić w prawo, w aleję równoległą do al. Kobylińskiego, i podejść do niedużej, zwieńczonej aniołkiem mogiły z czarno-białym zdjęciem.

W jakich okolicznościach zmarła Jasieńka?

– Najprawdopodobniej na szkarlatynę – mówi nam płocczanka Anna Tymińska, którą połączyła przyjaźń z inną siostrą Antolka – Stanisławą. Pani Stanisława urodziła się 22 stycznia 1910 r. Wraz z mamą i siostrą wyjechała i zamieszkała przy ul. Rozłuckiej w Warszawie. Po wyjściu za mąż zmieniła nazwisko na Fałat.

Póki siły pozwalały, starała się odwiedzać rodzinne strony, a zwłaszcza cmentarz, na którym pochowano jej zmarłe rodzeństwo. Przyjeżdżała co roku 13 czerwca z okazji imienin brata, a także w rocznicę jego śmierci 18 sierpnia i na Wszystkich Świętych.

– Chodziłyśmy tam razem, paliłyśmy znicze. Kwiatek położyłyśmy. Widziałam, że pani Stanisława płakała – wspomina pani Anna. – Po śmierci Antosia i Jasiuchny rodzina była zrozpaczona. Odejście Jasiuchny nie było jednak aż takim szokiem jak śmierć 14-letniego Antosia, uczynnego, pracowitego i zdolnego chłopca, który pewnego dnia wyszedł z domu i już nie wrócił. Wtedy ktoś z sąsiadów powiedział, że chłopiec jest wśród poległych. Pani Stanisława miała wtedy 10 lat. Rodzeństwo bardzo się kochało, mimo upływu lat ciągle było więc w jej pamięci.

Historia przyjaźni

Pani Anna opowiada o swojej przyjaźni ze Stanisławą Fałat: – Poznałyśmy się w latach 80., kiedy stałam przy grobowcu moich dziadków. Podeszła do mnie i zapytała: „A kto tu został pochowany? Która rodzina?". Okazało się, że moja babcia znała się z jej mamą. Babcia, z rodu Lutomierskich, uwielbiała kapelusze. Nosiła je nawet, mając ponad 80 lat. Chodziła do salonu z kapeluszami, który pani Gradowska prowadziła na ul. Kościuszki. Wspólnie wstępowały też na ciasteczko, rozmawiały przy herbacie. O ojcu za wiele nie mówiła. Chyba był oficerem. Wtedy jeszcze głośno się nie mówiło o wojnie polsko-bolszewickiej i Antolku. Kiedy pierwszy raz spotkałyśmy się na cmentarzu, powiedziała do mnie: „To ja pani pokażę, gdzie mój braciszek leży". Przy grobowcu nie było żadnych kwiatów, dopiero pani Stanisława przywiozła i położyła.

To był już ten grobowiec tuż przy wejściu na cmentarz. Później obydwie poszły razem „do siostrzyczki Jasiuchny". Z czasem doszło do uszkodzenia głowy aniołka na nagrobku (ten obecny nie jest oryginalny, wcześniej był mniejszy i ładniejszy). – Zaproponowałam, aby sprawą zajął się kamieniarz. Zaoponowała. Powiedziała: „Poproszę Antka, swojego syna, który dostał się na studia malarskie. On dopilnuje, aby grobowiec wyglądał tak, jak trzeba".

Tak na marginesie, w tej samej cmentarnej alejce spoczywa matka prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego.

– Moja mama kiedyś zapytała babcię, dlaczego chce być pochowana akurat w tym miejscu, gdzie tak się kurzy od ulicy. Babcia jej odpowiedziała: „Kochanie, chcę być pochowana w doborowym towarzystwie, przecież obok leży matka Mościckiego". Też się przyjaźnili. Nawet babcia była na weselu syna państwa Mościckich – mówi nam pani Anna.

Dostawała kartki od pani Stanisławy z dopisaną datą kolejnej wizyty. – Traktowała mnie jak kogoś z rodziny. Razem szłyśmy na cmentarz, potem do mnie do domu na obiad. Posiedziałyśmy, powspominałyśmy. Pani Stanisława, niegdyś harcerka, zatrzymywała się w Płocku w nieistniejącej już stanicy harcerskiej przy ul. Kolegialnej.

Testament

Nasza rozmówczyni opisuje panią Stanisławę jako bardzo skromną, sympatyczną kobietę: – Była niewysoka, chodziła w prochowczyku. Z włosami uczesanymi w koczek, z aparatem fotograficznym na ramieniu. Obchodząc te swoje stare kąty, robiła zdjęcia. Była zakochana w Płocku. Kiedy opowiadała swoje przeżycia, to aż za serce chwytało. Myślała nie tylko o Antolku, ale też o innych poległych harcerzach.

Stanisława Fałat na pewno przyjeżdżała do Płocka jeszcze w latach 90. Miała syna Antoniego, doczekała się wnucząt.

– Wie pani, chociaż już jej nie ma, choć nie byłyśmy spokrewnione, to odnoszę wrażenie, jakby w testamencie przyjaciółka zostawiła mi opiekę nad grobami Jasieńki i Antolka. Mówiła: „Pani Aniu, pani będzie jeszcze długo żyła. Wiem, że pani dba o grób swoich dziadków i rodziców, ale niech pani pójdzie do Jasiuchny i zapali jej świeczkę" – dopowiada płocczanka. – Teraz płyta się zapadła. Gdyby udało się odnowić grób, byłoby to coś wspaniałego. Spełnienie marzeń pani Stanisławy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.