Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W Płocku okładka została wylicytowana… dwa razy. Najpierw podczas naszej aukcji Mariusz Patrowicz, płocki przedsiębiorca, do ostatniej chwili rywalizował z pracownikami wydziału kultury i wspierania inicjatyw społecznych urzędu miasta. Wygrał, oferując 1275 zł, ale po tym, jak ci i tak wpłacili do skarbonki WOŚP pół tysiąca złotych, wspaniałomyślnie oddał im jedynkę. Po czym… wylicytował kolejną (za 1050 zł) na aukcji zorganizowanej już przez płocki sztab Orkiestry. Przypomnijmy: to szefowa sztabu Litosława Koper zaproponowała nam wystawienie jeszcze jednej okładki.

Dodajmy, że w tym roku Mariusz Patrowicz wylicytował też inny wyjątkowy przedmiot – przekazaną przez prezydenta trąbkę płockich hejnalistów. Zasilił konto WOŚP kwotą 2951 zł, po czym oddał trąbkę na kolejne licytacje dla Orkiestry.

Ta trąbka niejedno widziała

Prezydent Andrzej Nowakowski tak skomentował tę sytuację: – Trąbka płockich hejnalistów, którą przekazałem dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, ma ponad 20 lat i niejedno z wieży ratuszowej widziała. Jej dźwięk towarzyszył nam dwa razy dziennie w czasie odgrywania hejnału, a także podczas tych najważniejszych dla miasta, podniosłych momentów. 20 stycznia 2019 r. w hołdzie tragicznie zmarłemu prezydentowi Gdańska z wieży ratusza o godz. 18 zamiast hejnału odegrany został utwór „Cisza”. 15 lutego 2020 r. tym samym utworem oddano hołd zmarłemu płockiemu hejnaliście Hubertowi Chiczewskiemu. To właśnie jemu instrument przekazany na licytację służył przez większość swojego czasu w służbie miastu. Ostatnio, od 8 do 10 grudnia 2020 r., na tej trąbce odgrywany był po hejnale hymn Unii Europejskiej. W ten sposób Płock włączył się w ogólnopolski protest samorządów przeciw groźbie weta Polski dla nowego budżetu Unii Europejskiej na lata 2021-2027. Trąbkę hejnalistów, instrument z duszą, wylicytował pan Mariusz Patrowicz, który wspiera Orkiestrę od lat. Był już m.in. przez jeden dzień… prezydentem Płocka, bo kiedyś i taka licytacja odbyła się na rzecz WOŚP. To bardzo wspaniałomyślne, że wylicytowane przedmioty ponownie trafiają na aukcję. Dziękuję panu Mariuszowi i wszystkim darczyńcom za hojność, a wolontariuszom za zaangażowanie i poświęcony czas.

Płocczanin urodzony w Gostyninie

Kim jest Mariusz Patrowicz? Oto czego się dowiedzieliśmy i co sam nam o sobie opowiedział.

– Z rodzinnego Gostynina przeprowadziliśmy się, kiedy miałem cztery czy pięć lat, więc właściwie to Płock jest moim miejscem – opowiada Patrowicz. – Kolejno uczyłem się w Szkole Podstawowej nr 10, a po jej podziale – w SP nr 3. Później były Jagiellonka i studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim.

Pierwszym poważnym biznesem był Dominet, sklep ze sprzętem RTV i AGD przy ul. Padlewskiego, który został zlikwidowany w 2007 r., kiedy do Płocka weszły wielkie sieciówki handlujące tym asortymentem.

Ulubione miejsca w Płocku? – Mieszkam na Zielonym Jarze i do tego osiedla czuję największy sentyment, lubię je i dobrze się tam czuję – odpowiada Patrowicz. – No i nasza starówka, to oczywiste.

Jednak krajem, w którym spędza ostatnio przynajmniej pół roku i jeden dzień, jest Estonia. Dokładnie jej stolica – Tallin. A najbardziej poza Polską kocha Turcję, w której również pomieszkuje. Ale o tym będzie później.

O biznesie

Rok 1989 – Patrowicz zostaje przedsiębiorcą.

Rok 2006 – zakłada spółkę Investment Friends SA, zajmującą się inwestowaniem w podmioty wymagające dokapitalizowania, charakteryzujące się podwyższonym ryzykiem, m.in. z rynku głównego Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych.

Od 2007 r. jest czynnie związany z rynkiem kapitałowym. Inwestuje w spółki notowane na GPW, w Estonii, na Łotwie, Litwie. Spółki, w które zainwestował, to m.in. FON SE, Atlantis SE, Elkop SE, Investment Friends Capital SE, Investment Friends SE, niejednokrotnie pełniąc w nich równocześnie funkcje członka rady nadzorczej. Z sukcesem inwestuje w spółki spoza rynku publicznego.

Mariusz Patrowicz w swoim biurze w PłockuMariusz Patrowicz w swoim biurze w Płocku Fot. Piotr Hejke / Agencja Wyborcza.pl

Jest prezesem Stowarzyszenia Inwestorów Prywatnych, przewodniczącym Komisji ds. Papierów Wartościowych oraz ekspertem Stowarzyszenia Inwestorów Giełdowych.

Obecnie spółki Atlantis SE, FON SE, ISE, IFC SE mają siedziby w Tallinnie w Estonii, jedna – Elkop SE [Spółka Europejska] – w Płocku, Patrowicz pełni w jej organach funkcję przewodniczącego rady nadzorczej.

Kapitały własne spółek Patrowicza wynoszą blisko 300 mln zł.

Elkop to spółka posiadająca w swoim portfelu nieruchomości zlokalizowane w kilku miastach w Polsce – o łącznej powierzchni ponad 60 tys. m kw. W tym m.in. odnowiony Cotex (teraz to Cotex Office Centre), który oferuje nowoczesne powierzchnie biurowe i handlowo-usługowe o łącznej powierzchni użytkowej ok. 10,3 tys. m kw. – Skomercjalizowany jest w blisko 75 proc. – mówi Patrowicz.

Spółka oferuje także do wynajęcia biura w siedmiokondygnacyjnym budynku w Chorzowie, w czterokondygnacyjnym (wraz z wielką halą produkcyjno-magazynową) w Elblągu oraz w kompleksie budynków i budowli o charakterze biurowo-handlowo-magazynowym o łącznej powierzchni 24 tys. m kw. w Poznaniu.

Czy łączy biznes z chęcią ratowania obiektów z historią, jak w Płocku? – No… nie – śmieje się zwycięzca WOŚP-owej licytacji. – Chociaż jeśli chodzi o Cotex, to mamy pomysł, żeby w jednej z sal urządzić taką… izbę pamięci. Poświęconą dawnym zakładom dziewiarskim, a szczególnie strajkom dziewiarek. Mamy materiały archiwalne z tego okresu.

Spółki tworzą grupę kapitałową Patro Invest OÜ [Patro to od nazwiska] i w 2017 r. siedziby tych spółek zostały przeniesione do Estonii.

Dlaczego Estonia?

– Bo to jedyny kraj w Europie, gdzie firmy nie płacą żadnego podatku – odpowiada bez wahania Mariusz Patrowicz. – Choćby miały miliardowe zyski! Tylko akcjonariusze, którzy zabierają swoje pieniądze, muszą oddać państwu z tych pieniędzy 19 proc. Akcjonariusze, ale nie firmy.

Patrowicz od 2017 r. mieszka więc w Estonii – na prawach rezydenta podatkowego. To oznacza, że musi tam spędzić przynajmniej pół roku plus jeden dzień. Ma w Tallinie apartament nad samym Bałtykiem.

– Rozmawiam tam głównie po rosyjsku, bo 65 proc. Estończyków jest rosyjskojęzycznych – opowiada. – Jacy są? Nie chcę nikogo obrazić, ale muszę stwierdzić, że… dużo piją. Tam co 50 m jest sklep monopolowy. Może ma to związek z ich białymi nocami? W czerwcu słońce chowa się na góra cztery godziny, za to w grudniu jest na odwrót: tylko na cztery godziny się pokazuje. Przepisy drogowe są bardzo liberalne, dopiero jak przekroczy się 1,7 promila alkoholu, staje się to przestępstwem. Ale wypadków nie ma zbyt wiele. Inaczej rzecz ma się z narkotykami – jeśli ich obecność wykryją w organizmie kierowcy, od razu zabierają samochód.

Patrowicz chwali: – Estonia ma tylko 1,7 mln mieszkańców, ale to bardzo nowoczesny kraj, pochodzi z niego mnóstwo wynalazków. Mają hopla na punkcie ekologii. Tallin jako pierwszy w Europie wprowadził bezpłatną komunikację publiczną, a od dwóch lat jest tak w całej Estonii. Samochody prywatne? Mnóstwo ludzi jeździ elektrycznymi. To trzeci kraj na świecie z najczystszym powietrzem – po Nowej Zelandii i Finlandii. W stolicy teraz testowane są taksówki autonomiczne, bez kierowców. To jeszcze nie norma, jeżdżą na wyznaczonej trasie i nieraz z nich korzystam.

Co jeszcze zachwyca? – Estonia jest bardzo przyjazna mieszkańcom, którzy nie bardzo lubią się przemęczać – opowiada dalej Patrowicz. – Tam wszystko, dosłownie WSZYSTKO można załatwić przez internet. Nawet śluby i rozwody. W innych europejskich krajach dopiero pandemia wymusza wprowadzanie takich rozwiązań. Supermarkety są czynne 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu, tylko dwa dni w roku nie działają – 1 stycznia i w ich święto narodowe w czerwcu. Ja się tam czuję świetnie, zwłaszcza latem.

Turcja, sport i „może kupię klub w Płocku”

Turcja to kraj, w którym firmy Patrowicza również inwestują, więc czasem pomieszkuje i tam, w Antalyi. – Kocham ten kraj! Tam się pracuje inaczej, mogę iść na plażę z laptopem i na leżaku wykonywać wszystko, co mam do zrobienia. Ich muzyka jest porywająca – pan Mariusz momentalnie odtwarza nam kilka utworów z telefonu. Kiedy płyną współczesno-etniczne rytmy, podnosi ręce do góry i… zaczyna tańczyć, całym sobą.

Kolejna wielka pasja i miłość to sport. Mariusz Patrowicz w Płocku znany jest jako gorący kibic naszych dwóch klubów, które zresztą sponsoruje, a mówiło się też o jego planach zakupienia jednego z nich.

– Wszędzie tam, gdzie inwestujemy, wspieramy lokalne kluby, także w Rosji, w Estonii, w Turcji – mówi. – A co do zakupu w Płocku, to owszem, miałem taki plan, ale teraz to się kompletnie biznesowo nie zepnie, nie ma możliwości prowadzenia takiej działalności bez wsparcia samorządu. Świat się jednak zmienia i kto wie, czy za dwa, trzy lata nie pokuszę się o kupienie Wisły Płock…

A co z działalnością charytatywną? Pracownicy Patrowicza twierdzą, że jest wielkim filantropem, ale on sam nie bardzo chce o tym opowiadać. Przyznaje, że już za czasów Dominetu udzielali wsparcia np. domom dziecka. Teraz pomagają finansowo np. Caritasowi, w dalszym ciągu domom dziecka, no i oczywiście dokładają swoje cegiełki do WOŚP. Czasem odpowiadają na akcje charytatywne, tak jak całkiem niedawno dla potrzebującej ok. 10 mln zł na najdroższy lek świata malutkiej Zosi Paczwy chorej na SMA1.

Dlaczego to robi?

– Wyznaję zasadę, że dobro powraca – mówi Patrowicz. – Liczę na to, że jeśli teraz ja pomagam innym, to może kiedyś, jeśli sam będę potrzebował takiego wsparcia, ktoś pomoże mnie.

SAM O SOBIE - KRÓTKI KWESTIONARIUSZ MARIUSZA PATROWICZA

Z córką i synem w tureckiej AntalyiZ córką i synem w tureckiej Antalyi Fot. ARCHIWUM PRYWATNE

Największa duma?

– Moje dzieci: 30-letni syn i 21-letnia córka.

Największa miłość?

– Rodzina.

Największa pasja?

– Giełda. To i przyjemność, i zarobek, dzięki niej doszedłem do tego, co teraz mam. A także sport.

Największe rozczarowanie?

– Jest takie jedno dla mnie, urodzonego w komunie i pamiętającego tamte czasy. To pęd Europy ku socjalizmowi, który teraz wszędzie się obserwuje. W ogóle tego nie rozumiem, totalna porażka.

Największe spełnione marzenie?

– Cóż, powtórzę się: szczęśliwa rodzina: dzieci, zawsze ta sama żona. I dobrzy ludzie wokół. Nasze spółki skupiają w sumie 40 tys. akcjonariuszy, razem z ich rodzinami to blisko 100 tys. osób, a sukces jest naszym wspólnym dziełem.

Największe marzenie jeszcze do spełnienia?

– Żyć w kraju, w Polsce, która jest zarządzana zasadami rynkowymi. Może to u nas, ale też w Europie, nastąpi.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.