Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dla chcącego nie ma nic trudnego. To porzekadło sprawdziło się w przypadku upartego Litwina Piotra Pawłowskiego vel Powiłajtysa (Powiłajtisa), poddanego cesarza Prus, który w 1857 roku przeniósł się do Płocka. Skąd? Z Kwidzyna, ale po drodze był jeszcze Wiedeń...

***

„#Przystanek Płock”

Jakie historie kryją się za nagrobkami odnawianymi od 2000 r. w ramach kwesty „Ratujmy Płockie Powązki”, organizowanej przez Stowarzyszenie „Starówka Płocka” i „Gazetę Wyborczą”? Jeśli ktoś chce poznać kulisy powstania akcji, przeczytać o odnowionych pomnikach nagrobnych, a przede wszystkim o ludziach, których pamięć udało się dzięki akcji zachować, powinien zajrzeć do tej liczącej niemal 400 stron książki pod redakcją Romany Kuffel.

Jest ona ukoronowaniem niemal dwuletniej skrupulatnej pracy sześciu autorek: oprócz Romany Kuffel także Mileny Gurdy-Jaroszewskiej, Małgorzaty Białeckiej, Leny Szatkowskiej, Krystyny Grochowskiej-Iwańskiej, Ewy Horodyskiej-Gizińskiej.

Nagrobek Piotra Pawłowskiego, odnowiony w ramach akcji 'Ratujmy Płockie Powązki'Nagrobek Piotra Pawłowskiego, odnowiony w ramach akcji 'Ratujmy Płockie Powązki' PIOTR HEJKE

Premierę książki planowano na połowę października, ale nie odbyła się ona z powodu pandemii. Teraz mówi się o końcówce listopada.

A teraz wracamy do opowieści o Piotrze Pawłowskim...

***

„Gdy ukazały się fotografie na papierze, zapragnął nauczyć się tej techniki i będąc jeszcze za granicą, wybrał się w latach pięćdziesiątych [XIX wieku – przyp. red.] do Wiednia i zgłosił się tam na naukę za drogą opłatą do firmy K. Krziwanek. Dopuszczono go tylko do robót mechanicznych, lecz – pisze Aleksander Maciesza, sam wielki pasjonat fotografowania i dokumentalista – nie wtajemniczono należycie w czynności laboratoryjne. Ukrywając zazdrośnie tajemnice recept dokładnych przyrządzania odpowiednich płynów. Pomimo wysokiej zapłaty i tylko na usilne zabiegania, dali mu wreszcie niektóre przepisy, lecz postępowanie według nich dawało złe rezultaty”.

Jednym słowem, Karl Krziwanek wpuścił Piotra Pawłowskiego w przysłowiowe maliny. Ten zacisnął zęby, codziennie mieszał odczynniki, zmieniał proporcje, czytał nieliczną, sprowadzoną literaturę i około 1860 roku mógł się pochwalić pierwszymi udanymi fotografiami na papierze. Nie był w Płocku pionierem zawodowej fotografii, gdyż w mieście istniał zakład Juliusza Willenka, a wkrótce przybył drugi — Karola Gebethnera. Gwoli ścisłości trzeba jednak dodać, że to Piotr Pawłowski miał o kilka miesięcy wcześniej zarejestrowaną działalność gospodarczą przed Willenkiem i Gebethnerem.

Konsensus, czyli pozwolenie na otwarcie zakładu, wydane przez naczelnika powiatu płockiego ma datę 8/20 lipca 1864 roku i numer 14505 (potwierdzają tę datę ogłoszenia fotografa zamieszczane w kalendarzach płockich w 1875 i w 1876 r.). O skrupulatności władz rosyjskich świadczy fakt, że w konsensusie podano nawet rysopis Piotra Pawłowskiego (!): „wzrost wysoki, twarz ściągła, nos mały, rezy (czyli oczy) bure, włosy ciemno blond, ma wieku lat 45”.

Do otwarcia zakładu fotograficznego zdopingowała Piotra Pawłowskiego sytuacja po powstaniu styczniowym 1863 roku, gdy wzrosło znacznie zapotrzebowanie na fotografie.

Od malowania podłóg do fotografowania

Aleksander Maciesza podaje, że Piotr Pawłowski był wszechstronnym fachowcem. Dzięki temu nie cierpiał zapewne na brak zamówień: „Zakład fotograficzny nie był jedynym jego źródłem utrzymania. Przyjmował również wszelkie roboty artystyczno-malarskie kościelne i pokojowe, jako to: złocenia, brązowanie, tapetowanie, malowanie olejne podłóg, szyldów, konsolek itp. Materialnie stał nieźle i mógł skupywać zwijane w Płocku zakłady i polepszać swój zakład. Po zwinięciu zakładu fotograficznego K. Łobojko, altana, dekoracje oraz wszelkie przyrządy fotograficzne przeszły na jego własność i znacznie polepszyły zakład”.

Pawłowski nie tylko wzbogacił się o aparaturę fotograficzną z zakładów, których właściciele likwidowali swoje firmy bądź przenosili je do innego miasta. Zdawał sobie sprawę, jaką wartość przedstawiają pierwsze fotografie wykonane w Płocku. Dlatego w jego posiadaniu znalazły się np. stare klisze pochodzące z zakładu Gebethnera.

Rosnąca konkurencja powodowała, że trzeba było wzbogacać atelier o coraz nowsze aparaty, gdyż postęp w fotografii był ogromny. W 1877 roku „Korespondent Płocki” donosił: „Fotograf Piotr Pawłowski zaopatrzył swój zakład w Apparat z Wiednia sprowadzony, najnowszego Amerykańskiego wynalazku, obecnie jeszcze wielką rzadkość stanowiący i we wszystkich krajach Europy patentowany. Apparat ten za pomocą ognia nadaje nieosiągnięty dotychczas i nadzwyczajny blask, delikatność, elegancję, gładkość i trwałość wykonywania fotografiom. Przy tym mając sposobność zaopatrywania się z pierwszej ręki we wszelkie materiały chemiczne z laboratoriów krajowych i zagranicznych, fotograf ten jest w możności taniej, a zarazem dokładniej i lepiej odrabiać swoje wyroby. Tuzin fotografii w formacie biletów wizytowych kosztuje u niego tylko rsr 2”.

Fotografowanie kojarzyło się wtedy ze swoistym misterium, z oryginalnymi, pomysłowymi dekoracjami w atelier. Obiektyw fotografa był jak zwierciadło, w którym odbijały się smutki i radości dnia codziennego. Uwieczniał osoby na marach, zadowolone buzie chłopaków, absolwentów gimnazjum w szykownych mundurkach, wyfiokowane damy, które na wizytę u fotografa ubierały najlepsze toalety, postawnych, butnych oficerów rosyjskich w galowych mundurach (czy z ulubionym koniem, tego nie wiemy, ale takie zdjęcia wykonywał np. zakład Piotrowskiego przy Grodzkiej 15). Czasami w tle była jakaś kotara z namalowanym pejzażem, a stylowe krzesło czy rzeźbiona kolumna służyły do podkreślenia wystudiowanej pozy osoby fotografowanej. (…)

Spora kolekcja zdjęć portretowych znajduje się w Muzeum Mazowieckim w Płocku i w Towarzystwie Naukowym Płockim, gdzie niestety część fotografii jest nieopisana ze względu na problemy z identyfikacją uwiecznionych osób (to także dla nas nauka na przyszłość, by opisywać wszystkie prywatne zdjęcia).

Ponad 150 lat temu papier fotograficzny był tak cienki, że zdjęcia naklejano na tekturki. Na pierwszej stronie znajdowało się wydrukowane lub wytłoczone nazwisko autora zdjęcia bądź tylko odciśnięte pieczątką tuszową. Potem wykorzystywano rewers kartonika, który najczęściej przypominał swoim formatem wizytówki (były też zdjęcia większe, gabinetowe), do zamieszczania informacji o zakładzie, uzyskanych medalach i wyróżnieniach. Walory artystyczne litografii na odwrocie podkreślał zwykle stylowy krój pisma. Kartoniki do naklejania zdjęć fotografowie zamawiali u właścicieli renomowanych firm, najczęściej warszawskich.

Zdjęcia, które miały wiernie odzwierciedlać oryginał, często barwiono. Zakład Artystyczno-Malarski i Fotograficzny Piotra Pawłowskiego specjalizował się w wykonywaniu chromofotografii, fotografii barwionych ręcznie akwarelami, kredkami, farbami olejnymi i powiększonych portretów pastelowych — z racji jego wykształcenia malarskiego (nauki pobierał w Monachium, prawdopodobnie prywatnie, gdyż nie figuruje na listach monachijskiej Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych, które zachowały się do naszych czasów).

Kolegialna 12

Ten adres w Płocku niewiele dziś znaczy. Stara, podupadająca i zniszczona kamienica nie zwracała uwagi przechodniów. Jeszcze niedawno w podwórzu znajdowała się wiekowa, drewniana altana fotograficzna (któraś z rzędu, przed nią były dwie lub trzy).

W 2016 roku dom przy Kolegialnej 12 zyskał drugie życie. Kupił go do remontu właściciel firmy INVESTBUD i zlecił kwerendę archiwalną i bibliograficzną, która ujawniła sporo interesujących wiadomości. Autorka opracowania Gabriela Nowak-Dąbrowska przeszukała wiele źródeł i odtworzyła bogatą historię mieszkańców i domu, w którym od zarania znajdował się jeden z najstarszych w Płocku zakładów fotograficznych Piotra Pawłowskiego pod nazwą „Zakład Artystyczno-Malarski i Fotograficzny”. Funkcjonował tu niemal przez pół wieku. (…) Pomieszczenia te użytkował też Franciszek Pawłowski, najstarszy syn Piotra, któremu fotograf przekazał zakład w testamencie w 1882 roku. Wspólnie prowadził z nim firmę od 1881 jako „Zakład Piotra Pawłowskiego i Syna”.

A od około 1896 roku na posesji przy Kolegialnej 12 rodzinne tradycje zawodowe kontynuowała córka Piotra Pawłowskiego — Magdalena Anna, po pierwszym mężu Humięcka, po drugim — Grabowska. Wykonywała swoje zdjęcia również w podwórzu nieruchomości, w oficynie w pruski mur. Wcześniej miała zakład w innym budynku przy Kolegialnej, vis-à-vis Hotelu Polskiego. Firma Magdaleny funkcjonowała do 1898 roku. W tym miejscu działalność gospodarczą prowadzili następni fotografowie: Mieczysław Zientarski (w l. 1898–1901) i Jan Robert Pogroziński.

Posesję przy ul. Kolegialnej 12 zamieszkiwała wielokulturowa i wielowyznaniowa społeczność. Wielu jej członków znacząco zapisało się na kartach historii naszego miasta Płocka (i nie tylko) poprzez swoją działalność kulturalną, społeczną czy polityczną – pisze G. Nowak-Dąbrowska, autorka wielu artykułów o Płocku, badaczka dziejów płockich zakładów fotograficznych i ich właścicieli. – Na szczególną uwagę zasługuje postać Samuela Tugendholda — wybitnego lekarza żydowskiego pochodzenia, którego postać do tej pory była wiązana z historią społeczności żydowskiej miasta Łodzi, architekta i budowniczego gubernialnego Ludwika Radziszewskiego, współpracownika jednego z najwybitniejszych architektów pierwszej połowy XIX wieku tworzących na ziemiach polskich — Henryka Marconiego, a także Justyny Janiny Bogdan — ostatniej przedwojennej właścicielki nieruchomości, długoletniej nauczycielki i wychowawczyni młodzieży szkół płockich.

Rodzinna fotografia

W zbiorach Muzeum Mazowieckiego w Płocku i Towarzystwa Naukowego Płockiego nie zachowała się żadna wspólna fotografia rodziny Piotra Pawłowskiego. Nie wiemy, jak wyglądała jego żona. W myśl zasady, że szewc bez butów chodzi, widocznie fotograf nie miał czasu, by sfotografować swoich najbliższych w komplecie. (…)

Większość informacji o Piotrze Pawłowskim zawdzięczamy niestrudzonemu Aleksandrowi Macieszy, który zamierzał przygotować biogram fotografa do „Polskiego słownika biograficznego” i pracował nad publikacją „Dzieje fotografii polskiej w zarysie”. W tym celu korespondował z najmłodszym dzieckiem Pawłowskich, Leonem, wtedy właścicielem apteki przy placu Reymonta w Łodzi (apteka potem funkcjonowała pod adresem Piotrkowska 307, chociaż nadal była w tym samym miejscu, na wysokości placu Reymonta), jedynym w rodzinie spoza branży fotograficznej, który dał początek Pawłowskim – farmaceutom. (…)

Ciekawostką jest, że Leon używał nazwiska Powiłajtis. Dopiero wtedy, kiedy czworo jego dzieci zaczęło chodzić do szkoły, powrócił do nazwiska „Pawłowski”. Jego wnuczka, farmaceutka Krystyna Stanilewicz, opowiadała dziennikarce Annie Gronczewskiej z „Dziennika Łódzkiego”, że „dziadek na pewien czas zaprzestał działalności farmaceutycznej. Sprzedał składy apteczne w Bełchatowie i Sochaczewie. Powrócił do niej w latach dwudziestych dwudziestego wieku, gdy osiadł na stałe w Łodzi”. Także on wykazywał zdolności malarskie. Wspominał, że ojciec pochodził z Litwy.

Pozostawił po sobie dobrą pamięć

Piotr Pawłowski urodził się we wsi Narty w 1818 lub w 1819 roku, parafia i powiat mariampolski, w ówczesnym województwie augustowskim (obecnie Litwa) lub w majątku Gotlibiszki, też w powiecie augustowskim (są na ten temat sprzeczne informacje). W większości biogramów jako miejsce urodzenia podana jest wieś Narty. W księgach metrykalnych z lat 1817–1821, parafii rzymskokatolickiej w Mariampolu, nie ma jednak żadnych dokumentów dotyczących narodzin Piotra Powilajtisa (Powiłajtysa).

W dziesiątym roku życia Piotr stracił rodziców i dlatego wychowywał go starszy brat Józef.

Od dziecka wykazywał zdolności rysunkowe i upodobanie, jak pisze Maciesza, do malarstwa. Według tradycji rodzinnych uciekł z Litwy do Prus w obawie przed długoletnią służbą wojskową. Przez pewien czas przebywał w Monachium, gdzie studiował malarstwo. Nie wiemy, co robił potem w Królestwie Prus, gdzie spędził szereg lat i naturalizował się — otrzymał obywatelstwo pruskie.

Po przeprowadzce do Kwidzyna (niemiecka nazwa „Marienwerder”) ożenił się w 1854 roku z Anną ze Stawickich (1827–1909), urodzoną w Gniewie nad Wisłą. Tutaj przyszedł na świat, 12 marca 1856, ich syn Franciszek.

W 1857 roku Pawłowski z całą rodziną przeniósł się do Płocka, gdzie początkowo zarabiał na życie robotami malarskimi w kościołach diecezji płockiej, m.in. wymalował wnętrze kościoła św. Bartłomieja, czyli obecnej fary (według Honoriusza Dunin-Wolskiego), odnowił obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem w kościele w Bądkowie Kościelnym. Wykonał ponoć dużo portretów, kompozycji batalistycznych i religijnych. Gdy malował portrety, nieraz posiłkował się dagerotypami.

Zdaniem Aleksandra Macieszy w diecezji płockiej prawie wszystkie parafie miały obrazy świętych namalowane przez Piotra Pawłowskiego.

24 lutego 1876 roku Piotr Pawłowski stał się poddanym cara Rosji, po złożeniu wniosku o rezygnacji z obywatelstwa pruskiego. Po czym, 15 października tego samego roku, płockie władze gubernialne sprostowały nazwisko artysty w dokumencie poddaństwa, w związku z tym, że używał dwuczłonowego nazwiska: Pawłowski Powiłajtys. Nigdy nie zapomniał rodzinnego języka litewskiego. Był seniorem kolonii litewskiej w Płocku. Syn Leon zapamiętał, że ojciec zawsze witał się i żegnał ze znajomymi Litwinami w swoim języku, znanym od kołyski.

Piotr Pawłowski zmarł w Płocku po dłuższej chorobie 21 grudnia 1882 roku. Cały zakład fotograficzny wraz z wyposażeniem zapisał synowi Franciszkowi. Jako człowiek wysokich zalet moralnych i religijnych pozostawił po sobie dobrą pamięć.

***

Tekst Romany Krystyny Kuffel pochodzi z książki „#Przystanek Płock” z rozdziału „Zwierciadło życia” o fotografie i malarzu Piotrze Pawłowskim. Dla potrzeb wydania gazetowego usunięto przypisy.

***

„Ratujmy Płockie Powązki” 2020

W tym roku z powodu pandemii tradycyjnej zbiórki z kwestarzami na cmentarzach nie było. Kwesta jednak trwa i to – dzięki staraniom stowarzyszenia „Starówka Płocka” – aż do końca roku. Osoby z akcyjnymi puszkami będą zbierały pieniądze np. wśród znajomych, w swoich zakładach pracy, urzędach, szkołach. Potem przekażą puszki organizatorom akcji, w tzw. bezpiecznych kopertach przejdą one wskazaną przez służby sanitarne kwarantannę.

Datki można również wpłacać – na konto stowarzyszenia „Starówka Płocka” – z dopiskiem „Kwesta Ratujmy Płockie Powązki”: 11 9011 0005 0970 2538 2000 0010.

Tegoroczną kwotę z kwesty poznamy dopiero na przełomie 2020 i 2021 r. Pieniądze zostaną przeznaczone na odnowienie nagrobka Irenki Tyszki i młodego porucznika, który zmarł w wieku 29 lat – szczegóły na plock.wyborcza.pl.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.