Kto pamięta zakład fotograficzny przy Grodzkiej 13? Był tam przez dziesięciolecia. Jego właściciel zostawił tysiące zdjęć. A na nich - Płock. Niesamowita kolekcja!
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Koniecznie obejrzyjcie te unikatowe czarno-białe zdjęcia >>

Na wtorkowe spotkanie do Muzeum Mazowieckiego szłam pełna ekscytacji. Tytuł kolejnego już „Spotkania z historią” – „Władysław Kozłowski. Płocczanin, harcerz, fotograf” – uruchomił osobiste wspomnienie. Przyznaję, trochę traumatyczne..

A było tak: ja, szczerbata pierwszoklasistka, zmierzałam do domu na osiedlu przy ówczesnej ul. Wolnej Afryki (zagadka: jak teraz nazywa się ta ulica?). Kroczyłam pospiesznie przez młody trawnik. Nawet nie zauważyłam, że jakiś pan zrobił mi zdjęcie. A on podszedł i z groźną miną mówił, jak to wstrętnie niszczyć zieleń. I że za karę to zdjęcie pokaże i moim rodzicom, i w szkole, żeby wszyscy wiedzieli, jaka niegrzeczna ze mnie dziewczynka. Struchlałam ze strachu, a kiedy już się pokajałam, pan postanowił mi darować – pod warunkiem, że nigdy, ale to przenigdy już trawy deptać nie będę. Przysięgałam z całego kilkuletniego serca, a tę lekcję pamiętam do dziś. Dopiero później dowiedziałam się, że ten pan to fotograf z Grodzkiej, Kozłowski. Dzięki spotkaniu w muzeum wiem o nim teraz nieco więcej…

Co o nim wiadomo

Okazuje się, że choć odgrywał w życiu miasta i jego mieszkańców dużą rolę, to w pamięci zostało niewiele. Opowiadali o nim Barbara Rydzewska, szefowa działu historii w Muzeum Mazowieckim, oraz Krzysztof Krajewski, przewodniczący Kręgu Myśli Braterskiej w płockim Hufcu ZHP.

Władysław Kozłowski urodził się w Płocku 10 stycznia 1913 r. Wychowywała go matka Marianna, która służyła w domach zamożnych mieszczan.

Chłopiec już po odzyskaniu niepodległości zaczął naukę w szkole powszechnej, prawdopodobnie była to „jedyna”, która początkowo funkcjonowała w koszarach wojskowych, potem przy ul. Dominikańskiej 4, a wreszcie w nowym, wzniesionym specjalnie dla niej gmachu w Alejach Miejskich.

Władek związał się z ruchem harcerskim.

Choć sam zrobił ich dziesiątki tysięcy, sam na zdjęciach jest rzadko. Tutaj Władysław Kozłowski pośrodku. Foto z okresu przedwojennego
Choć sam zrobił ich dziesiątki tysięcy, sam na zdjęciach jest rzadko. Tutaj Władysław Kozłowski pośrodku. Foto z okresu przedwojennego  Reprodukcja . Piotr Hejke / Agencja Wyborcza.pl

– Druha Kozłowskiego poznałem w latach 80., kiedy podjąłem pracę w komendzie hufca. Dla mnie był to zwykły instruktor, niski mężczyzna, którego widziałem zawsze w nienagannym harcerskim mundurze – dzielił się wspomnieniami Krajewski. – Dziwne, że tak mało o nim wiemy… On był zawsze gdzieś w drugim, trzecim rzędzie, niezwykle skromny. Był żywą historią Płocka, szkoda, że wtedy nie pytaliśmy go o wszystko…

Na spotkaniu w muzeum było wielu płockich harcerzy
Na spotkaniu w muzeum było wielu płockich harcerzy  Fot. Piotr Hejke / Agencja Wyborcza.pl

A przecież był to niezwykły człowiek. W czasie II wojny działał w ruchu oporu, służył w II grupie wywiadu i kontrwywiadu dowodzonej przez druha Ładysława Żelazowskiego (był szefem sekcji fotograficznej, której praca polegała głównie na fotografowaniu niemieckich obiektów i urządzeń oraz zbieraniu informacji dla szefa wywiadu w powiecie płockim). Ale o tym nie mówił, nie nosił baretek od wszystkich swoich odznaczeń.

Kiedy miał 24 lata, Ładysław Żelazowski mianował go na drużynowego w „jedynce”. Młody harcerz cenił tężyznę fizyczną, zorganizował drużynę wodniacką. Jest taka anegdota sprzed wojny: po Wiśle płynął statek pasażerski, nieco dalej – kilka kajaków przecinało falę, jaką wytworzył. I nagle kajaki wywróciły się do góry dnem, siedzący w nich chłopcy zniknęli pod wodą. Zrobił się straszliwy rwetes, rozległy się krzyki: ratunku! na pomoc! Z brzegu ruszyła jakaś łódka z ratownikami. Tylko kapitan nie panikował: – Spokojnie, to tylko płoccy harcerze robią pokaz!

I rzeczywiście, po ładnej chwili kajaki znów się odwróciły i ukazały się roześmiane twarze młodych ludzi. Druh Kozłowski tak ich wyszkolił, pozwalał na wyczyny na granicy ryzyka.

Fotografia – wielka pasja

Władysław mógł się nią zarazić jeszcze w latach 30. ub. wieku. Może brał udział w kursach dla fotoamatorów, które zorganizowało Towarzystwo Naukowe. Barbara Rydzewska opowiadała: – Kozłowski został skierowany do pracy w zakładzie fotograficznym niemieckiego osadnika Herberta Roberta Langkopfa, który mieścił się przy ul. Grodzkiej 13, w domu Bronisława Ferdynanda i Niny Wagnerów; przed wojną prowadzili tam sklep z odbiornikami radiowymi i artykułami fotograficznymi. Langkopf zatrudniał wielu przedwojennych płockich fotografów. Byli w tej grupie między innymi: Kazimierz Wiórkiewicz, Wacław Rydel, Urszula Sobieraj, Tadeusz Tomaszewski, Jan Rakowski. Między innymi z tym ostatnim W. Kozłowski sporządzał dokumentację fotograficzną miasta (zleconą firmie Langkopfa przez okupacyjne władze miejskie) – tę samą, która po dzień dzisiejszy stanowi bezcenną bazę źródłową do zabudowy i architektury Płocka sprzed 1939 r. i która przechowywana jest w zasobach Archiwum Państwowego w Płocku.

Panorama Płocka od strony Radziwia
Panorama Płocka od strony Radziwia  Fot. Władysław Kozłowski

Wojna minęła, w roku 1947 Władysław Kozłowski po zdanym egzaminie w Izbie Rzemieślniczej w Warszawie uzyskał tytuł czeladnika w rzemiośle fotograficznym. Swój zakład miał oczywiście przy Grodzkiej 13. Uwielbiał fotografować chmury, ale był wszędzie tam, gdzie coś działo, gdzie widział coś interesującego. Na jego zdjęciach są budynki, ulice, pojazdy, ludzie… cały Płock! Prace Kozłowskiego wykorzystywały „Notatki Płockie”, były pokazywane na wystawach lub „szły w Polskę” jako widokówki. Miał jedną zasadę – nigdy za zdjęcia nie brał pieniędzy od harcerzy.

Poznajecie? Tak wykluwała się obecna al. Kobylińskiego
Poznajecie? Tak wykluwała się obecna al. Kobylińskiego  Fot. Tomasz Niesłuchowski / Agencja Wyborcza.pl

W 1969 r. w Przedwiośniu miał wystawę zorganizowaną z okazji 25-lecia swojej pracy zawodowej i rocznicy wyzwolenia Płocka spod okupacji hitlerowskiej. Już wówczas szacowano jego dorobek na 30 tys. zdjęć! A pracował i fotografował niemal do końca życia. Zmarł 19 kwietnia 1991 r. Miał harcerski pogrzeb…

Oszałamiająca spuścizna

Władysław Kozłowski nigdy się nie ożenił, nie miał dzieci. Kiedy zmarł, siostrzenica odkryła w jego piwnicy niesamowite ilości negatywów. Powiadomiła o tym oczywiście harcerzy. Ówczesna komendantka Hufca Płock Jolanta Wojulanis opowiadała: – Negatywów było bardzo dużo. Harcerze wyciągali je na kolanach z zakurzonej piwnicy. Wiele do niczego się nadawało, bo były niewłaściwie przechowywane. Zrobiłam z nimi to, co każdy by zrobił na moim miejscu – przekazałam ten skarb do muzeum.

Jolanta Wojtulanis dostała dyplom i kwiaty od pracowników Muzeum Mazowieckiego za przekazanie spuściżny po druhu Kozłowskim
Jolanta Wojtulanis dostała dyplom i kwiaty od pracowników Muzeum Mazowieckiego za przekazanie spuściżny po druhu Kozłowskim  Fot. Piotr Hejke / Agencja Wyborcza.pl

Barbara Rydzewska: – Wstępnie przeprowadzona ewidencja pozwoliła pracownikom muzeum oszacować liczbę zdjęć na ok. 60 tys. Ich włączenie do naszych zbiorów dokumentacyjnych okazało się zadaniem niezwykle absorbującym, żmudnym i pracochłonnym, także dlatego, że trzeba było najpierw oczyścić taśmy celuloidowe z zabrudzeń, z pyłu węglowego. Przez szereg lat w procesie opracowania archiwum uczestniczyło wielu pracowników Muzeum Mazowieckiego. Byli w tej grupie m.in. Grzegorz Rychlik, Maria Kalinowska, Anna Wiśniewska, Katarzyna Stołoska-Fuz, Barbara Rydzewska, Mariola Kwiatkowska, Katarzyna Rogalska, Żaneta Basiewicz, Gabriela Nowak, liczni studenci odbywający praktyki w naszym dziale historii. Oraz współpracujący z nami na zasadach wolontariatu: Tadeusz Kurpiewski, Tadeusz Gilewski oraz Andrzej Mickiewicz, który w latach 2014 – 2019 dokonał gigantycznej pracy przeskanowania i skatalogowania 31 041 klatek fotograficznych. W ciągu tego pięciolecia łącznie skanowaniu poddano 50 538 tys. negatywów. Wraz z negatywami doprowadzonymi wcześniej do postaci pozytywowych wglądówek daje liczbę 60 538 zdjęć.

Podziękowania dla Andrzeja Mickiewicza
Podziękowania dla Andrzeja Mickiewicza  Fot. Piotr Hejke / Agencja Wyborcza.pl

Andrzej Mickiewicz prezentował niektóre z nich, opatrując komentarzami, które sprawiały, że obraz stawał się opowieścią, historią. Na przykład fotki z budowy pomnika Broniewskiego. Kto wie, że wówczas w jego sąsiedztwo przesadzono z bryłą korzeniową 50-letnie już dęby z okolic amfiteatru? Wszystkie się przyjęły i rosną do dziś!

Budowa pomnika Broniewskiego
Budowa pomnika Broniewskiego  Fot. Władyslaw Kozłowski. Ze zboirow Muzeum Mazowieckiego

Kozłowski nie oszczędzał się, żeby udokumentować jakieś zdarzenie. Jest np. fotka wykonana z najwyższej kondygnacji dopiero budującego się jednego z płockich 10-piętrowców. Wokół jeszcze tylko chmury i hula wiatr, a przed okiem fotografa i trzech budowniczych jest złamane ramię potężnego dźwigu.

Zdjęcie z budowy z przełamanym dźwigiem
Zdjęcie z budowy z przełamanym dźwigiem  Fot. Władyslaw Kozłowski. Ze zboirow Muzeum Mazowieckiego

– A to mogę być ja – stwierdził Paweł Mieszkowicz, widząc jakiś czyn społeczny na ul. Pięknej.

– A to mój ojciec – przyznawał ze zdumieniem Mariusz Wojtalewicz, kierownik Muzeum Żydów Mazowieckich, którego zobaczył sadzącego drzewo, również w jednym z obowiązkowych w komunie czynów społecznych.

Fotografie są niezwykłe, przejmujące czasem, w którym powstały, ukazywaniem miejsc, które wciąż są, ale jakże inne.

Schody Broniewskiego - jeszcze bez Broniewskiego. Zdjęcie wykonane w czasie ich remontu
Schody Broniewskiego - jeszcze bez Broniewskiego. Zdjęcie wykonane w czasie ich remontu  Fot. Władysław Kozłowski

Ciąg dalszy nastąpi

Wieczór w muzeum był wyjątkowy, bo „tak normalnie” nie da się tam pójść i obejrzeć kolekcji zdjęć druha Kozłowskiego. Przed muzealnikami jeszcze lata pracy nad opracowaniem tego ogromnego zbioru. Autor nie opisywał swoich prac albo robił to doraźnie. Pisał np. „ostatnia sesja”. No dobrze, ale która, kiedy? Kiedy radni zebrali się kolejny raz i znów był przy tym ze swoim aparatem, znów opisywał „ostatnia sesja”. No i bądź mądry!

Barbara Rydzewska, kierowniczka działu historycznego w Muzeum Mazowieckim
Barbara Rydzewska, kierowniczka działu historycznego w Muzeum Mazowieckim  Fot. Piotr Hejke / Agencja Wyborcza.pl

Barbara Rydzewska: – Potrzebna jest ogromna praca badawcza związana z identyfikacją i opisem obrazów. Na razie wiadomo, że obejmują lata 1944?/1945 – 1980? I obejmują zarówno życie miasta, jak i powiatu płockiego. Selekcja negatywów pozwoliła wyodrębnić takie tematy jak: Miejska Rada Narodowa (sesje, posiedzenia), Urząd Miejski w Płocku (pracownicy), rozbudowa miasta w latach 60. i 70. XX w., architektura, zabytki, wydarzenia o charakterze politycznym, kulturalnym, naukowym i społecznym, sport, kultura, oświata, służba zdrowia, gospodarka (wedle zakładów pracy), organizacje społeczne, wizyty oficjalne, uroczystości państwowe i religijne, życie codzienne płocczan.

Nasze czasy też mają swojego skromnego dokumentalistę - Jana Waćkowskiego
Nasze czasy też mają swojego skromnego dokumentalistę - Jana Waćkowskiego  Fot. Piotr Hejke / Agencja Wyborcza.pl

Ostatnie „Spotkania z historią” w muzeum były też spotkaniem z bardzo skromnym fotokronikarzem Płocka. Takim jest obecnie Jan Waćkowski, który ze swoim aparatem jest również wszędzie tam, gdzie być trzeba i warto. Na spotkaniu podziękowano mu za to specjalnym dyplomem i kwiatami, które jak zwykle przyjął bardzo onieśmielony. Uhonorowana tak samo Jolanta Wojtulanis energicznie zwróciła się do niego: – Ludzie skromni są zawsze w cieniu tych z dużą charyzmą, więc niech sami piszą swoją historię. Druhu Janie, pisz! Żeby za 40, 50 lat z twoją historią nie było takich kłopotów jak z Kozłowskim!

Kwiaty i dyplom w podziękowaniu za wielką pomoc dostał także Adam Mickiewicz, który dalej będzie pracował nad kolekcją.

– Może w przyszłym roku zorganizujemy taki cykl otwartych spotkań poświęconych spuściźnie Władysława Kozłowskiego, żeby ludzie oglądali jego fotografie, rozpoznawali miejsca, sytuacje, siebie lub swoich bliskich, i tak pomogli opracować zbiór – zdradziła pomysł Barbara Rydzewska. I oby udało się go zrealizować!

Więcej zdjęć Władysława Kozłowskiego na plock.wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Podpisy pod zdjęciami w galerii z błędami językowymi (i nie tylko). Wstyd...
już oceniałe(a)ś
3
0
Zdjęcie zrobione ok. 50-ciu lat temu na koloniach letnich /Petrobudowy/ w Dębowej Górze.Siedzę piąta od lewej ze spuszczoną głową.W tyle nasza wychowawczyni pani Gałkowa.Druga od lewej Danusia Moskwa..ówczesna mistrzyni Polski młodziczek w rzucie oszczepem....
@Grażyna Kamińska
Informacje dotyczą zdjęcia nr.15
już oceniałe(a)ś
1
0
mm
już oceniałe(a)ś
1
0
Na zdjęciu 23 to raczej GAZ-13 Czajka ( ?????? )
już oceniałe(a)ś
1
0