Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dyrektor Stanisław Kwiatkowski czwartkową telekonferencję z dziennikarzami jak zwykle rozpoczął od podania danych z ostatniej doby.

Obecnie na oddziałach zakaźnym i płucnym (obydwa są dostosowane dla pacjentów w związku z epidemią) jest 25 pacjentów, w tym jeden, u którego już kilka dni temu wykryto wirusa. Dyrektor wyjaśniał, że wszyscy oni są od siebie odizolowani, leżą w salach izolatkach, z własnymi łazienkami. W sumie takich wyodrębnionych izolatek jest blisko 40, ale już szykowany jest na wszelki wypadek oddział dermatologiczny. Tam będzie dodatkowych 10 odrębnych sal, na razie końca dobiega wydzielanie i urządzanie w nich łazienek.

W ciągu ostatniej doby pobrano wymazy do badań od 11 osób, w tym trzy na SOR i innych szpitalnych oddziałach. Łącznie więc liczba pobrań od początku epidemii urosła do 405.

O ile szpital nie ma przy obecnym stanie chorych problemów ze środkami ochrony osobistej dla personelu, bo zapasy starczą na parę tygodni, a aktualnie są uzupełniane także z rezerw państwowych, to gorzej jest z kadrą medyczną.

– Na dzisiejszym posiedzeniu sztabu kryzysowego wszyscy ogromnie dziękowaliśmy wszystkim tym, którzy pracują bezpośrednio z chorymi lub potencjalnie zakażonymi, oczekującymi na wyniki badań. Za ich ogromną pracę, trud, poświęcenie i profesjonalizm – mówił dyrektor Kwiatkowski. Ale dodał, że ma obawy, bo jeśli wejdzie w życie nakaz tylko jednej pracy dla lekarzy, to będzie problem. Obecnie w całym szpitalu dojeżdża blisko medyków z placówek w Warszawie czy Łodzi. Zakaźników szpital zatrudnia na etacie czworo, dwójka przyjeżdża ze stolicy, wspomaga ich także emerytowana lekarka.

– Teraz jeszcze dają radę, ale będzie już trudno z obsadą, jeśli przyjdzie nam uruchomić dermatologię – martwi się Kwiatkowski. – Gdyby posypała się liczba zachorowań, część naszych pacjentów mogłaby oczekiwać na wyniki w izolatorium, które mamy w Złotej Podkowie, jest tam 60 miejsc. Ale jeśli będą przebywać tam pacjenci, oczywiście ci w dobrym stanie zdrowia, to muszą mieć co najmniej opiekę pielęgniarską.

Dlatego szpital – choć to graniczyłoby z cudem – jest w stanie zatrudnić każdą liczbę specjalistów  zakaźników. Od ręki – przynajmniej dwóch lub trzech.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.