Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dyrektor Stanisław Kwiatkowski w codziennym raporcie poinformował, że aktualnie na oddziale zakaźnym (dołączony do niego został płucny) przebywa 21 pacjentów. W tej liczbie jest ten, u którego wcześniej wykryto koronawirusa. Pozostali oczekują na wyniki badań. Jedna osoba ze względu na stan zdrowia czeka na wynik testu na oddziale intensywnej terapii.

Ostatniej doby w szpitalu było ogółem 14 pobrań materiałów do badań w laboratorium pod kontem koronawirusa, z czego pięć na oddziale zakaźnym. Ale wymazy były robione także na SOR i na innych szpitalnych oddziałach.

Kwiatkowski mówił, że jeśli jakiś leżący na Winiarach pacjent np. zagorączkuje, profilaktycznie bierze się od niego wymaz, a on sam kierowany jest do izolatki i tam przebywa do czasu, aż nadejdzie wynik. Do tej pory nie zdarzyło się, żeby był pozytywny.

A co, gdyby jednak się okazało, że osoba, która jest w szpitalu od paru dni, miała stwierdzonego koronawirusa?

– Cóż, w takiej sytuacji zadziałamy zgodnie z procedurami, czyli zarówno pracownicy, jak i inni pacjenci mający kontakt z taką osobą będą natychmiast poddani kwarantannie – powiedział Kwiatkowski. – Szpital pracuje normalnie, nie da się w stu procentach wykluczyć, że ktoś nam tu tej zarazy nie wniesie albo nie wyniesie jej od nas. Ale robimy wszystko, żeby do tego nie doszło, i na razie dajemy radę. Na razie sytuacja jest stabilna, koronawirus raczej nas oszczędza, ale patrząc na to, co się dzieje w innych częściach Polski i na świecie, drżymy, żeby nagle nie zrobił się wielki skok, żeby nie było gwałtownego wzrostu zachorowań.

Dlatego dyrektor wznawia apel: – Mówcie nam prawdę o możliwych kontaktach z zakażonymi, kiedy zgłaszacie się do szpitala. I jeśli nie ma istotnej potrzeby, powstrzymujcie się z przychodzeniem do naszych oddziałów czy ambulatoriów. Zresztą widać u nas zmniejszoną frekwencję w tym względzie, mniej jest pacjentów, bo częściej korzystają z teleporad u swoich lekarzy rodzinnych i e-recept.

Niemniej dyrektor Kwiatkowski uczula, by nie wahać się wezwać pogotowia czy przyjechać od razu do szpitala, jeśli dzieje się coś naprawdę poważnego, np. silny ucisk w klatce piersiowej. – To może być zawał i z tym nie da się czekać na lepsze czasy – podkreśla Stanisław Kwiatkowski.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.