Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Obecnie, we wtorek rano, na oddziale zakaźnym w szpitalu na Winiarach jest 13 pacjentów. W tym pięcioro ze stwierdzonym koronawirusem. Dyrektor sprostował poprzednią informację, że ostatnią przywiezioną osobą zakażoną jest mężczyzna z Mławy.

– Wkradło się przekłamanie – przyznał. – Ten pacjent jest z Iłży koło Radomia. Został przywieziony do nas, ponieważ sytuacja w tamtejszych szpitalach jest dramatyczna.

Wszystko może się wydarzyć…

Jaki jest stan zdrowia zakażonych?

– Mogę powiedzieć, że lekarze określają go, w stosunku do całej piątki, jako średnio ciężki – odpowiadał Stanisław Kwiatkowski. Co to oznacza? Że wszystko, niestety, może się wydarzyć. Ale medycy robią wszystko, by te osoby wyzdrowiały.

Jeden z zakażonych pacjentów jest podłączony do respiratora na oddziale intensywnej terapii, pozostali nie wymagają wspomagania oddychania.

– Nasi lekarze postępują według najnowszej wiedzy medycznej, to doświadczeni zakaźnicy – zapewniał dyrektor.

Nie wiadomo, w jakim stanie jest mężczyzna, który został z Winiar przewieziony do szpitala przy ul. Wołoskiej w Warszawie. Kwiatkowski tłumaczył, że człowiek ten ma choroby współistniejące i dlatego musiał trafić do bardziej wyspecjalizowanej jednostki.

W ciągu ostatniej doby w płockim szpitalu wojewódzkim pobrano materiał do badań od kolejnych dziewięciu osób. Nowych zakażeń nie stwierdzono.

Oddział płucny zmienia przeznaczenie

Kwiatkowski dotąd informował, że wszelki wypadek na rozszerzenie zakaźnego szykowano dermatologię. – Ale zmieniliśmy tę decyzję i postanowiliśmy na ten cel przeznaczyć oddział płucny – powiedział Stanisław Kwiatkowski. – Jest po remoncie, właściwie w każdym pokoju jest węzeł sanitarny, więc lepiej spełni swoją rolę.

Obecnie na płucnym jest 13 pacjentów. Część z nich zostanie wypisana do domów, pozostali będą przeniesieni na inne oddziały internistyczne.

Szpital obawia się, że po świętach, podczas których będzie dochodziło do kontaktów rodzinnych, może zwiększyć się liczba zakażonych. Dlatego chce już teraz być przygotowanym na to, że chorych może drastycznie przybywać.

Termometry po 400 zł, kto chętny mierzyć temperaturę pracownikom?

Dyrektor Kwiatkowski poinformował, że szpital jest zabezpieczony na ten moment w środki ochrony osobistej, ale wszystkie zakupy związane z walką z koronawirusem w 80 proc. sfinansował z własnych pieniędzy. Stara się o refundacje, ale nie wiadomo, jak z tym będzie.

Tymczasem od jutro cały personel wchodzący na teren placówki będzie poddawany badaniom temperatury. Jeszcze w poniedziałek dyrektor apelował o przekazanie choćby kilku termometrów bezdotykowych, teraz powiedział, że dziś, najdalej w środę rano 20 takich termometrów zostanie przysłanych, bo udało się na ten deficytowy towar znaleźć dostawcę. Tyle za każdą sztukę trzeba zapłacić trzy razy tyle co przed epidemią, czyli po 400 zł!

– Mierzenie temperatury to będzie duża operacja logistyczna, bo codziennie i na różne godziny przez dwa wejścia do pracy przychodzą setki osób – mówił Stanisław Kwiatkowski. – Bardzo jest nam potrzebny ktoś do pomocy. Już zwracałem się w tej sprawie do urzędu pracy, do prezydenta Płocka. Może znaleźliby się wolontariusze, strażacy ochotnicy?

Szpital zaopatrzy takie osoby w pełen rynsztunek ochronny – kombinezony, maski, przyłbice itp., zagwarantuje także wyżywienie. Potrzeba przynajmniej czterech osób, po dwie na siedmiogodzinną zmianę.

Izolatorium w domu weselnym? I wzruszające bezimienne paczki

Choć – o czym pisaliśmy w poniedziałek – szpital znalazł już dwa miejsca na izolatoria (dla pacjentów oczekujących na wyniki; tu z pomocą pospieszyła Szkoła Wyższa im. Pawła Włodkowica, oddając na ten cel dom studenta, i dla lekarzy – tu pomógł hotel Czardasz), to nadal szuka przynajmniej jeszcze dwóch lokalizacji.

– Jest teraz tyle nieczynnych hoteli i tym podobnych obiektów, ale obawiają się w ten sposób zadysponować swoimi obiektami… Cóż, my to rozumiemy – stwierdził dyrektor Kwiatkowski. – Ale na wszelki wypadek chcemy mieć jeszcze jedno zapasowe izolatorium i jeden zapasowy hotel dla medyków. Dlatego będziemy się zwracać z propozycją współpracy do znajdujących się poza miastem pensjonatów, hotelików, a nawet domów weselnych. Chcemy, żeby w każdym takim miejscu było po 20 miejsc.

Ale choć z tym idzie ciężko, to ludzie cały czas pomagają szpitalowi.

– Nie ma dnia, żebyśmy nie dostali wody, soków, restauracje karmią personel na oddziałach zakaźnym i SOR, dostajemy paczkowaną żywność.

Zdarza się, że ktoś przynosi paczkę, niepodpisaną, bezimienną. W środku jest np. pięć par rękawic, w dwóch rozmiarach. Każdy stara się pomóc, na ile ma możliwości.

– I jesteśmy za tę pomoc bardzo wdzięczni, to naprawdę jest bardzo miłe i podnosi na duchu – zapewniał dyrektor, składając jednocześnie najlepsze życzenia wszystkim, a zwłaszcza swoim pracownikom z okazji przypadającego dziś święta służby zdrowia.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.