Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dyrektor płockiego szpitala wojewódzkiego Stanisław Kwiatkowski przekazał nam informacje o osobach, które mają stwierdzonego koronawirusa.

Chorzy z koronawirusem pod kontrolą

21-letni student (studiuje w Łodzi) jest na oddziale zakaźnym. – Jego stan jest stabilny – powiedział Kwiatkowski. – Zajmują się nim lekarze i spodziewamy się, że może za kilka dni będzie mógł nawet opuścić szpital. Będzie miał wykonane powtórne badania.

W związku z tym, że na oddziale przebywa osoba zakażona, wprowadzono od razu procedury przewidziane na taką okoliczność. Są nieco bardziej rygorystyczne niż w sytuacji, gdy personel ma do czynienia wyłącznie z pacjentami oczekującymi na wyniki testów.

– Po prostu nie ma innego wyjścia – twierdzi dyrektor. – Przecież przygotowywaliśmy się do tego, poznawaliśmy dokładnie te procedury, ćwiczyliśmy je już od miesiąca. Teraz na oddziale zakaźnym mamy w sumie 12 osób; 11 z nich czeka na wyniki.

Jeśli zaś chodzi o kobietę (z naszych informacji wynika, że nie tak dawno wróciła z zagranicy), to jakiś czas temu zgłosiła się sama do szpitala. Tu pobrano od niej materiał do badań i została zgłoszona do domowej kwarantanny, gdzie w izolacji miała czekać na wyniki. Czuła się dobrze.

– Wynik, pozytywny, przyszedł w poniedziałek pod wieczór – mówi dyrektor. – Lekarze zakaźnicy zdecydowali, że kobieta może zostać w domu, ponieważ jej stan zdrowia jest dobry. Została poinstruowana, jak ma się zachowywać w kwarantannie, jak się obserwować. Jest pod stałą kontrolą medyczną, jeśli zauważy u siebie niepokojące objawy, od razu będzie się kontaktować z lekarzami.

Chcesz wejść do szpitala – zostaniesz przepytany

Stanisław Kwiatkowski informuje, że w szpitalu na Winiarach wprowadzono szczególne obostrzenia dla pacjentów i personelu medycznego.

– Wizyty u chorych są wstrzymane – przypomina. – Pacjenci mogą wejść na teren placówki tylko i wyłącznie dwoma wejściami. Tym przy przychodniach specjalistycznych oraz przez szpitalny oddział ratunkowy.

Ale zanim zostaniemy wpuszczeni do środka, pracownicy zatrzymają nas i sporządzą ankietę. Zapytają, czy wchodzący nie wrócił z zagranicy, nie miał kontaktu z osobą zakażoną, zmierzą temperaturę. Wszystko zostanie zapisane i dopiero po tym można będzie udać się do poradni lub na oddział, na który ma się skierowanie. To wszystko ma służyć zwiększeniu bezpieczeństwa zarówno pacjentów, jak i personelu.

Tylko dwa wejścia/wyjścia obowiązują też pracowników szpitala, medyków. I są to inne miejsca niż te przeznaczone dla pacjentów; chodzi o to, żeby dla bezpieczeństwa nie dochodziło do wzajemnych kontaktów.

Dyrektor Kwiatkowski przyznaje, że zdarza się, że niektórych irytują te wszystkie procedury, pytają: a po co to i na co?!

– Ale generalnie zdecydowana większość rozumie sytuację i poddaje się bez protestów tym wszystkim rygorom – mówi szef szpitala. Dodaje, że w ogóle ruch w placówce bardzo się zmniejszył.

W poniedziałek przez oddział ratunkowy przewinęło się 106 pacjentów, z czego 52 zostało przyjętych do szpitala, a reszta, po uzyskaniu porady, wróciła do domów. – I wszyscy oni zostali poddani badaniu ankietowemu, to taka wstępna selekcja, czy ktoś nie stworzy zagrożenia dla innych – raz jeszcze podkreśla dyrektor.

Apel: do szpitala przyjdź w maseczce!

– To oczywiście nie jest nakaz, warunek konieczny – zastrzega Stanisław Kwiatkowski.

Swój apel kieruje do tych osób, które wybierają się albo do szpitalnej poradni, albo ze skierowaniem na oddział: miejcie założone maseczki. Może to być „wyrób domowy”, ale nawet taki w jakimś stopniu może ograniczyć rozprzestrzenianie się groźnego wirusa.

– Chodzi o to, żeby w każdy sposób podnieść bezpieczeństwo własne i personelu medycznego – wyjaśnia dyrektor szpitala na Winiarach.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.