Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W największym zakładzie pogrzebowym w Płocku – Przedsiębiorstwie Pogrzebowym Frydrysiak s.c. – mówią nam, że w związku z koronawirusem wprowadzili pewne ograniczenia. Ale zakład działa jak dotychczas całodobowo, nie notują absencji zatrudnionych.

Nie ma konsolacji

– Do naszego zakładu nie wpuszczamy już tak wielu osób, jak do niedawna – usłyszeliśmy. – Żeby wybrać trumnę, wieńce, czasem przychodzi nawet osiem, dziesięć osób. Do środka mogą wejść co najwyżej trzy, reszta musi czekać na zewnątrz. Ale ludzie to rozumieją.

Pracownicy zakładu, którzy w żałobnych strojach transportują trumnę, zajmują się układaniem kwiatów na grobie itp., zostali wyposażeni w gumowe rękawiczki. Zakładają je pod te białe, które należą do uniformu. Nie noszą maseczek. Jak nam wyjaśniono, dlatego, żeby do i tak smutnej ceremonii nie wprowadzać niepokojącego elementu.

U Frydrysiaka jest sala, na której organizowane są stypy. – Od dwóch tygodni konsolacji nie urządzamy – powiedziała nam pracownica zakładu.

Koronawirus ograniczył liczbę żałobników

W zakładzie starają się przestrzegać zlecających pogrzeby, by stosowali się do zaleceń i ograniczali liczbę osób, które chcą zmarłemu towarzyszyć w ostatniej drodze.

– Ale ludzie sami rozumieją powagę sytuacji – powiedziała nam pracownica przedsiębiorstwa. Od kilku dni, a już zwłaszcza od poniedziałku, na ceremoniach na cmentarzach gromadzi się naprawdę mało osób.

Z relacji pracowników wynika, że na msze pogrzebowe w kościołach przychodzi również daleko mniej żałobników. A ci obecni starają się tak zajmować miejsca, żeby trzymać dystans między sobą.

Same nabożeństwa żałobne również trwają teraz zdecydowanie krócej.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.