Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Skąd taka decyzja? Po pierwsze – trzeba było ją podjąć ze względu na zwiedzających. Gośćmi zoo są w znacznej mierze dzieci. One zakażenie koronawirusem mogą przechodzić bezobjawowo, ale po powrocie do domu mogłyby stać się źródłem zakażenia rodziców czy dziadków.

Po drugie – należy myśleć również o pracownikach ogrodu. Załóżmy, że zaobserwują u siebie niepokojące objawy i będą się musieli poddać kwarantannie. W takiej sytuacji nie miałby kto zaopiekować się dzikimi zwierzakami – mogą to robić wyłącznie specjaliści.

Oczywiście cała załoga zoo zostaje na miejscu i będzie pracować jak dotychczas, aby żaden mieszkaniec ogrodu nie odczuł obecnej sytuacji w negatywny sposób.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.