Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prezydent Płocka Andrzej Nowakowski tak napisał na Facebooku: "Dziś z wieży ratusza o godz. 18 nie popłynie hejnał Płocka. Zamiast niego będzie »Cisza«. W ten sposób chcemy uczcić pamięć naszego Przyjaciela, Huberta Chiczewskiego, miejskiego hejnalisty, który odszedł od nas niespodziewanie. Przez wiele, wiele lat swoją grą na trąbce obwieszczał mieszkańcom i turystom, że Płock ma wielowiekową tradycję i jest miastem dumnym ze swojej historii i dokonań. Cześć Jego Pamięci".

"Dla przydania miastu splendoru, a pospólstwu i przyjezdnym dla uciechy" funkcję trębacza/hejnalisty płoccy radni ustanowili w maju 1998 r. - Ogłosimy publiczny konkurs, który mógłby się odbyć na Starym Rynku - zapowiadali wtedy w ratuszu. W jury mieli zasiąść fachowcy, niewykluczone, że również losowo wybrani płocczanie.

Ale konkursu nie było, bo zgłosił się tylko jeden kandydat. I to właśnie z nim, Hubertem Chiczewskim, urząd miasta podpisał umowę.

Ten hejnał to dla mnie jest raczej nietrudna rzecz do zagrania. Zresztą już wcześniej odgrywałem go na różnych uroczystościach. To także ja nagrałem hejnał na kasetę magnetofonową, z której był puszczany z wieży zegarowej Zamku Książąt Mazowieckich.

Hubert Chiczewski był wówczas po dwudziestce, studiował na I roku wychowania muzycznego w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Kielcach. Wcześniej w Płocku uczył się w Technikum Elektrycznym i średniej szkole muzycznej, gdzie należał do zespołu jazzowego. Na trąbce grał wtedy od ośmiu lat.

Początkowo wcale nie planowałem startować w konkursie - twierdził. - Zdecydowałem się dopiero wówczas, gdy okazało się, że będę studiował zaocznie. Teraz mam sporo czasu, poza tym to naprawdę atrakcyjne i przyjemne zajęcie; jak by nie było - jedna z "najwyższych" posad w mieście.

Przyznawał, że na początku był trochę załamany:

Bałem się wysokości. Najpierw muszę się przecież wdrapać po stromych drewnianych schodach, za chwilę jestem już nad całą starówką, nawet powyżej figur królów Hermana i Krzywoustego, tuż przy niskiej barierce.

Ale szybko się przyzwyczaił...

"Hubert Chiczewski od 19 lat po dwa razy każdego dnia wdrapuje się na wieżę ratusza, wyciąga trąbkę, przyciska ją do ust i gra wciąż tę samą melodię, którą 80 lat temu napisał ks. Kazimierz Starościński. W każde południe i o godz. 18 niosą się nad miastem dźwięki hejnału..." - pisaliśmy w "Wyborczej" w 2017 r.

Hejnalista Hubert Chiczewski na ratuszowej wieżyHejnalista Hubert Chiczewski na ratuszowej wieży IRENEUSZ CIEŚLAK

Z naszego tekstu: Płocczanie i turyści zbierają się przed ratuszem przed godzinami grania hejnału, oglądają potem pasowanie Bolka na rycerza i rozlegają się brawa. Hubert Chiczewski je doskonale słyszy i macha do ludzi. – Ukształtowałem taką tradycję z machaniem – śmiał się trębacz.

– I gram ten hejnał właściwie od 1991 r. Najpierw na ważnych uroczystościach i imprezach, a od 1998 roku już codziennie, jako miejski hejnalista - mówił nam i dodawał, że dla muzyka melodia hejnału nie jest trudna, można ją wykonywać na różnych instrumentach. Choć każdy wykona ją trochę inaczej. – Zresztą ja sam też gram go różnie. To wszystko zależy od pogody, nastroju, myśli, jakie mnie w danej chwili zaprzątają. Pogoda czasem wymusza szybsze albo wolniejsze granie. Lubię grać we mgle, bo wtedy dźwięk niesie się po tej skumulowanej wilgoci.

Każda pora roku przynosi swoje utrudnienia, ale i ułatwienia. Zimą najgorzej jest w mróz, bo wtedy zamarza metalowa, ażurowa podłoga tarasu na wieży i robi się ślisko. A już kilka razy zdarzyło się, że przy temperaturze -20 st. C zamarzł tłok trąbki i nic nie można było zrobić, hejnalista musiał zejść z wieży. Jesienią często przeszkadza wiatr, trudno nabrać powietrza. A latem, jak jest upał, to zanim się człowiek dostanie na samą górę, jest już nieźle spocony i zmęczony. No i te miliony pająków, owadów... Kiedyś na wieży zadomowiły się szerszenie i bardzo im się trąbka spodobała. Ratusz musiał wynająć firmę, która gniazdo usunęła.

„Hejnał płocki” Hubert Chiczewski grał nie tylko w swoim mieście. W 2002 r. wykonał go np. w Krakowie, z wieży mariackiej – na przeglądzie hejnałów polskich miast. Wcześniej, w 1999 r., zagrał go w Zamościu podczas mszy odprawianej przez papieża Jana Pawła II. I co roku 15 sierpnia grał go na przeglądzie w Lublinie.

Hejnał jest jednym z symboli naszego Płocka, tak jak herb czy flaga. Jego brzmienie cenią najbardziej ci, którzy już jakiś czas temu wyjechali z miasta. I ta melodia wciąż gra im w duszach. Kiedy wykonuję nasz hejnał w Lublinie, ludzie podchodzą wyraźnie wzruszeni, niektórzy z wilgotnymi oczami. Bo wróciły do nich wspomnienia rodzinnego miasta. Mam znajomych płocczan mieszkających za granicą i ich emocje związane z hejnałem są równie mocne - opowiadał nam Hubert.

Hubert Chiczewski był też związany m.in. z orkiestrą dętą Siedemdziesiątki, jako prowadzącego wszystkich muzyków można go było spotkać na wielu uroczystościach miejskich, religijnych, pochodach. "Hejnał płocki" odgrywał również na stadionie Wisły (był długoletnim kibicem naszych piłkarzy ręcznych i nożnych) przed meczami.

Czytajcie też:

"Cisza" zamiast hejnału z wieży. Pawła Adamowicza płocczanie pożegnali także przed ratuszem [POSŁUCHAJCIE]

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.