Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W akcji po raz pierwszy udział wzięły Wojska Obrony Terytorialnej – 64. Batalion Lekkiej Piechoty Płock. Kwestarze w mundurach wzbudzali zainteresowanie na cmentarzu.

– Cieszymy się, że mogliśmy wziąć udział w akcji. Ludzie, wrzucając datki, pytali, skąd jesteśmy. Nie wszyscy wiedzą, że w Płocku jest wojsko. Chcielibyśmy to zmienić – przyznaje major Ireneusz Fudała, zastępca dowódcy Batalionu.

Pełną puszkę oddał też Maciej Dąbrowski, przedsiębiorca, jubiler, kandydat na prezydenta Płocka w ub.r. Kwestował na cmentarzu przy Nobertańskiej. Tam spoczywa jego ojciec. – Najpierw poszedłem na grób taty, a potem zabrałem się za zbiórkę. Ludzie chętnie wrzucali i z tego, co widzę, to udało się zebrać całkiem sporą sumę. A tylko godzinę w tym roku stałem, bo w domu zostawiłem chore żonę i córkę. Lecę się nimi zająć... – mówił w biegu Maciej Dąbrowski.

Tymczasem do sztabu po puszkę przyszedł Andrzej Zajdel, prezes Fundacji Zabytków Miasta Płocka im. Bolesława Krzywoustego przy Towarzystwie Naukowym Płockim. Cel akcji „Ratujmy Płockie Powązki” jest więc mu bardzo bliski. Bierze w niej udział od początku.

– Z kolei w ramach fundacji chcemy się teraz zająć remontem grobu Marii i Aleksandra Macieszów i ojca Marii – mówi Zajdel.

Do godz. 14 kwestarze przynieśli w puszkach 18,5 tys. zł.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.