Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wacław Milke był jednym z kwestarzy podczas pierwszej odsłony akcji „Ratujmy Płockie Powązki". Prezes Stowarzyszenia „Starówka Płocka” Jerzy Skarżyński tak wspomina jego udział: – Wtedy, w 2000 roku, pogoda była straszna. Lało, wiało, a on stał niezmordowanie z puszką w bramie cmentarza zabytkowego. Miał kwestować pół godziny, ale ciągle tam był. Podszedłem i mówię, że przemarznie, żeby już poszedł do domu. Spojrzał na mnie tak, że od razu zrozumiałem, że nie ma z nim co dyskutować. Po kolejnych dwóch godzinach poszedł po niego jego syn Andrzej, ale też nic nie wskórał. Po całym dniu Wacław Milke przyniósł puszkę pełną pieniędzy.

Dziś tę społeczną działalność w akcji „Ratujmy Płockie Powązki” kontynuuje jego wnuk Tadeusz Milke. Co roku zbiera datki na cmentarzu przy Norbertańskiej. W zeszłym roku opowiadał nam, że ludzie, wrzucając pieniądze, pytali, a właściwie sugerowali, by w końcu wyremontować jakiś pomnik na tej nekropolii. I w tym roku się doczekali. Za pieniądze z obecnej zbiórki zostanie bowiem odrestaurowany grób proboszcza parafii prawosławnej w latach 1867-87 Włodzimierza Stadnikowa.

– Gdy ludzie pytali, na jakie mogiły w tym roku zbieramy, mogłem z dumą powiedzieć, że między innymi na grób na tym cmentarzu. Nawet prowadziłem i pokazywałem, który to nagrobek. Czułem się jak przewodnik – mówi wyraźnie zadowolony Tadeusz Milke. – Zawsze kwestuję rano. Wtedy jest nieco mniej ludzi, jest nieco ciszej, co skłania mnie do refleksji nad życiem i przemijaniem. Co roku widuję tych samych ludzi, którzy wrzucają datki. Zauważam, że niektórych już nie ma z nami. Teraz spoczywają na tym cmentarzu...

Akcję „Ratujmy Płockie Powązki” organizują Stowarzyszenie „Starówka Płocka” i „Gazeta Wyborcza”.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.