Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Raport specjalny - "Ratujmy Płockie Powązki"

Jak nakazuje tradycja, 1 i 2 listopada na płockich cmentarzach wolontariusze poproszą o wrzucenie datku do kwestarskiej puszki. Na ratunek wciąż czekają kolejne stare mogiły.

W tym roku odbędzie się jubileuszowa kwesta w ramach akcji „Ratujmy Płockie Powązki”. Od dwóch dekad organizują ją wspólnie stowarzyszenie Starówka Płocka i płocka „Gazeta Wyborcza”. Dzięki hojności płocczan i ich gości udało się już odnowić w sumie 38 zabytkowych nagrobków, zbudować dwa nowe, wyremontować kaplicę grobową, zrekonstruować trzy tablice epitafijne i zbudować mauzoleum „żołnierzy wyklętych”.

A wszystko zaczęło się w 2000 r.

Szefową płockiej delegatury wojewódzkiego konserwatora zabytków była Ewa Jaszczak. Miała taką ideę, żeby uratować stare, zniszczone groby, których było mnóstwo na zabytkowym cmentarzu. Jednocześnie temat ten podejmowała na swoich łamach płocka „Wyborcza”.

– Ewa Jaszczak zaprosiła mnie na spotkanie, żeby pokazać na zabytkowym cmentarzu grób rodziny Skoniecznych odrestaurowany za pieniądze urzędu konserwatora zabytków – opowiada Hubert Woźniak, były dziennikarz „Wyborczej”. – I wtedy przyznała mi się, że chciałaby, żeby więcej mogił było na tym cmentarzu odnawianych. Miała pomysł, by powołać fundację, która by się tym zajęła. Pomyślałem, że z fundacją wiąże się ogromna machina administracyjna, której nie warto tworzyć. Podpowiedziałem więc, żeby założyć stowarzyszenie albo zaproponować takie działania któremuś z już istniejących, które w statucie ma działania konserwatorskie. Wspólnie uznaliśmy, że takim jest właśnie stowarzyszenie Starówka Płocka. Postanowiliśmy przeprowadzić zbiórkę podczas Wszystkich Świętych i zaangażować do niej znane w Płocku osoby, które będą twarzami akcji.

Dzień Wszystkich Świętych i akcja Ratujmy Płockie Powązki. W sztabie akcji - Ewa JaszczakDzień Wszystkich Świętych i akcja Ratujmy Płockie Powązki. W sztabie akcji - Ewa Jaszczak Fot. Piotr Augustyniak / Agencja Wyborcza.pl

Woźniak wspólnie z Ewą Jaszczak postanowili oprzeć całą inicjatywę na dwóch filarach: Starówce Płockiej, która formalnie organizowała akcję, i „Gazecie Wyborczej”, odpowiedzialnej za promocję przedsięwzięcia. Przypomnijmy, że były to czasy, kiedy internet nie był jeszcze tak powszechny, a media społecznościowe dopiero miały się narodzić. A pomysłodawcom zależało, żeby informacja o samej akcji, o tym, na co zbierane są pieniądze, dotarła do jak największej liczby ludzi.

– Pamiętam zebranie, które zorganizowała u siebie w biurze pani Ewa. Był m.in. Jerzy Skarżyński ze Starówki Płockiej, a urząd wojewódzki reprezentował Jacek Pawłowicz. Ja przedstawiłem plan akcji i wszyscy byli za! – wspomina Woźniak. – No i wzięliśmy się do roboty. Jerzy Skarżyński ruszył z kopyta. Załatwiał potrzebne zgody, rozmawiał z płocką kurią i proboszczem parafii Ducha Świętego Zbigniewem Zbrzeznym, który odpowiadał wtedy za zabytkowy cmentarz. Z kolei Dorota Zaremba z delegatury Urzędu Ochrony Zabytków zajęła się administracyjną stroną akcji. I to ona wymyśliła nazwę „Ratujmy Płockie Powązki”. Zastanawialiśmy się oczywiście, czy te „Powązki” są odpowiednie. Ale przekonała nas, że skojarzenia z warszawską akcją są pozytywne. Za zrodzenie się akcji odpowiada w rzeczywistości nasza trójka: Zaremba, Skarżyński i Woźniak, z duchowym wsparciem Ewy Jaszczak. Potem w pracę sztabu akcji aktywnie włączył się jeszcze Krzysztof Kamiński z Politechniki Warszawskiej.

Ratujmy 'Płockie Powązki' 2015 - w sztabie akcji Dorota Zaremba i Krzysztof KamińskiRatujmy 'Płockie Powązki' 2015 - w sztabie akcji Dorota Zaremba i Krzysztof Kamiński TOMASZ NIESLUCHOWSKI

Nasz rozmówca pamięta, że wszyscy, których trzeba było prosić o przysługę czy o wydanie jakiejś zgody, byli bardzo otwarci i chętnie służyli pomocą: – Mieliśmy np. problem z pozyskaniem pieniędzy na zakup puszek. Miał nas wspomóc Orlen, ale pojawiła się jakaś formalna przeszkoda i firma nie mogła przekazać nam pieniędzy. Wówczas Andrzej Drętkiewicz, były prezydent Płocka, od razu sam, za własne fundusze, kupił 50 puszek. Adam Łukawski, właściciel drukarni Agpress, za darmo wydrukował plakaty, za darmo rozwieszały je Komunikacja Miejska i Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki

Sztab w namiocie przy małym stoliku

Pierwsza edycja „Płockich Powązek” była dość skromna i została przeprowadzona tylko w jednym dniu – 1 listopada. Ale i tak przerosła oczekiwania organizatorów.

Ratujmy 'Płockie Powązki' 2017. W sztabie akcji - z prawej Jerzy SkarżyńskiRatujmy 'Płockie Powązki' 2017. W sztabie akcji - z prawej Jerzy Skarżyński -

– Kwestarzy było 30–40. Osoby, którym przedstawiliśmy pomysł i zaproponowaliśmy, by zbierały datki, bardzo pozytywnie zareagowały. Nawet pytały, czemu tak późno wpadliśmy na ten pomysł. Nie musieliśmy nikogo szczególnie namawiać – wspomina Jerzy Skarżyński, prezes Starówki Płockiej. – Pogoda była straszna. Lało, wiało… Ale nasi wolontariusze stali niezmordowanie z puszkami. A wśród nich – przy bramie zabytkowego cmentarza – Wacław Milke. Miał kwestować pół godziny, ale on ciągle tam był. Podszedłem, mówię, że przemarznie, żeby już poszedł do domu. Spojrzał na mnie tak, że od razu zrozumiałem, że nie ma co z nim dyskutować. Po kolejnych dwóch godzinach poszedł po niego jego syn Andrzej. Też nic nie wskórał. Po całym dniu Wacław Milke przyniósł puszkę pełną pieniędzy.

Obecnie kwestarze zebrane datki dostarczają do sztabu, który mieści się w akademiku Mazowieckiej Uczelni Publicznej (do niedawna PWSZ) przy ul. Nowowiejskiego. W 2000 r. lokalem sztabu był niewielki namiot wypożyczony z POKiS. Stał w nim jeden stolik, na który wysypywano zawartość puszek i na którym ją liczono.

Liczenie datków w sztabie akcji 'Ratujmy Płockie Powązki', rok 2018Liczenie datków w sztabie akcji 'Ratujmy Płockie Powązki', rok 2018 TOMASZ NIESLUCHOWSKI

– Podczas pierwszej kwesty zebraliśmy 16 tys. zł. Wydawało nam się, że to bardzo dużo pieniędzy. Od drugiej edycji kwestujemy przez dwa dni, także w Zaduszki. Rok temu rozbiliśmy bank! Zebraliśmy ponad 55,5 tys. zł! – cieszy się Skarżyński. – No i wolontariuszy mamy coraz więcej. W tym roku wszystkich zbierających, wraz z osobami w sztabie, które przyjmują i liczą pieniądze, będzie w sumie ok. 170. Identyfikatory i puszki są już przygotowane. Ludzie bardzo chętnie zgłaszają się do pomocy. Swoją drogą, to jest chyba jedyna taka akcja, w której udział biorą wszyscy – od prawa do lewa. Do puszek datki zbierają politycy Prawa i Sprawiedliwości i Platformy Obywatelskiej, duchowni Kościołów i katolickiego, i prawosławnego, i ewangelickiego. A datki wrzuca mnóstwo osób, na wszystkich cmentarzach, na których są kwestarze. Widać, że ta akcja łączy płocczan.

Ale zorganizowanie tego wszystkiego jest dużym przedsięwzięciem logistycznym: trzeba ułożyć misterny plan, kto kiedy i gdzie ma zbierać. Żeby nie było tak, że 10 osób jest w tym samym czasie na cmentarzu komunalnym, a przy Kobylińskiego nie ma nikogo. Oczywiście kwestarze zgłaszają panu Jerzemu, którego dnia będą do dyspozycji. On układa cały „rozkład jazdy”. Ale też podkreśla: – To jest wysiłek wielu osób. Nieocenione są Anna Skorus i Anna Kossakowska, które pracują w sztabie.

I choć ma ogromną satysfakcję, że od 20 lat wszystko pięknie się układa i rozwija, to czasem bywa mu ciężko. Bo od 2000 r. nie bywa 1 i 2 listopada na grobach swoich bliskich. – Ale oni to na pewno rozumieją. Moi rodzice, kiedy jeszcze żyli, byli dumni z tej akcji. Wierzę, że teraz patrzą z góry i nie mają żalu, że odwiedzam ich mogiły w innym terminie – mówi Skarżyński.

Kwesta odbędzie się 1 i 2 listopada:

  • na obu cmentarzach przy al. Kobylińskiego,
  • na cmentarzu komunalnym przy ul. Bielskiej,
  • na cmentarzu garnizonowym przy ul. Norbertańskiej,
  • na cmentarzu prawosławnym przy ul. Norbertańskiej.

Odnowione z zeszłorocznej zbiórki

Za nieco ponad 55,5 tys. zł, które zebraliśmy rok temu, zostały odnowione trzy zabytkowe groby. W pierwszym z nich spoczywa rodzina Kossobudzkich. Ich mogiła jest z tzw. białej Marianny (białego marmuru). Nagrobek został wyczyszczony, zakonserwowany, zabezpieczony hydrofobowo – przed glonami. Mogiła wygląda teraz bardzo okazale – szczególnie krzyż z figurą Chrystusa.

Odrestaurowany jest też grób Zenona Ihnatowicza, płockiego esperantysty, który zmarł w 1911 r. w wieku 21 lat. Jego mogiła, na której widnieją napisy w języku esperanto, była bardzo trudna do odnowienia; trzeba było najpierw usunąć trzy wrosłe w nią drzewa samosiejki. – Musieliśmy także odbudować kryptę, zasklepić ją, zalać betonem i ustawić odnowiony pomnik z piaskowca – wylicza Skarżyński. – Pomnik został wyczyszczony, ubytki są wypełnione, napisy odtworzone. I co ważne, odtworzony jest również krzyż z piaskowca, choć oryginalny niestety się nie zachował.

W trzecim odnowionym grobie spoczywa Andrzej Miłoszewski, uczeń Małachowianki, który zmarł w 1902 r., mając zaledwie 17 lat. W tym przypadku też została wykonana pełna konserwacja, odtworzono również zniszczony krzyż, który był już w kawałkach. – Trzeba też było wzmocnić kryptę, wylać płytę betonową, następnie ustawić podstawę z piaskowca; wcześniej była ceglana i cała pokruszona. Na niej została zamontowana rzeźba nagrobna z krzyżem – informuje szef Starówki Płockiej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.