To był piękny widok - trener na wózku jeździł wokół kortu, a dzieciaki pędziły za nim. Miały za zadanie go dogonić, a nawet przegonić! Potem były dyskusje na korcie - jaka technika, jakie ułożenie ręki. I w końcu - gra. Prawie jak na Wimbledonie
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

I może nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu sporo dzieci trenuje tenisa. Tylko że akurat te dzieci miały utrudnione zadanie. Wszystkie „legitymują się” orzeczeniem o niepełnosprawności, mają autyzm bądź innego rodzaju zaburzenia. Świat stawia przed nimi o wiele większe wyzwania niż przed neurotypowymi dziećmi. A jednak – pokochały rakietę!

Ponad rok temu Karolina Piotrowicz, mama 8-letniej Nadii, uczennicy klasy integracyjnej w Szkole Podstawowej nr 22, założyła na Facebooku grupę „Płockie dzieci niepełnosprawne. Grupa wsparcia”. Dziś należy do niej ponad 120 osób. – Zależało mi na miejscu, gdzie rodzice dzieci ze specjalnymi potrzebami mogliby wymienić się przydatnymi informacjami na temat leczenia, rehabilitacji, wychowania, podzielić opiniami o środkach, fundacjach. A także tak zwyczajnie pogadać o bolączkach codziennego dnia – opowiada. – I faktycznie, grupa swą rolę spełnia. A tenis? Pomysł z tenisem narodził się na początku tegorocznych wakacji. I to zupełnie przypadkowo.

Otóż pani Karolina chciała po prostu sobie pograć. Myślała także o swojej córce – tenis jest bowiem dyscypliną bardzo „wychowawczą”, uczy wytrwałości, poświęcenia, koncentracji.

– Zaczęłam dzwonić, pytać o miejsca na kortach, instruktorów – wspomina nasza rozmówczyni. – Okazało się to wszystko dość kosztowne, dlatego spytałam o zniżki dla dzieci z orzeczeniem niepełnosprawności. Może w Płocku funkcjonuje jakaś grupa dla takich dzieci? Szkółka? Wszyscy odpowiadali – proszę telefonować do Stowarzyszenia Integracyjnego Klubu Tenisa, najlepiej do prezesa Wiesława Chrobota. Tak więc zrobiłam.

Prezes Chrobot przyznał, że takiej grupy nie ma. – Ale jeśli zbierze pani chętnych, coś wymyślimy – obiecał.

Pani Karolinie nie trzeba było dwa razy powtarzać. Skrzyknęła rodziców i w ciągu stworzyła grupę złożoną z 15 dzieci w wieku od lat 6 do 15, z autyzmem, choć nie tylko, chętnych na tenisowe treningi. Prezes podobno aż się zdziwił, że tak ich dużo. Ale jak obiecał – tak zrobił, udostępnił dzieciakom darmowo odkryte korty przy ul. Łukasiewicza. Dwa razy w tygodniu. – W czasie właściwie nieograniczonym, bo nikt nas po godzinie nie wypraszał. Dzieci grały, póki się nie zmachały – śmieje się pani Karolina.

Obejrzyj galerię zdjęć

Do tego doszła opieka aż trzech trenerów – instruktorów na wózkach. I tak zaczęły się zajęcia. Początki nie były łatwe – rodzice jak zwykle chcieli wspierać dzieci we wszystkim i biegali za nimi po kortach, dzieci raz dawały namówić się na wypełnianie poleceń trenerów, innym razem nie miały na to ochoty.

– Powiedziałam – o nie, rodzice siedzą na ławkach. Żadnego „wspomagania” – wspomina pani Karolina. – A dzieciaki bardzo szybko złapały bakcyla, szczególnie te starsze, wpadły w ten tenisowy rytm, zaczęły coraz lepiej grać. Co do młodszych – naszym celem było, żeby były samodzielne na korcie. Bez „cienia” w postaci rodziców potrafiły się skupić i wykonać polecenie. Zresztą wszystkie były wpatrzone w trenerów jak w obrazek. A i oni wykazali się niesamowitą siłą i cierpliwością, żaden nie patrzył na zegarek, wszyscy spokojnie tłumaczyli, co i jak, pokazywali, wymyślali najróżniejsze ćwiczenia.

„Matka założycielka” te niezwykłej grupy tenisowej mówi, że chodziło przede wszystkim o to, by wyciągnąć dzieci z domów, sprzed komputerów, zarazić miłością do ruchu, aktywności. Usprawnić. I czegoś nauczyć. – Czy się udało? Tak myślę. Z czasem okazało się, że dwie godziny na korcie to dla naszych podopiecznych mało!

W czwartek późnym popołudniem na kortach SIKT Płock na stadionie Wisły odbyło się uroczyste zakończenie zajęć. Był grill, podziękowania. Klub Stowarzyszenie Integracyjny Klub Tenisa przygotował dla dzieci dyplomy i torby z nagrodami. Rodzice dzieci podziękowali trenerom, którzy prowadzili zajęcia – Stefanowi Dobaczewskiemu – reprezentantowi Polski w tenisie na wózkach oraz jego dwóm kolegom z klubu SIKT – Cezaremu Chmurze i Marcinowi Niepogodzie.

– Jak to zazwyczaj bywa, początki były trudne – przyznawali zgodnie w rozmowie z „Wyborczą”. – Musieliśmy się poznać, zrozumieć, jakie bolączki mają dzieciaki. Ale szybko nawiązaliśmy dobry kontakt, dzieciaki przyjęły nas bardzo ciepło. Wspólnie wykonaliśmy dużo pracy, ale miło było patrzeć nie tylko na to, jak robią postępy, ale też na ich radość, że ktoś się nimi zaopiekował, pokazał tenis w formie zabawy. Treningi były profesjonalne. Zaczynaliśmy od rozgrzewki, rozciągania, potem był czas na poznanie i szlifowanie techniki gry, a potem były zacięte mecze. Tenis tak wciągnął dzieciaki, że nie chciały schodzić z kortów. Kiedy były zmęczone, robiły sobie przerwę na uzupełnienie płynów i wracały na kort. Dla nas to wielka sprawa, że możemy im pomóc.

Co teraz? Pani Karolina chce, by grupa przetrwała. Może nie w pełnym składzie i już niestety nie w formie bezpłatnej – po zakończeniu dzieci muszą przenieść się na obłożony do granic możliwości kryty kort. Trzeba będzie za niego zapłacić.

– Ale to tylko do końca roku. Potem zaczniemy szukać dofinansowań, wsparcia – planuje nasza rozmówczyni. – Wtedy także pomyślimy o stworzeniu kolejnych grup dla dzieci z orzeczeniem, rozszerzeniu naszej działalności, może w formie szkółki.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem