Oddanie się tej muzyce to podróż w jedną stronę. Po niej już nic nie smakuje tak samo. Najpiękniej śpiewają wiejskie baby - w sobotni wieczór, na koncercie "Barokowe piety", opowiadał Adam Strug.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Strug i zespół Monodia byli bohaterami drugiego dnia Festiwalu Muzyki Jednogłosowej w Płocku. Ich wieczorny koncert poprzedziła msza trydencka, odprawiona po łacinie, ozdobiona śpiewem Płockiej Scholi Gregoriańskiej.

Tu znajdziecie galerię zdjęć

– To jeden z filarów naszej duchowości i naszej tożsamości – mówił Robert Majewski, który w tym roku odpowiada za stronę artystyczną wydarzenia. – Drugi to ludowy śpiew, pieśni wywodzące się z chorału gregoriańskiego, wyraz muzycznego i poetyckiego geniuszu polskiego gminu.

A potem była już tylko Monodia. Panowie przez godzinę śpiewali ludowe pieśni wielkopostne, które rozbrzmiewały w tysiącach wariantów na północnym i wschodnim Mazowszu jeszcze w okresie baroku. Jednym głosem, bez akompaniamentu, lub tylko w towarzystwie liry – opowiadali wypełnionej do ostatniego miejsca katedrze o męce Chrystusa i bólu jego matki językiem przeszłości. Kościół rozświetlały świece, a zasłuchani ludzie wręcz bali się głośniej oddychać. To było właściwie przeżycie mistyczne.

– Ówczesny religijny śpiew ludowy pozbawiony był ozdobników – opowiadał zebranym Adam Strug, śpiewak, instrumentalista, autor piosenek, kompozytor muzyki teatralnej i filmowej oraz założyciel Monodii. – Nie był przeznaczony do występów solowych, ani właściwie w ogóle do występów. Pieśni te bowiem były modlitwami.

Dlatego Strug każdą z pieśni kończył słowem „amen”. I namawiał wszystkich – skutecznie! – do wspólnego śpiewania. Na koniec koncertu cała katedra grzmiała: „Jest drabina do nieba, każdemu nią iść trzeba...”. Strug mówił także o pracy nad odtworzeniem muzyki ludowych pieśni religijnych. Po prostu – o chodzeniu od wsi do wsi i słuchaniu tych, którzy jeszcze je pamiętają i potrafią zaśpiewać. – To podróż w jedną stronę – uśmiechał się artysta. – Po niej już nic nie smakuje tak samo. Bo najpiękniej śpiewają wiejskie baby. To także pewnego rodzaju męczeństwo, bo kiedy raz posłucha się takiej muzyki, to i radio włączyć ciężko.

Niedziela to ostatni dzień festiwalu. O godz. 19 w katedrze rozpocznie się koncert „Płaczcie anieli”. Będzie to występ Justyny Czerwińskiej, młodej śpiewaczki ludowej o pięknej barwie głosu. Jest absolwentką wydziału wokalnego na warszawskim Uniwersytecie Muzycznym im. Fryderyka Chopina, ale jej pasją jest śpiew naturalny. Od 10 lat współtworzy zespół Dziczka specjalizujący się w ludowym śpiewie polskich Rusinów. Justyna Czerwińska wraz z Marią Puzynianką i Agatą Wróbel zaśpiewają pieśni pasyjne z XVII i XVIII wieku. Publiczność usłyszy utwory szlacheckie i gminne z Mazowsza, Podlasia i Rzeszowszczyzny.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem