Ten artyku czytasz w ramach bezp豉tnego limitu

Obejrzyjcie zdjęcia

Oczywiście emocji można było doświadczać na fotelu pasażera, bo za kierownicami aut zasiedli doświadczeni zawodnicy, z mistrzem Piotrem Więckiem na czele. Impreza ruszyła w południe właśnie niedługo potem jeden z samochodów podczas rundy wokół boiska uderzył w bandę. Przez moment wyglądało to dość groźnie, ale zaraz okazało się, że kierowca i pasażer wyszli z tej przygody bez szwanku. Tylko uszkodzony samochód trzeba było odstawić na lawetę.

Tę przejażdżkę zafundował sobie Tomek Draganiak. Nie stracił, bo w ramach rekompensaty zaproponowano mu dodatkową jazdę. I twierdzi, że było bardzo fajnie.

– Kiedy wychodziliśmy z łuku, uderzyliśmy w bandę. Jak zobaczyłem nagle ścianę przed sobą, to się nieco wystraszyłem, ale nic nam się nie stało. Nie, nie bałem się ponownie wsiąść – opisuje zdarzenie Draganiak. – Jestem fanem driftu. Kupiłem voucher, by poczuć tę adrenalinę towarzyszącą takiej przejażdżce. Byłem na zawodach Drift Masters w Płocku, ale jeździłem również do Warszawy, by oglądać zmagania kierowców.

Podobnie o przejażdżce mówi Michał Chęciński.

– Było świetnie! Ja w ogóle uważam, że ten tor powinien nie tylko na stadionie zostać, ale też być ogólnodostępny. Byśmy mieli się gdzie wyszaleć. Uwielbiam jeździć. Na siedzeniu pasażera czułem się trochę dziwnie. Ale było super – opowiadał Chęciński.

Uczestnicy Drift Taxi cieszyli się, że spełniając swoje marzenia o tego typu przejażdżce, mogą jednocześnie pomagać dzieciom. Przypomnijmy, że runda z drifterem kosztowała 50 zł.

Artyku otwarty w ramach bezp豉tnego limitu

Wypr鏏uj prenumerat cyfrow Wyborczej

Nieograniczony dost瘼 do serwis闚 informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazyn闚 Wyborczej.