Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Konferencja trwa – tu znajdziecie mnóstwo informacji

Program

„Pożytki z Wisły. Rzeka dzika czy żeglowna?” – taki był temat pierwszych zorganizowanych w „Małachowiance” warsztatów. W szkolnej sali usiedli naukowcy, samorządowcy, urzędnicy, studenci i społecznicy z Płocka, Warszawy, Torunia, Bydgoszczy. Ekolodzy – zwolennicy bardziej naturalnego wydania Wisły, bojownicy o rzekę głęboką, uregulowaną i żeglowną, ci, którym zależy, by była jak kiedyś domem dla łososi i jesiotrów, i ci, którym marzy się gwarne nabrzeże z festiwalami i imprezami.

Galeria zdjęć z warsztatów

Moderatorką była Justyna Olszańska z firmy konsultingowej Yes Consensus. Poprosiła, żeby najpierw wszyscy wymienili funkcje Wisły. Odpowiedzi było mnóstwo, choć nie zabrakło antagonizmów. Rzeka powinna być atrakcją turystyczną, miejscem rekreacji, także szlakiem żeglownym, który zmieni oblicze naszego transportu i zapewni ludziom miejsca pracy, i jeszcze korytarzem ekologicznym, oazą nieskażonej przyrody i dziedzictwa kulturowo-historycznego. Do tego zbiornikiem retencyjnym i siłą przyrody, która zamiast zagrażać, powinna zapewniać bezpieczeństwo.

Potem, już w grupach, uczestnicy wybierali zadanie, nad którym będą pracować. Przy jednym stoliku usiedli ze sobą ekolog i wodniak, społecznik i urzędnik (w dodatku co pewien czas wszyscy zmieniali stolik!) – w sumie było to pięć grup. Jako tematy do przepracowania wybrały sobie wiślane: bezpieczeństwo, żeglowność (rzeka jako droga wodna), turystykę, środowisko, dziedzictwo kulturowo-historyczne.

Zadania były jasne – wyznaczamy sobie cel, określamy, jak go osiągnąć, określając przy okazji zagrożenia, jakie przyniosą ze sobą te działania, oraz szanse i korzyści, jakie one stworzą.

Najważniejszym wnioskiem okazało się, że grzechem głównym wobec Wisły jest zaniechanie. Nie może być dłużej tak, jak jest – rzeka nie może sobie po prostu płynąć, bez pomysłu na jej wykorzystanie, bez wizji, czym ma być. – Bo teraz wpada po prostu do Bałtyku, właściwie bezużytecznie. A przy okazji raz na jakiś czas wylewa – mówili uczestnicy spotkania.

Bardzo wysoko na liście priorytetów znalazło się bezpieczeństwo. Należy traktować je całościowo, zrozumieć, że to, aby Wisła nie wylewała w okolicach Płocka, zależy także od rozwiązań w jej górnym biegu, od bagien nad Biebrzą i zbiornika retencyjnego na Narwi. Po drugie – konieczne jest zwiększenie retencji, spływu mas wody. A to wiąże się z regulacją rzeki, walką z jej wypłyceniem. Bo u nas jest tak – zaraz po dużych powodziach wszyscy rzucają się do pogłębiania. A potem o tym zapominają aż do następnej tragedii. Liczą się także sprawność reagowania kryzysowego, wzrost świadomości ludzi (nie tak jak np. w przypadku pewnego rolnika gdzieś z centralnej Polski, który rozkopał wał, bo zasłaniał mu widok z okna). I – co właściwie najważniejsze – jeden plan, jeden pomysł na rzekę, który pogodzi wszystkie środowiska i w końcu umożliwi działanie.

Kolejny priorytet to droga wodna, czyli Wisła żeglowna, bezpieczna i przyjazna, licząca się w systemie międzynarodowych dróg wodnych – wiąże się to z kaskadyzacją rzeki, regulacją koryta, budową nabrzeżnej infrastruktury, budową statków. Korzyści? Tani i niskoemisyjny transport, miejsca pracy, innowacje. Zwolennicy tego podejścia wyliczali, że jedna złotówka zainwestowana w żeglowną Wisłę daje 6 zł zysku. Choć i oni widzieli zagrożenia – degradację nadrzecznych obszarów Natura 2000, ryzyko powodzi, koszty i wizję, że do rzeki nigdy nie powrócą wędrowne ryby.

Następna propozycja: turystyka, czyli spotkajmy się nad Wisłą. Co jest potrzebne do takiego spotkania? Zintegrowany plan, odpowiednia infrastruktura i imprezy. Co zyskujemy? Nowy wymiar spędzania czasu, promocję regionów, rozwój gospodarczy, edukację – także ekologiczną. Co możemy stracić? Nieskażoną (miejscami) nadwiślańską przyrodę.

Padł też postulat „Wisła ostoją natury”. Kiedy taką będzie? Najważniejszym znakiem ma być powrót do rzeki jesiotrów i łososi. Wskazywano też na dziedzictwo historyczno-kulturowe, na potrzebę docenienia przez ludzi, jak wiele znaczyła Wisła dla kraju i jakie skarby kryje. Tu pole do popisu mają organizacje pozarządowe, stowarzyszenia, lokalne fundacje. To one mogą kultywować tradycje starych przystani, edukować o portach, promować zapomniane zwyczaje. Tak, by wypromować Wisłę i w ogóle – Polskę.

Nasi warsztatowicze nie zawsze się zgadzali. A ich założenia czasem się wykluczały – ekipa „środowiskowa” postulowała powrót łososia i jesiotra, na który nie będzie szans, gdy wygra opcja żeglowna. Wszyscy byli jednak zgodni – powoli dojrzewamy do stworzenia jednego planu, jednego pomysłu na rzekę, przestrzeni, w której wszyscy muszą po prostu dojść do porozumienia. Inaczej nie zmieni się nic.

Co ciekawe, choć drugi warsztat nosił tytuł „Jak wykorzystać potencjał Wisły”, przyniósł podobne wnioski jak pierwszy. Czyli że trzeba porozumienia wszystkich, którzy zajmują się turystyką, promocją, biznesami, tworzeniem bazy hotelowej, żeglugą itd. Uczestnicy tego warsztatu mówili o potrzebie wzajemnych, bezpośrednich relacji i kontaktów, zadzierzgających się przyjaźni, które będą sprzyjać pomaganiu sobie, wymianie doświadczeń. Była też mowa o tym, że należy stworzyć spójny plan wiślanego programu, ale także – ustanowić faktycznego, jednego gospodarza rzeki. Bo teraz zarządza nią tak wiele instytucji, że trudno jest planować przedsięwzięcia mające ściągnąć ludzi na i nad wodę, skoro nie wiadomo, do kogo się zwrócić o pozwolenia i decyzje.

Justyna Olszańska poprosiła, by uczestnicy wskazali, kogo chcą przyciągnąć do Wisły. Dokładnie, bo słowo „ludzie” to zbyt szerokie określenie. Padły więc uszczegółowienia: lokalnych mieszkańców, młodzież, rodziny z dziećmi, sportowców wodniaków, turystów krajowych, zagranicznych. Ale jak to zrobić? Podawano wielorakie rozwiązania – od zorganizowania spójnego dla całej Wisły wodnego ratownictwa, poprzez oznakowania turystyczne i żeglowne, także nocne, stawianie hoteli, marin, pól namiotowych, wypożyczalnie sprzętu wodnego, zabawek na plażach, budowę ścieżek rowerowych czy – co bardzo ważne – infrastruktury sanitarnej. Ale też przekonywanie lokalnych władz do tych pomysłów, a nawet pokazywanie im, jak fajnie działają różne rozwiązania i pomysły w innych miejscach, a także tworzenie systemu zachęt, choć poprzez zmniejszenie podatków przez samorządy.

Co było najważniejsze na całych warsztatach? Podsumowali to sami uczestnicy: – Super, że mogliśmy się spotkać, porozmawiać, wymienić uwagami i doświadczeniami. Tego nam brakowało.

Na koniec prawie wszyscy wymienili się wizytówkami.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.