Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mnóstwo informacji o konferencji "Wisła szansą na rozwój" - na wyborcza.pl/wisla

Program

W piątek w płockiej Małachowiance odbywa się ogólnopolska konferencja „Wisła szansą na rozwój”. Organizujemy ją razem z Samorządem Województwa Mazowieckiego, naszym partnerem merytorycznym jest Fundacja Rok Rzeki Wisły. Parę dni wcześniej właśnie o Wiśle rozmawialiśmy z przedstawicielem naszych płockich wodniaków.

Anna Lewandowska: Do jakiej Wisły pan tęskni?

Paweł Śliwiński: Przede wszystkim do takiej, na której jest bardzo dużo jednostek pływających. Zarówno tych związanych z żeglugą, jak i z rekreacją. Do takiej Wisły tęsknię, na której – kiedy by się na nią nie spojrzało – jest ruch.

Kiedyś rzeczywiście był...

– Pływały barki z towarami w górę i w dół rzeki, statki pasażerskie, a zwłaszcza przepiękne bocznokołowce, majestatyczne parowce, bardzo dużo jednostek pod żaglami, jachtów. Nie ma już szans, żeby zobaczyć bocznokołowce, a to wielka szkoda.

Paweł ŚliwińskiPaweł Śliwiński PIOTR AUGUSTYNIAK

Ale to chyba nie tylko sentymentalna tęsknota za widokami jakby żywcem wyjętymi ze starych pocztówek?

– Nie tylko. Ale ja pochodzę z rodziny, która od pokoleń pracowała na rzece. Pradziadek i dziadek byli wiślanymi kapitanami. Dzieciństwo spędzałem u dziadka, który mieszkał w Płocku nad samą Wisłą – niestety, dziś właściwie prawie wszystkie domy, których wtedy było tam dużo, już nie istnieją. U dziadka poznałem jego sąsiadów wodniaków pracujących np. w Żegludze Warszawskiej – to była jedna wielka rodzina, wspaniali ludzie. I to wszystko zostaje w sercu. Ci ludzie pracujący na statkach tworzyli niezwykły klimat, którego nie da się wymazać z pamięci.

Pocztówka ze starego PłockaPocztówka ze starego Płocka ARCHIWUM

 Co się więc stało z rzeką, że tak posmutniała i opustoszała?

– No chyba miała pecha...

???

– Przede wszystkim po wojnie znacjonalizowano żeglugę. Gdyby, tak sądzę, przez cały okres po II wojnie światowej byli prywatni armatorzy, obraz Wisły byłby dziś inny.

A co mogliby zrobić? Sami przecież nie prowadziliby pogłębiania rzeki, żeby utrzymać jej żeglowność, nie zabraliby się za zabezpieczanie brzegów i inne roboty.

– Ale tworzyliby silne lobby na rzecz Wisły. Stanowiliby grupę nacisku i nie dopuściliby do zniszczenia starej floty i do tego, że żegluga całkiem zanikła. Przedsiębiorstwa państwowe związane z rzeką w okresie transformacji ustrojowej i towarzyszącego jej kryzysu nie miały własnych pomysłów na biznes. Niektórzy armatorzy widzieli już dużo wcześniej, co się święci. W płockim Archiwum Państwowym zachował się list Jerzego Górnickiego, byłego dyrektora Polskiej Żeglugi Rzecznej „Vistula”, w latach 30. XX wieku największej i najpotężniejszej na Wiśle, napisany w latach 50. do Ministerstwa Transportu. Apelował w nim, by pozwolono mu reaktywować spółkę i działać w sposób rynkowy. W zasobach archiwum odpowiedzi z ministerstwa nie ma, zapewne nikt Górnickiemu nie odpisał.

A Wisła to była przecież praca.

– Głównie praca. Płock przed wojną funkcjonował głównie dzięki rzece, bardziej niż dzięki fabrykom sprzętu rolniczego Marguliesa czy Sarny. To dzięki rybactwu, piaskarstwu, portom żyło miasto. Stocznia i port po radziwskiej stronie były przez 10 lat ręcznie kopane, dużo ludzi miało przy tym zatrudnienie.

Zastanawia mnie, co się stało, że od rzeki ludzie odwrócili się w ogóle, a przecież nie tak dawno, parę dziesiątków lat temu, pełno ich było w ciepłe dni choćby na plaży. Teraz nawet molo nie przyciąga tłumów.

– Cóż, teraz trzeba by zlikwidować jakoś tę barierę 11 pięter, które dzielą wysoki brzeg od Wisły. Czasy się zmieniły, staliśmy się wygodni, bez samochodu na nabrzeże trudno się dostać. Zresztą Płock sprzed 60 lat to było miasto z 30 tys. mieszkańców, którzy mieli inne tradycje i korzenie. Wraz z budową kombinatu wszystko zmieniło się o 180 stopni. Na pierwsze miejsce wybiła się chemia, stała się ważniejsza niż Wisła. I coraz mniej ludzi mieszkało nad wodą. Zburzono większość domów, żeby ratować skarpę. Niegdyś żyły tam 3 tys. ludzi, ja sam pamiętam czasy, gdy było ich ponad tysiąc. Wtedy nad rzeką były tłumy. I były statki. Warto przypomnieć, że duże osiedle mieszkaniowe na zboczu skarpy zaczęli burzyć już Niemcy. Po wojnie burzenie trwało nadal. A mój dziadek mieszkał w domu, który stał dokładnie tam, gdzie teraz jest amfiteatr.

No i co będzie z naszą Wisłą dalej? Na pewno pan o tym myśli.

– Tę przyszłość widzę w dwóch aspektach. Pierwszy to samo miasto – powinno się w Płocku gruntownie przebudować nabrzeże, by stało się naszą perłą turystyczną. Kiedy puszczam wodze fantazji, widzę pięknie zagospodarowany teren od Sobótki aż do nowego mostu. I na nim – Muzeum Wisły, o które jako Towarzystwo Przyjaciół Płocka zawsze będziemy się starać, zwłaszcza że eksponatów nie brakuje. Albo skansen technologiczny związany z kulturą wiślaną, coś na wzór Centrum Nauki Kopernik. Druga zaś rzecz – to rzeka, którą trzeba ożywić. Już odradza się żegluga pasażerska. A biorąc pod uwagę setki tirów, które jeżdżą z północy na południe, to aż się prosi, by wykorzystać nasz najstarszy szlak handlowy. Na zachodzie Europy nawet 70 proc. towarów płynie drogami wodnymi. A u nas z Gdańska czy Gdyni wszystko wyjeżdża na kołach.

Tyle że Wisła obecna nie jest w takim stanie, by mogła stać się wodną autostradą.

– Pewnie, że trzeba na to czasu, ale przecież od morza do Warszawy infrastruktura już jest, są lub budują się porty. Chodzi o transport wodny kontenerowy, w kontenerach na barkach da się przewieźć prawie wszystko. Taki kontenerowiec to „rzeczny tir”, ujmując rzecz obrazowo, ale może zabrać tyle ładunku co 40 albo więcej wielkich ciężarówek. Ostatni, wiosenny rejs kontenerowy zorganizowany przez Samorząd Województwa Kujawsko-Pomorskiego pokazał, że jest to możliwe.

A co z ekologami, którzy mają mocne argumenty przeciwko użeglowieniu Wisły?

– Ich argumenty i nasze da się pogodzić.

Tak? Naukowcy alarmują, że realizacja ministerialnych planów użeglowienia Wisły doprowadzi „do zwiększenia zagrożenia powodziowego, silniejszych susz, spowoduje straty gospodarcze, powiększenie deficytu budżetowego, potencjalne konflikty o wodę, wreszcie doprowadzi do dewastacji polskiej przyrody o europejskim znaczeniu”.

– Zapytałbym więc ekologa – przeciwnika żeglownej Wisły, czym przyjechał na konferencję w Płocku: samochodem czy dorożką, jak dawniej? Bo jeśli widzi zagrożenia dla środowiska w żegludze, to czemu korzysta z auta? Mówią, że stopnie wodne na rzece zniszczą całe życie toczące się w wodzie. A weźmy np. tamę we Włocławku – choć nie jestem jej entuzjastą, bo miała być częścią większej całości, ale prace zostały zarzucone. W utworzonym dzięki niej tzw. jeziorze włocławskim jest całkowicie zachowany ekosystem, flora i fauna mają się dobrze. Kolejny argument ekologów – że wybetonuje się brzegi. Skąd oni to wzięli? Brzegi są betonowe tylko przy miejskich bulwarach.

Jednak dobrze byłoby zachować dzikość Wisły.

– Tak, słyszałem, że Wisła to ostatnia dzika rzeka Europy. Jakim cudem jest dzika, skoro już od XIX wieku była regulowana? Książę Drucki-Lubecki zaprosił fachowców z Francji, którzy prowadzili takie prace na Wiśle w granicach Królestwa Polskiego, a tzw. rzeka pruska – od Torunia w dół – była przez Niemców doskonale uregulowana. 200 lat żeglugi zostawiło więc swój ślad i jakoś nie zniszczyło rzeki. Dużo bardziej katastrofalne dla niej i ludzi były zakłady przemysłowe i ich ścieki.

No to jak się dogadać?

– To jest tylko kwestia normalnego funkcjonowania. Czemu rzeka i życie na niej stają się reliktem? Po konferencji w Płocku spodziewam się, że będzie to kolejny głos pokazujący problem, którym trzeba się zająć. Ważne, że temat jest podejmowany, że rozmawiamy. Po tej dyskusji w naszym mieście będą następne i w końcu coś z tego wyniknie. A dla mnie ważne jest, że Płock znów stał się ważnym punktem na Wiśle i że jak w latach 30. ubiegłego wieku, kiedy to płoccy armatorzy stworzyli największą żeglugę na rzece, tutaj właśnie odbędzie się tak istotna dyskusja.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.