Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Obejrzyj reportaż multimedialny „Tajemnicze wzgórza w Kobiernikach”

Odpady segregujemy po to, żeby jak najskuteczniej móc je wykorzystać. Obecne przepisy stanowią, że na składowisko może trafić maksymalnie 50 proc. wszystkich naszych śmieci, w postaci ustabilizowanej. Do 2030 r. będzie można składować tylko 10 proc. takich odpadów. Cała reszta musi zostać przetworzona, poddana recyklingowi lub odzyskowi. Dlatego tak ważne jest, żebyśmy już we własnych domach odpowiednio segregowali odpadki. Im lepiej to robimy, tym dokładniejszy i tańszy jest cały proces. W zakładzie Przedsiębiorstwa Gospodarowania Odpadami w Kobiernikach od dawna już nic nie ląduje na jednej kupie.

My posegregowaliśmy, ale co dalej?

Przeczytaj: Jak segregują płocczanie... Albo oszukujemy, albo nie umiemy

No właśnie... To nas bardzo często zaprząta – czy nasz wysiłek w ogóle czemuś służy? Czy fakt, że domowymi śmieciami obdzieliliśmy wszystkie pojemniki do selektywnej zbiórki odpadów, coś znaczy?

Wiceprezes Katarzyna Jakubowska i specjalista ds. handlu Zbigniew Nowak z PGO opowiadają: – Śmieciarki przyjeżdżają na osiedla po wysegregowane odpady według harmonogramu, ładują zawartości pojemników i przywożą je do naszego zakładu w Kobiernikach. Najlepiej, gdyby taki samochód miał dwie lub trzy komory, to pozwoli na odseparowanie od siebie poszczególnych grup odpadów. W Kobiernikach sprawdzamy, co zostało przywiezione, czy zgadza się to z deklaracją złożoną przez kierowcę. Jeśli tak nie jest, wtedy nadawany jest odpowiedni kod temu transportowi odpadów.

Tu warto wyjaśnić, że od połowy 2016 r. układ jest taki: płocki ratusz płaci przewoźnikom za odbiór od mieszkańców i dostarczenie odpadów do zakładu w Kobiernikach, a Przedsiębiorstwu Gospodarowania Odpadami za ich zagospodarowanie. Za tonę odpadów zmieszanych – 320 zł netto, a za tonę selektywnie zebranych – 20 zł netto. Dla spółki to dobre rozwiązanie, bo miasto jest bardziej sumiennym płatnikiem. A dla nas to sygnał, że warto segregować śmieci, bo mniej z kasy miasta, czyli z pieniędzy nas wszystkich, jest wydawane na ten cel. Więcej – jeśli do Kobiernik trafia surowiec wtórny w czystej postaci (np. makulatura, szkło, metal itp.), to za dostarczenie tony tego typu odpadów PGO płaci dostawcy, w tym miastu, 50 zł.

Jak to jest ze śmieciarkami?

To nas często denerwuje, bo po śmieci przyjeżdża pojazd, który wszystko razem pakuje do jednej komory, choć my pracowicie oddzielaliśmy butelki, gazety, plastiki...

– Faktycznie, w Płocku mamy obecnie śmieciarki jedno-, ale i dwukomorowe – mówi nam Donata Giuliani, szefowa Oddziału Gospodarowania Odpadami w płockim urzędzie miasta. – Ale na przykład sprzed domów jednorodzinnych odbierane są odpady posegregowane w workach, więc śmieci nie mieszają się ze sobą.

Bez śmieciarek nie dałoby się żyć w mieście, ale czy mogą mniej przeszkadzać?Bez śmieciarek nie dałoby się żyć w mieście, ale czy mogą mniej przeszkadzać? Fot. Tomasz Niesłuchowski / Agencja Gazeta

Poza tym wśród pojazdów odbierających śmieci są tzw. siatkowce. Na pewno je czasem widzicie – mają skrzynie wykonane z siatki. I również siatką wydzielone są wewnątrz poszczególne części. Do nich wrzucana jest zawartość kontenerów na selektywną zbiórkę odpadów, tzw. dzwonów. Z boku wygląda to rzeczywiście tak, jakby wszystko lądowało w jednej skrzyni, ale w rzeczywistości jest dokładnie tak, jak być powinno.

– Od 1 lipca wprowadzimy zasadę, że jeśli śmieciarka nie posiada oddzielnych komór, to będzie mogła zabierać tylko jeden rodzaj odpadów – zapowiada Giuliani. – Tak więc będą na nią ładowane albo same plastiki i metal, albo tylko makulatura lub szkło itd.

Teraz pytanie: co się z naszymi śmieciami dzieje dalej?

Przeczytaj: Myślmy praktycznie i ekologicznie, czyli jak prawidłowo segregować swoje śmieci

Tropem naszych śmieci

Odpady selektywnie zebrane, poza biodegradowalnymi, w Kobiernikach trafiają do magazynu nr 19. Tutaj na odrębne pryzmy zsypywane są makulatura, szkło, metal, plastik. Niestety, nie jest to koniec segregowania, bo w praktyce pracownicy muszą to wszystko przejrzeć raz jeszcze. W pierwszej kolejności wysortowują szkło. Butelki plastikowe, tzw. PET-y, rozdzielają kolorami: na niebieskie, zielone i bezbarwne. Oddzielają też opakowania po chemii domowej, z których wyodrębniają miękkie i twarde (na przykład plastikowe skrzynki, butelki po płynach do mycia naczyń, szamponach). Separatory na taśmociągu za pomocą elektromagnesów wychwytują metale, ale już puszki aluminiowe są wybierane ręcznie. Oddziela się też duże płachty folii.

Dodatkowo wysortowywana jest makulatura. Ta dobrej jakości to na przykład niezabrudzone gazety czy kartony.

Wszystkie te rzeczy są sprzedawane firmom zajmującym się recyklingiem. Decyduje najwyższa zaoferowana cena.

A teraz odpady bio. Jeśli są czyste, niezabrudzone jakimiś reklamówkami czy popiołem, idą do kompostowni; z nich można wytworzyć polepszacz do gleb. PGO stara się właśnie o certyfikat na jego produkcję.

Odpady komunalne zmieszane zaczynają zaś swoją wędrówkę na taśmociągu. Najpierw pracownicy usuwają z nich odpady zbyt duże jak na taśmę – żeby nie tarasowały drogi innym przedmiotom. I tu okazuje się, jak lekko traktujemy sprawę segregowania. Trafiają się bowiem jakieś meble, stołki, elementy innych sprzętów, lodówki, opony, stare zlewy czy kabiny prysznicowe. Co popadnie. Trzeba te zawalidrogi wyłapać i przenieść do magazynów; stąd są przekazywane do zainteresowanych nimi odbiorców.

Przeczytaj: Stok narciarski na spalarni, czyli jak świat radzi sobie z odpadami

W pierwszej kabinie sortowniczej rozrywane są worki ze śmieciami, które wyrzuciliśmy do naszych altanek śmietnikowych. Z nich wybiera się szklane butelki i inne odpady tarasujące – duże szmaty, wielkie gąbki, drewno, ubrania. To, co zostaje, przesiewa się przez wielkie sito. Spadają pod nie np. odpady biodegradowalne, które wędrują do kompostowni. To tzw. frakcja podsitowa.

Jest też frakcja nadsitowa, czyli to, co zatrzymuje się na górze. Taśmociąg przenosi te rzeczy do drugiej komory sortowniczej, w której pracownicy znów wybierają z taśmy plastik, folię, makulaturę, puszki aluminiowe itp. Wszystko jest potem prasowane na kostki o wymiarach 1 m na 80 cm na 1 m – takie sześciany zabierają recyklerzy.

Pozostałości frakcji nadsitowej o wartości kalorycznej powyżej 6 MJ/kg są z kolei przekazywane producentom paliwa alternatywnego, które jest wykorzystywane na przykład w cementowniach.

Odpady wielkogabarytowe, do których zaliczają się też na przykład zlewy, wanny i inny tzw. biały montaż, stare okna, drzwi itp., również trafią do zakładu w Kobiernikach. Zużyte opony, wielkie tekstylia, szmaty wylądują ostatecznie jako opał w cementowni, a wszystko inne jest rozbierane na czynniki pierwsze i grupowane według asortymentu. Zakład sprzeda to recyklerom. Z twoich starych mebli na przykład powstaną nowe płyty meblowe. A wielkie gąbki z siedzisk kanap po przetworzeniu i dezynfekcji mogą znów trafić do twojego domu jako wypełniacz pluszaków.

Przeczytaj: Czy wiesz, że...? Czyli co warto i należy wiedzieć na temat śmieci

Powtórzmy więc raz jeszcze: im bardziej przykładasz się do segregowania odpadów, im bardziej ekologicznie myślisz, tym mniej śmieci ląduje w lasach, na dzikich wysypiskach i tym więcej my jako społeczeństwo możemy zaoszczędzić. Ta oszczędność musi się jednak zacząć już w twoim domu.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.