Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Obejrzyj reportaż multimedialny „Tajemnicze wzgórza w Kobiernikach”

Pewnie trochę tego i tego. Od 1 lipca 2013 r. powinniśmy – zgodnie z ustawą – już w naszych domach prowadzić selektywną zbiórkę odpadów. I uiszczać opłatę tzw. śmieciową. Całą Polskę zalała wówczas fala buntu, jako że stawki tychże opłat były w wielu gminach wyższe niż obowiązujące przed tym terminem. W dodatku ustawodawca nie ujednolicił ich dla całej Polski, określenie wysokości „podatku śmieciowego” zostawił samorządom. Bo to właśnie samorządy na swoim terenie są odpowiedzialne za gospodarkę odpadami komunalnymi.

Przeczytaj: Czy wiesz, że...? Czyli co warto i należy wiedzieć na temat śmieci

W Płocku nieprzerwanie od 2013 roku płacimy 11 zł od osoby, jeśli zadeklarujemy segregowanie naszych śmieci, oraz 16 zł – jeśli nie chcemy tego robić. Wielu specjalistów, nie tylko w naszym mieście, uważa jednak, że ta różnica jest zbyt mała i ci, którzy wszystko wrzucają jak leci do śmietników, powinni płacić zdecydowanie więcej niż osoby, które podejmują trud selekcjonowania. Po to, by tym ostatnim dać motywację.

Aktualnie – podaje Donata Giuliani, kierowniczka Oddziału Gospodarowania Odpadami w płockim ratuszu – oba typy deklaracji złożyło 102 510 mieszkańców (stan na 31 grudnia 2016 r.). Czyli o jakieś 20 tys. mniej niż jest nas wg danych Głównego Urzędu Statystycznego.

Przeczytaj: Stok narciarski na spalarni, czyli jak świat radzi sobie z odpadami

W urzędzie miasta trwają kontrole, bo najwyraźniej sporo osób lekceważy sobie ten obowiązek. Jednym ze sposobów jest weryfikacja zużycia wody, zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Infrastruktury z dnia 14 stycznia 2002 r. w sprawie określenia przeciętnych norm zużycia wody. Bo jeśli ktoś z niej korzysta, to znaczy, że mieszka pod danym adresem, a skoro mieszka, to produkuje odpady.

– Choć w części te dysproporcje między deklaracjami a liczbą mieszkańców mogą wynikać z tego, że ktoś jest w Płocku zameldowany, a przebywa w innym mieście, np. na studiach – dodaje Giuliani. – Zastanawiającym zjawiskiem są jednak wcale niezmniejszające się dzikie wysypiska. Od lat ląduje na nich 150 ton odpadów rocznie! To zarówno stare pralki czy wersalki, całe góry ściętej trawy i odpadów budowlanych, ale i zwykłe worki z obierkami, papierzyskami czy starymi butami. Dlaczego tak się dzieje? Przecież akurat w Płocku odbiór odpadów mamy zorganizowany w najbardziej dogodny dla ludzi sposób, niemal sprzed drzwi. I wszystko mieści się w tej jednej zadeklarowanej opłacie.

No właśnie, deklaracje. 76 proc. z nich wybiera opcję z segregowaniem odpadów, a tylko 24 proc. woli zapłacić więcej i się „nie bawić” ze śmieciami. Byłoby pięknie, ale...

W ubiegłym roku do zakładu w Kobiernikach przywieziono 64 431,08 t odpadów komunalnych. Fakt, także z innych gmin, ale z Płocka najwięcej. I co się okazało? Aż 49 434,4 t (z Płocka 31 061 t) stanowiły odpady zmieszane, nieposegregowane.

Czy to oznacza, że oszukujemy? Na pewno w jakieś części tak. Zwłaszcza że bardzo trudno, zwłaszcza w blokowiskach, ustalić, kto jakie śmieci wynosi do śmietnika. W dodatku ustawa nie określa wysokości kary jako takiej. Jak mówi nam Donata Giuliani, w przypadku uzasadnionych wątpliwości co do danych zawartych w deklaracji prezydent w drodze decyzji może zwiększyć stawkę z 11 na 16 zł.

Druga rzecz, że większość z nas nie zna dokładnie zasad segregowania, a w związku z tym popełnia wiele błędów. Dlatego w kolejnym artykule opowiemy wam, jak się to powinno robić prawidłowo.

Przeczytaj: Myślmy praktycznie i ekologicznie, czyli jak prawidłowo segregować swoje śmieci

Przeczytaj: To jednak ma sens! Czyli śmieci się przydająhttps://plock.wyborcza.pl/plock/7,35681,21728345,to-jednak-ma-sens-czyli-smieci-sie-przydaja.html#BoxLokPlocImg

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.