Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Obejrzyj reportaż multimedialny „Tajemnicze wzgórza w Kobiernikach”

Z tym że my, Polacy, dopiero się tego uczymy. Charakterystyczne, że wielu naszych emigrantów miało w krajach, do których się udali, sporo zatargów sąsiedzkich oraz całkiem poważnych problemów właśnie z powodu śmieci.

Tysiąc funtów kary dla Marceliny

W 2010 r. „Polish Express” opisywał między innymi przypadek pewnej Polki, która w Anglii nie radziła sobie w nowej rzeczywistości. „Spory rozgłos zyskała niedawno sprawa Marceliny L. z Northampton. Lokalny council pozwał ją do sądu o wystawianie worków na śmieci w inne dni, niż zaplanowana była ich wywózka. Groziła jej grzywna w wysokości tysiąca funtów. Polka tłumaczyła, że nie ma gdzie w domu przechowywać odpadków. Poza tym nikt nie poinformował jej o obowiązku surowego przestrzegania terminów ich wystawiania. – W tej sytuacji zebraliśmy dowody ustawicznego wystawiania śmieci przez panią L. na kilka dni przed terminem ich usuwania – informuje Michelle Nichols z miejscowego councilu. – Wielokrotnie również rozmawialiśmy z nią na ten temat, a nawet wysłaliśmy listowne ostrzeżenie – raportuje. Wreszcie urząd nałożył na nią grzywnę w wysokości 1000 funtów. Gdy odmówiła jej zapłaty, wkroczył na drogę sądową. Sprawę wycofał, gdy Marcelina L. zdecydowała się w końcu uiścić mandat w jego pierwotnej wysokości”.

Portal opisywał też kłopoty Piotrka. Jego pierwszy wynajęty w Wielkiej Brytanii pokój mieścił się nad mieszkaniem staruszki, którą Polak uznawał za złośliwą, uciążliwą i ogólnie czepialską. Bo np. nie mogła znieść dobiegającego z góry odgłosu uderzanej o podłogę piłki. „Zarzewiem konfliktów były też worki ze śmieciami, które według pedantycznie pielęgnującej przydomowy klomb kobiety nie powinny być wystawiane przed posesję, zanim nie nadciągnie zmrok wyznaczonej nocy, po której zabiorą go służby oczyszczania. – Cud, że w ogóle ktoś je wystawiał. Jednego dnia zabierali to, co do recyklingu, a drugiego resztę. Kto ma do tego głowę? – pyta retorycznie Piotr” – opisywał sytuację „Polish Express”.

Zauważmy, że to wszystko działo się, jeszcze zanim także w Polsce został wprowadzony obowiązek segregowania odpadów w domach.

Przeczytaj: Czy wiesz, że...? Czyli co warto i należy wiedzieć na temat śmieci

W Danii wprowadzili PANT-y

Twórcy internetowego bloga Być wiernym naturze opowiadają o tym, jak ze śmieciami poradzili sobie Duńczycy. Kraje skandynawskie w ogóle mogą służyć za wzór, jeśli chodzi o segregowanie odpadów i ich recykling.

W Danii np. (ale nie tylko) prócz upowszechniania wiedzy i wyrabiania dobrych proekologicznych nawyków stworzyli system, dzięki któremu po prostu opłaca się dbać o wydzielenie tych odpadów, które mogą posłużyć jako surowce wtórne. Chodzi głównie o plastik, a dokładniej o butelki wykonane z tego materiału, ale też ze szkła i o puszki z aluminium. Dodajmy, że tam się ich nie zgniata. Bo inaczej nie odzyska się PANT-u, czyli po prostu kaucji.

W sklepach są zainstalowane specjalne urządzenia. Przez otwór wrzuca się do automatu dany rodzaj opakowania, maszyna je skanuje i w zależności od rodzaju i wielkości nalicza kwotę do zwrotu, po czym wypada kupon z tą sumą. Następnie Duńczyk idzie robić zakupy i z pełnym koszykiem przy kasie pokazuje ów wydruk. Widniejąca na nim kwota jest odliczana od ogólnego rachunku.

To wszystko sprawia, że mieszkańcy tego kraju widzą także ekonomiczny sens segregowania odpadów. „Jednak nawet gdy ktoś wypije napój i nie chce brać butelki do domu czy oddać do sklepu, stawia ją na widocznym miejscu, a co biedniejsze osoby spacerując, zbiorą takie Panty. Zdarza się, że całe rodziny utrzymują się tylko ze zbierania Pantów” – czytamy na blogu. 

Jaki to odnosi skutek globalnie? Otóż w Danii recyklingowi podlega aż 60 proc.odpadów!

Przeczytaj: Jak segregują płocczanie... Albo oszukujemy, albo nie umiemy

Niemcy też godni naśladowania

Podobne osiągnięcia w recyklingu mają również w Niemczech, gdzie wskaźnik powtórnego wykorzystania segregowanych odpadów przekracza 60 proc. Tam motywacją do segregowania są wysokie tzw. podatki śmieciowe dla tych, którzy nie chcą prowadzić selektywnej zbiórki odpadów w swoich domach, za to segregujący płacą niemal symboliczne stawki – jak podaje portal higieniczni.pl. Dodajmy przy okazji, że w Belgii w 2010 r. wprowadzono bezwzględny obowiązek selekcjonowania dla każdego mieszkańca.

Ale wróćmy do Niemiec. Mieszkający tam Polacy z tzw. najnowszej emigracji – tak jak w innych krajach UE – dzielą się uwagami, ostrzeżeniami i informacjami o „śmieciowych obyczajach” w internecie. Na forum portalu opiekunki24.pl w wątku „Pytania i informacje przed pierwszym wyjazdem” dziewczyny sporo piszą właśnie o segregowaniu. I choć nie wszystkim radykalne podejście do tego tematu się podoba, to nowa rzeczywistość budzi sporo refleksji. Oto – dla przykładu – wpis Emilii: „Jak zdążyłam zaobserwować, przynajmniej tu, gdzie teraz jestem, sąsiedzi się pilnują. Widziałam, jak jeden drugiemu uwagę zwracał, że wrzuca do czerwonego [pojemnika – red.] gazety. (...) Fenomen poradzenia sobie z butelkami [podobnie jak w Danii, można tam zwrócić i odebrać kaucję nawet za opakowania jednorazowe – red.] zadziwia mnie od początku. Dlaczego w PL nikt tego pomysłu nie chce i nie umie wykorzystać??? W ALDI do automatów zwrotnych zawsze jest kolejka, a u nas.... – po sezonie letnim zbieramy cała wsią plastiki i inne śmieci po łąkach, wzdłuż drogi na plażę – takie lokalne sprzątanie świata. Niejeden raz z naszych łąk koło domu pogoniłam turystów, którzy wjechali „posprzątać” sobie auto... Co ciekawe, mieszkając we Wrocławiu, nie widziałam tego aż tak jaskrawie”.

Przeczytaj: Myślmy praktycznie i ekologicznie, czyli jak prawidłowo segregować swoje śmieci

Szwedzi – mistrzowie!

W podejściu do segregowania śmieci Szwedzi są wręcz radykalni. W 2013 r. segregowali 89 proc. szkła, 73 proc. metalu, 77 proc. papieru, 37 proc. plastiku i 80 proc. gazet [krakowianie np. najważniejsze surowce w 2014 r. segregowali na poziomie 20 proc.] – Bardzo ważnym momentem było wprowadzenie w Szwecji w 2005 r. całkowitego zakazu składowania odpadów. To wymusiło na wielu ludziach dokładniejsze segregowanie – wspomina Catarina Östlund ze Szwedzkiej Agencji Ochrony Środowiska. Jeszcze w 1976 r. w Szwecji było ponad 1,6 tys. składowisk odpadów. Dwie dekady później już tylko 300, a w 2008 r. ich liczba stopniała do 157. W tym czasie znacznie wzrósł udział spalarni odpadów w procesie utylizacji. Ale i to zostało wkrótce obwarowane obostrzeniami, by promować recykling.

Wedle danych z magistratu w Sztokholmie każdy mieszkaniec produkuje około 523 kg odpadów rocznie, co w sumie daje ponad 240 tys. ton. Wokół Sztokholmu działa sześć centrów recyklingu, a kolejne planuje się uruchomić w jaskini w centrum miasta. Jednym z dotychczasowych, wybudowanym w 2007 r. w Bromma, kieruje Jonas Selander Lyckeborg. – Mieszkańcy centrum Sztokholmu mają obowiązek segregować swoje odpady w domach – mówi. – Nawet kiedy wyjeżdżamy na wakacje do naszego domku letniskowego na wysepce na Bałtyku, wiemy, że raz w roku przyjedzie po odpady motorówka należąca do firmy segregującej odpady – dodaje.

W Sztokholmie w ramach projektu GrowSmarter (za unijne pieniądze uczestniczą w nim też m.in. Barcelona i Kolonia) testuje się nowoczesne rozwiązania. Jednym z nich jest wyprowadzanie posegregowanych śmieci za pomocą rurociągów do sortowni poza miastem. Aby jednak pozbyć się odpadków, najpierw należy specjalnie przeznaczonym do tego kluczem otworzyć odpowiednie okienko w „kapsule śmietnikowej". Stamtąd śmieci zasysane są wiele kilometrów dalej. – Jeśli mieszkaniec się pomyli, otrzyma reprymendę, jeśli natomiast segregował będzie zgodnie z wymaganiami, otrzyma nagrodę w postaci niższej opłaty na koniec miesiąca – tłumaczy Lisa Enarsson, koordynatorka programu.

A z Amerykanów lepiej nie brać przykładu...

Ameryka jako całość nie bardzo przykłada się do recyklingu. Co nie oznacza, że jej poszczególnym mieszkańcom temat odpadów jest obojętny. Poszczególne organizacje i instytucje niejako na własną rękę wymyślają różne, czasem bardzo ciekawe inicjatywy związane ze śmieciami. Portal nanowosmieci.pl opisuje np.: „Jedną z takich inicjatyw wymyśliła firma komunalna z San Francisco. Codziennie para dwudziestotonowych ciężarówek odbiera odpady żywności z ponad dwóch tysięcy restauracji i sklepów spożywczych. Następnie produktowe śmieci są składowane, aż zaczną gnić, wydzielając przy tym metan. Metan ten jest wykorzystywany do produkcji prądu, a prąd – do zasilania oczyszczalni ścieków obsługującej niemal 650 tys. domów. Przedsiębiorstwo nie chce się na tym zatrzymywać – celuje w przetwarzanie do 200 ton resztek jedzenia dziennie, które mogłyby zasilać prądem także domy mieszkalne”.

Ale Ameryka znalazła też inny sposób na pozbywanie się swoich odpadków. Od kilku lat po prostu... sprzedaje Chińczykom całe tony papieru, plastiku, zużyte sprzęty elektroniczne. Chiny płacą za to miliony dolarów, ale opłaci się im. „Część tych śmieci idzie do elektrociepłowni – wychodzi taniej niż ogrzewanie węglem czy gazem. Resztę odpadów Chińczycy ogołacają z metali i innych cennych substancji. Wykorzystują to do produkcji nowej elektroniki, którą w postaci tabletów, smartfonów i laptopów wysyłają w świat” – podaje portal.

Przeczytaj: To jednak ma sens! Czyli śmieci się przydają

Zaradni Japończycy

Ten sam portal nanowosmieci.pl opisuje również przypadek japońskiego miasteczka Kamikatsu. Kiedy zlikwidowano w nim dwie spalarnie śmieci, dosłownie wzięli sprawy w swoje ręce. Choć w Kraju Kwitnącej Wiśni przepisy są bardzo rygorystyczne. „Butelki szklane trzeba oczyścić z nalepek, usunąć kapsle i podzielić według koloru. Osobno złożyć plastikowe opakowania po sosie sojowym i oliwie, a osobno – po wodzie i napojach gazowanych. Wszystkie trzeba dokładnie umyć. Gazety i czasopisma układa się w równych paczkach związanych sznurkiem, który z kolei powstał z przetworzonych kartonów po mleku” – czytamy na portalu. – „Wczesnym rankiem, tuż przed pracą, mieszkańcy zawożą swoje tobołki ze śmieciami do centrum odpadów. W oddzielnym miejscu tuż przy centrum są składowane ubrania, naczynia i odzież w dobrym stanie – każda osoba może tam zostawić swoje rzeczy albo poszperać i zabrać do domu to, co pozostawił ktoś inny. Cała reszta śmieci jest poddawana recyklingowi: drewniane pałeczki zmieniają się w papier, olej w nawóz, szkło, ceramika i żarówki są chowane na składowiskach, baterie wysyłane do innej wyspy, a pozostałe odpady spalane”.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.