Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

24-letni zawodnik, który z powodu nadmiaru żółtych kartek pauzował w meczu z Arką w Gdyni (1:1), będzie do dyspozycji trenerów płockiego zespołu na sobotni pojedynek z Ruchem Chorzów (godz. 15.30).

– Wolałem być na boisku, bo grając można coś pomóc, zrobić, a na trybunach tylko się denerwować – dodaje Dominik Furman. Brakowało go w sobotnim meczu. – Tego nie wiem tak do końca, bo być może zagrałbym najgorszy mecz w karierze i zawalił dwie bramki? Z drugiej strony, patrząc na to, jak ten mecz wyglądał, może bym się przydał. Ale takie podejście byłoby nie fair wobec kolegów. Oni chcieli wygrać i zrobić jak najlepiej dla drużyny, ale nie wyszło. Piłka jest przewrotna.

Wisła Płock remisując w Gdyni, nie zdołała wskoczyć do pierwszej ósemki, a tym samym zapewnić sobie utrzymania. Zajęła dziewiątą lokatę, po podziale punktów ma ich na koncie 20. – W powszechnej opinii podział punktów w Polsce jest kradzieżą. I ja się do tej opinii przychylam – zaznacza Dominik Furman. – Nie powinno być żadnych podziałów punktów. Na grupy jeszcze się zgodzę, ale nie punktowych. Mam nadzieję, że czegoś takiego od przyszłego sezonu nie będzie. W sobotę trzeba zdobyć kolejne trzy punkty z Ruchem. I to jest nasz cel.

Ruch Chorzów, który zajmuje 14. miejsce w tabeli (do zajmującej 9. miejsce Wisły traci pięć punktów) musi walczyć nie tylko o utrzymanie w ekstraklasie, ale także z poważnymi problemami finansowymi.

– Zmiana trenera [drużynę po rezygnacji Waldemara Fornalika kilka dni temu przejął Krzysztof Warzycha – red] też na pewno robi swoje, może dostaną dodatkowego bodźca do cięższej pracy. Ja już w tym sezonie wielokrotnie powtarzałem, że w polskiej lidze każdy może wygrać z każdym. Dlatego nie ma co patrzeć na ich problemy. Musimy skoncentrować się na sobie. W grupie spadkowej będzie się trudniej grało niż w grupie mistrzowskiej, ale trzeba podjąć rękawicę – podkreśla Dominik Furman.

Jego życzeniem jest, by atmosfera na trybunach była jak podczas meczu z Lechem Poznań. – Do pierwszej ósemki zabrakło niewiele. Czujemy rozczarowanie, niedosyt. Ale taka jest piłka. Czasami daje, czasami zabiera. Nie znaleźliśmy się w grupie mistrzowskiej i nie ma co o tym rozmyślać. Przed nami siedem meczów, których nie traktujemy jak o utrzymanie. Chcemy zająć pierwsze miejsce w grupie spadkowej, czyli zakończyć sezon na dziewiątym miejscu.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.