Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zakończenie fazy zasadniczej w ekstraklasie, jest okazją do pierwszych podsumowań. Sternik płockiego klubu, Jacek Kruszewski nie ma wątpliwości: – Możemy i powinniśmy być zadowoleni z postawy zespołu w rundzie zasadniczej. Po dwumeczach ze wszystkimi rywalami zdobyliśmy 39 punktów i zajęliśmy dziewiąte miejsce, wyprzedzając siedem ekip, w tym czołowe z poprzedniego sezonu [m.in. wicemistrza kraju Piasta Gliwice, trzecią i czwartą drużynę Zagłębie Lubin i Cracovię – red]. Podejrzewam, że mało kto obstawiał przed sezonem taki wynik, a z tego co wiem były głosy, że nasza kariera w ekstraklasie skończy się po czterech kolejkach. Przypomnę też, że jesteśmy beniaminkiem po poważnych przejściach, a rywalizacja na tak wysokim szczeblu, to absolutny debiut zarówno dla zarządu, trenera, dyrektora sportowego, jak i większości zawodników Wisły. Myślę, że mimo różnic dzielących nasz klub od reszty ligi, a mam tu na myśli budżet i stadion, potrafiliśmy dobrze się odnaleźć w ekstraklasowej rzeczywistości. I osiągnęliśmy dobry wynik. Zespół pod wodzą trenera Marcina Kaczmarka udowodnił, że jest w stanie walczyć z każdym rywalem, poza Lechem żaden przeciwnik nas nie zdominował. Jeden punkt więcej dawał nam awans do pierwszej ósemki i pewne utrzymanie.

Tak się jednak nie stało. Bo Wisła remisując z Arką w Gdyni (1:1), straciła dwa punkty. – Nie udało się i czujemy z tego powodu niedosyt, bo Arka była do ogrania – nie może odżałować prezes Kruszewski.

– Szkoda naszych piłkarzy, szkoleniowców, a także wiernych kibiców, na twarzach których widziałem po meczu rozczarowanie i smutek. Szczęście było blisko, na wyciągnięcie ręki, ale trzeba już o tym zapomnieć, podnieść się i z podniesionymi głowami przystąpić do decydujących spotkań o osiągnięcie przedsezonowego celu, czyli utrzymanie.

Brak awansu do grupy mistrzowskiej, to nie tylko mniej atrakcyjni rywale, ale także mniej pieniędzy dla klubu za prawa do transmisji telewizyjnych oraz niższe premie dla piłkarzy. – Liczyliśmy, że szybkie zapewnienie utrzymania pozwoli spokojnie budować drużynę pod kątem gry w przyszłym sezonie – dodaje prezes Kruszewski. – Trenerzy mogliby też zaryzykować roszady w składzie, sprawdzić zawodników mniej grających, dać szansę młodym, choćby Dawidowi Kieplinowi. W tej sytuacji o eksperymenty będzie trudno, bo stawka jest ogromna – chcemy Ekstraklasy Dla Płocka także w sezonie 2017/18.

Wisła rozegra siedem spotkań o utrzymanie. Na początek, już w sobotę, zmierzy się z Ruchem Chorzów (godz. 15.30). Operacja „Ruch” już trwa. Jeśli nic złego nie wydarzy się na zajęciach, trenerzy będą mieć do dyspozycji wszystkich piłkarzy, poza Siergiejem Kriwcem, który z powodu kontuzji jest wyłączony z treningów. Do zespołu wraca także po pauzie za kartki Dominik Furman, który w Gdyni denerwował się i trzymał kciuki za zespół na trybunach.

– Przed nami dość dziwna dogrywka, w której najsłabsi w całym normalnym sezonie dostają prezent i każdy kolejny mecz będzie jak walka o życie – zauważa prezes Wisły. – Dlatego teraz najważniejsze jest to, aby zawodnicy wyczyścili głowy, byli odpowiednio przygotowani pod względem mentalnym. Jeśli chodzi o walory czysto piłkarskie, jestem spokojny. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.