Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Państwo Mikołajczykowie od lat są wiernymi fanami piłkarskiej Wisły. W Wielką Sobotę wybrali się na mecz nafciarzy z Lechem. I nie byłoby w tym nic specjalnego, gdyby nie fakt, że pani Milena była w dziewiątym miesiącu ciąży. Mimo to żywiołowo wspierała swoją drużynę.

 

– W trakcie meczu nad stadionem przetoczyła się ulewa, która zmusiła żonę do powrotu do domu – opowiada Mariusz Mikołajczyk. – Ja wytrwałem do samego końca. Kiedy wracałem ze stadionu, dostałem telefon, że żonie odeszły wody. I zaraz zacznie rodzić. Pobiegłem co sił w nogach, na szczęście mieszkamy blisko stadionu, i zabrałem żonę do szpitala. Ale poród nastąpił dopiero dzień po meczu. Syn przyszedł na świat o godz. 14. Ma na imię Mikołaj, a na drugie... Lech.

Szczęśliwy tata dodaje: – Mecz Wisły Płock z Lechem zapamiętam do końca życia. Bo choć płoccy piłkarze go przegrali [0:3 – red], to dla mnie zakończył się co najmniej remisem.

Zarząd Wisły też uczcił tę chwilę. Przedstawiciele klubu na czele z obrońcami Wisły Cezarym Stefańczykiem i Tomislavem Boziciem odwiedzili noworodka. Mały Mikołaj dostał oryginalną dziecięcą koszulkę i szalik Wisły oraz mnóstwo gadżetów.

– Spotkanie było bardzo sympatyczne, był poczęstunek, porozmawialiśmy też sobie o klubie. Nie lada gratkę miał mój starszy syn, 9-letni Jarek, który zagrał z Tomislavem Boziciem w grę FIFA na Xboxie – wspomina pan Mariusz. Zapowiada też, że mały Mikołaj może pojawić się na płockich trybunach... już podczas najbliższego meczu, oczywiście w grupie mistrzowskiej.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.