Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jeszcze pięć lat temu ówczesna drugoligowa Wisła borykała się z dużymi problemami, zarówno organizacyjnymi, jak i finansowymi. W sobotę, wybierając się na mecz, warto sobie uświadomić, jak wiele pracy zostało włożone w to, by Wisła Płock znów znalazła się na wyżynach polskiej piłki nożnej.

Jest w tym zasługa wielu osób, tych, który pracują do dziś, a także tych, których w klubie już nie ma.

Cierpliwość, upór i pasja do futbolu Marcina Kaczmarka sprawiły, że właśnie pięć lat temu szkoleniowiec podjął się nie lada wyzwania, aby pociągnąć wózek o nazwie Wisła Płock do ekstraklasy. Dziś możemy być dumni, że budowana przez niego z wielkim mozołem drużyna z roku na rok sięgała coraz wyżej i po więcej, aż w końcu dopięła swego. W ubiegłym roku, pokonując Zawiszę Bydgoszcz (5:0), płoccy piłkarze znów zameldowali się w elicie polskich klubów.

Rośnie Wisła i świadomość kibica

Dziś od tamtego pamiętnego, zwycięskiego meczu z Zawiszą, który przyniósł tak wiele radości płocczanom i fanom futbolu – mija rok. Co się zmieniło od tamtych wydarzeń? – Przede wszystkim świadomość kibica na temat Wisły Płock – mówi wiceprezes klubu Tomasz Marzec. – Pamiętam, jak przed meczem z Zawiszą organizowaliśmy wiele akcji marketingowych i promocyjnych, które miały na celu ściągnąć na stadion jak najwięcej ludzi z Płocka i okolic. Teraz przed meczem z Lechem też myśleliśmy w klubie, by wszystko powtórzyć, ale z części akcji musieliśmy zrezygnować. Szybko po prostu okazało się, że i bez nich bilety schodzą jak ciepłe bułeczki. W sobotę na stadionie zasiądzie komplet – 9750 widzów. Na taki wynik składa się wiele czynników: dobra gra naszej drużyny, dobre wyniki, wyjątkowa stawka sobotniego pojedynku i atrakcyjny rywal. Ale co najważniejsze, widać, że wraca moda na Wisłę Płock. Moda, którą chcemy promować, szerzyć nie tylko w naszym mieście, ale także poza jego granicami. Dlatego też wychodzimy z akcjami promocyjnymi do okolicznych szkół m.in. w Sierpcu, Gostyninie, Dobrzyniu nad Wisłą, a od niedawna w Lipnie, Dulsku i Bieżuniu, dzięki którym promujemy i budujemy wizerunek Wisły Płock wśród najmłodszych.

Skala trudności na najwyższym poziomie

„Wielka Sobota – Wielki Mecz” – takim hasłem jest promowany sobotni mecz Wisły z Lechem. Dla obydwu drużyn pojedynek będzie miał olbrzymie znaczenie. Wisła, chcąc utrzymać miejsce w pierwszej ósemce, które daje pewne utrzymanie w ekstraklasie – musi wygrać. Ale z takim samym planem do Płocka przyjedzie Lech, który walczy o jak najlepszą pozycję w tabeli przed ostateczną walką o tytuł mistrza Polski.

Dodatkowo w Płocku z pewnością będzie chciał się odkuć po ostatniej porażce u siebie z Legią (1:2).

Od początku tygodnia informacje o pojedynku są na billboardach i citylightach. Zarówno płocczanie, jak i przyjezdni do stadionu dojadą w szpalerze niebiesko-biało-niebieskich flag Wisły, które już dziś przyozdobią al. Jachowicza i ul. Łukasiewicza.

– Cieszymy się, że naszą postawą możemy grać taki mecz o stawkę. Że możemy dać radość kibicom. Będziemy świadkami wielkiego święta w Płocku – mówi trener Wisły Marcin Kaczmarek. – Nie pozostaje nam nic innego, jak przygotować się super do tego pojedynku. Skala trudności jest na najwyższym z możliwych poziomie, bo Lech to od kilku lat dominująca siła w ekstraklasie. Jeżeli udałoby nam się sprawić niespodziankę, będziemy z tego wszyscy bardzo szczęśliwi.

Siergiej Kriwiec i jego plan na Lecha

Do tej pory nafciarze gościli Lecha dziewięciokrotnie. I nigdy nie zaznali goryczy porażki. Wygrali pięć spotkań i cztery zremisowali. Najwyższe zwycięstwo, aż 5:1, odnieśli w sezonie 2005/2006. O sile płockiego zespołu stanowili wówczas tacy zawodnicy, jak: Ireneusz Jeleń, Sławomir Peszko, Adrian Mierzejewski, Patryk Rachwał, Vahan Geworgian, Dariusz Romuzga czy Żarko Belada.

Ale w tym sezonie płoccy piłkarze nożni mogą pochwalić się świetną serią siedmiu meczów bez porażki na własnym stadionie. Nie przegrali u siebie od ponad pięciu miesięcy. – My nie oglądamy się na żadne statystyki. Walczymy o swoje cele. O to, co tu i teraz. Wiemy jedno: musimy wygrać – podkreśla pomocnik Wisły Siergiej Kriwiec.

Białorusin jest jedynym piłkarzem z obecnego składu Wisły, który grał dla Lecha. Było to w latach 2009-2012. Siedem lat temu zdobył z tym klubem tytuł mistrza Polski. Zasłużył się dla niego również znakomitą grą w europejskich pucharach, grając przeciwko takim drużynom jak Manchester City i Juventus Turyn. Nic też dziwnego, że białoruski zawodnik jest lubiany i ceniony w Poznaniu.

– Mecz z Lechem będzie dla mnie wyjątkowy – dodaje Siergiej Kriwiec. – Ale na boisku sentymentów nie będzie. Teraz gram w Wiśle Płock. I zrobię wszystko, by pomóc Wiśle w odniesieniu zwycięstwa. Naszym celem jest utrzymanie się w pierwszej ósemce po rundzie zasadniczej. I chcemy go zrealizować.

W niedawnych meczach z krakowskimi zespołami, Wisłą i Cracovią, Siergiej Kriwiec strzelił po jednym golu. – Teraz też mam taki plan – uśmiecha się pomocnik Wisły. – Jeśli będę miał taką okazję, to przystawię nogę, głowę i strzelę gola Lechowi. A jeśli dzięki temu Wisła odniesie zwycięstwo, będę szczęśliwy.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.