Podróż do Hiszpanii zaplanowali kilka miesięcy temu. Cel - mecz piłkarzy ręcznych Orlen Wisły z Barceloną w Lidze Mistrzów. Zabukowali bilety lotnicze, hotel, ale... zmienił się termin meczu. Z podróży jednak nie zrezygnowali. Los sprawił, że pięcioro płocczan obejrzało kosmiczny pojedynek piłkarzy nożnych FC Barcelona - PSG (6:1), który na pewno przejdzie do historii futbolu.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Spotkanie dumy Katalonii z finansowanym przez szejków PSG było piłkarskim świętem. Stawką był ćwierćfinał Champions League. Barcelona z bajecznym atakiem: Luis Suarez, Leo Messi, Neymar przegrała w pierwszym meczu w Paryżu aż 0:4. By awansować, musiała wygrać u siebie np. 5:0.

Kilka dni przed tą arcyważną potyczką Katalończycy pokonali w lidze Celtę Vigo 5:0, dając tym samym jasny sygnał: „PSG, jesteśmy gotowi, czekamy na was!”. Dziennik „Mundo Deportivo” zamieścił na pierwszej stronie bardzo wymowne zdjęcie Leo Messiego, który naśladował wykonywanie połączenia telefonicznego opatrzone napisem: „ALÓ, PSG?”.

W środę wieczorem na trybunach stadionu Camp Nou zasiadło blisko 100 tys. kibiców, wśród nich m.in. pięcioro płocczan. Jacek Brzozowski (prezes firmy Auto Forum, sponsora technicznego SPR Wisła Płock), jego siostra Grażyna i jej dwie córki Karolina i Paula. A także fotoreporter „Wyborczej” Tomasz Niesłuchowski.

– W naszej grupie sympatie były podzielone. Ja byłam za Barceloną. Uwielbiam ten klub, zawsze mu kibicuję. Moja siostra Paula trzymała kciuki za PSG – opowiada Karolina, uczennica drugiej klasy LO im. Wł. Jagiełły. Jej siostra też uczy się w Jagiellonce, ale chodzi do pierwszej klasy gimnazjum. – Na trybunach panowała atmosfera wielkiego piłkarskiego święta. Kibice zadbali o niesamowity doping. Widać było w nich wiarę i nadzieję na korzystny wynik, które z każdą strzeloną bramką były jeszcze większe.

Katalończycy zaczęli wybornie. Już w 3. minucie prowadzili po golu Suareza, przy drugiej bramce – jeszcze przed przerwą – wyręczył ich francuski obrońca polskiego pochodzenia Layvin Kurzawa.

Euforia była jeszcze większa, gdy kilka minut po przerwie na 3:0 podwyższył z rzutu karnego Messi. Ale w 62. minucie po golu napastnika PSG Edisona Cavaniego emocje na Camp Nou opadły. W dodatku Katalończycy wyglądali na zespół, który nie ma ani pomysłu, ani sił na zaskoczenie po raz kolejny mistrzów Francji. Trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry przy stanie 3:1 Barcelona potrzebowała do awansu aż trzech goli. Wydawało się, że losy dwumeczu są przesądzone.

– Nikt nie wierzył, że Barca może jeszcze coś w tym meczu wskórać – dzieli się spostrzeżeniami Karolina. – Jej kibice zaczęli masowo wychodzić ze stadionu, byli źli. Ale to, co się wydarzyło chwilę później... to było coś nieprawdopodobnego, nieziemskiego, wspaniałego.

Najpierw przepięknym strzałem z rzutu wolnego popisał się Neymar, za chwilę Brazylijczyk ponownie ożywił nadzieję kibiców, zdobywając gola z rzutu karnego. – Nawet największy optymista nie był w stanie przewidzieć takiego scenariusza, jaki mogliśmy zaobserwować w środę wieczorem na Camp Nou – wspomina Karolina. – Bo to, co wydawało się przecież niemożliwe, stało się faktem. W ostatniej akcji meczu piłkarze Dumy Katalonii zdobyli szóstego gola i wywalczyli awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Tego nie dokonała jeszcze żadna drużyna na świecie! Po końcowym gwizdku sędziego trybuny opanowało szaleństwo. Kibice wpadli sobie w ramiona, machali flagami, krzyczeli, a nawet płakali ze szczęścia. Takich emocji i wrażeń nie doświadczyłam jeszcze nigdy. Tylko moja siostra była strasznie niepocieszona. Cały czas powtarzała: „nie wierzę w to, co się stało”, „to niemożliwe”.

Co ciekawe... To, że płocczanie znaleźli się na tym meczu, było dziełem przypadku...

Karolina Brzozowska: – Wyjazd do Hiszpanii zaplanowaliśmy sobie już kilka miesięcy temu. Zabukowaliśmy bilety lotnicze, hotel – wszystko po to, by obejrzeć ostatni pojedynek w fazie grupowej Ligi Mistrzów... piłkarzy ręcznych Orlen Wisły z Barceloną. Niestety, termin jego rozgrywania się zmienił. Nie byliśmy z tego zadowoleni. Mimo to nie zrezygnowaliśmy z wyjazdu, postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. Kiedy okazało się, że w czasie naszego pobytu na Camp Nou zagrają piłkarze nożni Blaugrany z PSG, zaczęliśmy szukać biletów. Nie byliśmy pewni, czy jeszcze będą. Ale szczęście się do nas uśmiechnęło. Mogliśmy wziąć udział w wyjątkowym wydarzeniu sportowym, które przeszło do historii futbolu. Nie zapomnimy tego do końca życia.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    A ja znam jednego faceta co byl w ameryce!
    już oceniałe(a)ś
    0
    0