Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Popularny zespół wzbudził bardzo duże zainteresowanie. Sala koncertowa szkoły muzycznej zapełniła się po brzegi – w końcu bilety wyprzedały się na długo przed występem. Tańsze wejściówki, bez gwarancji miejsca siedzącego, wykupiło jeszcze kilkadziesiąt osób. Nie dla wszystkich starczyło krzeseł i część widowni musiała stać – ale koncert zapewne jej to zrekompensował.

Mocnemu wokalowi Artura Gadowskiego towarzyszyły gitary akustyczne, gitara basowa, perkusja, klawisze i oczywiście płoccy symfonicy. Publiczność mogła usłyszeć najbardziej znane przeboje zespołu w symfonicznych aranżacjach. Całość brzmiała ciekawie, spójnie i nawet z wyrafinowanymi dźwiękami orkiestry muzyka miała rockowy pazur. Koncert był dynamiczny, a publiczności trudno było tylko siedzieć i słuchać.

Już przy pierwszych utworach płocczanie klaskali do rytmu i śpiewali razem z zespołem – zachęcał do tego sam wokalista. Nie musiał długo prosić. Wprawdzie pojawiły się przejściowe problemy z mikrofonem i momentami nie było słychać śpiewu, ale technicy postarali się szybko naprawić sytuację. Przy utworze „Ona jest ze snu” większa część widowni wstała z krzeseł, tańczyła i śpiewała z muzykami. Przy następnej piosence „Szczęśliwego Nowego Jorku” stała i bawiła się już prawie cała sala. I tak było jeszcze przy kolejnych utworach, właściwie już do końca koncertu. Zespół był nagradzany brawami i głośnymi okrzykami.

– Jak ja to lubię! – mówił ze sceny wokalista. Jeden utwór wykonał bez zespołu, z samą tylko orkiestrą i fortepianowym akompaniamentem Jacka Piskorza.

Po tym wszystkim publiczność nie dała muzykom opuścić sceny, głośno domagała się bisu. Zespół oczywiście spełnił tę prośbę. Na koniec członkowie grupy otrzymali róże, a potem... rzucili je paniom w pierwszych rzędach.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.